Trener Legii pracuje średnio 277 dni. "Był trener-wychowanek, budowniczy, żółtodziób, pragmatyk. Jest ideowiec"

Dawid Szymczak
Stajnia Augiasza w porównaniu z ławką trenerską Legii Warszawa była miejscem niezwykle uporządkowanym. Dariusz Mioduski w cztery lata zwolnił sześciu trenerów, a każdego kolejnego brał z innej parafii - różnili się narodowością, doświadczeniem, osobowością, stylem pracy i preferowaną taktyką. Łączy ich tylko to, że żaden nie dostał szansy, by wyjść z kryzysu.

Przy Łazienkowskiej grali już wszystko: od trenerskiego wychowanka, przez budowniczego z zagranicy, najemnika mającego zapewnić natychmiastowy sukces i trenera z wyświechtanym "legijnym DNA", po jednego z najbardziej doświadczonych polskich szkoleniowców.

Zobacz wideo Jan Urban wskazuje największy problem Michniewicza. "To nie jest łatwe połączyć dwie rzeczy"

Dariusz Mioduski najpierw pogonił Jacka Magierę, który przez lata był przygotowywany do prowadzenia pierwszej drużyny i zaczął silić się na autorskie, nieoczywiste pomysły, pokroju Romeo Jozaka czy Ricardo Sa Pinto. Pierwszy przeszedł do Legii Warszawa, mimo że wcześniej nigdy nie był trenerem, a drugi okazał się szaleńcem, który przy Łazienkowskiej pokłócił się z każdym.

Aleksandar Vuković po to był wpychany do sztabu każdego kolejnego trenera i zbierał doświadczenie, by wylecieć z Legii po pierwszym poważnym kryzysie. I na nic zdało się to, że rok wcześniej pozbierał drużynę w trudniejszym momencie i pod koniec sezonu grając bardzo atrakcyjnie zdobył z nią mistrzostwo Polski. Nie wiadomo, czy dałby radę zrobić to jeszcze raz, bo zmienił go Czesław Michniewicz - już nie kot w worku, nie żółtodziób, ani żaden wymysł. On też jednak wpadł w kryzys i został zwolniony. 

Legia Warszawa niemal co roku wymyśla się na nowo i buduje od zera

Odkąd Mioduski jest jedynym właścicielem Legii, tylko jeden trener, Vuković, wytrzymał w klubie cały sezon - zaczął go i skończył. Aż trzech było zwalnianych chwilę po zdobyciu mistrzostwa Polski. Ile średnio pracuje trener w Legii Mioduskiego? 277 dni, prowadzi ją w 36 meczach. Najczęściej zostaje zwolniony przy pierwszym kryzysie, a następca jest jego przeciwieństwem - przynajmniej w jakimś aspekcie.

Niedoświadczonego zastępuje ktoś obyty. Obcego - ktoś swój. Ideowca - pragmatyk. Teraz to przeciwieństwo jest nawet podwójne. Doświadczony już i pragmatyczny Michniewicz świetnie reagował na ustawienie i możliwości rywala, ale nie potrafił prowadzić gry. Żółtodziób Marek Gołębiewski to ideowiec zakochany w FC Barcelonie czasów Pepa Guardioli, który ma Legię odmienić.

- To zmiana o 180 stopni. Marek myśli o piłce odwrotnie niż Czesław Michniewicz: bardziej o ataku niż obronie, uwielbia kombinacyjną piłkę - mówi Wojciech Stawowy, który przez cztery lata z fotela dyrektora przyglądał się pracy Gołębiewskiego w Escoli Warszawa. Ale i Gołębiewski wydaje się rozwiązaniem tylko chwilowym. Później Mioduski rozpocznie kolejne okrążenie - za niedoświadczonego Gołębiewskiego najpewniej przyjdzie bardziej uznany trener. Ale czy na tyle dobry, by poradzić sobie z ewentualnym sukcesem? Może bowiem okazać się, że zostanie mistrzem Polski i awansuje do europejskich pucharów. A stąd już niedaleka droga do zwolnienia, bo granie co trzy dni pogodził w Legii tylko Henning Berg w 2014 r. 

Czesław Michniewicz, były trener Legii WarszawaLeśnodorski komentuje zwolnienie Michniewicza. "To jest nie do ogarnięcia"

Legii brakuje wizji, pomysłu, klucza przy wyborze kolejnych trenerów. Niemal co roku zespół wymyśla się na nowo i buduje niemal od zera. Mioduski przerobił już wszystkie scenariusze, ale żaden się nie sprawdził. Niektórych trenerów zwalniał za wcześnie i nie dawał im szansy na uporządkowanie bałaganu, innych w ogóle nie powinien zatrudniać. Cykl: mistrzostwo Polski - zawód w eliminacjach pucharów - zwolnienie, przerabiał już kilka razy.

Michniewicz to przypadek nieco inny, bo poległ etap później niż poprzednicy - po awansie do Ligi Europy, gdy okazało się, że nie potrafi rozgrywać meczów co trzy dni. Nie miał jednak, gdzie się tego nauczyć, bo polskie zespoły w grają na dwóch frontach raz na parę lat. Jest jednak kolejnym przykładem, że w Legii im dalej zachodzisz, tym bliżej jesteś zwolnienia. Oczekiwania właściciela rosną bowiem bardzo szybko, ale później równie szybko kończy mu się cierpliwość.

Piłkarz Legii uderza w Michniewicza. Piłkarz Legii uderza w Michniewicza. "Szukał kozłów ofiarnych"

Dariusz Mioduski woli zmieniać trenerów niż działanie klubu

Dookoła Legii jest sporo przykładów, że stabilizacja często popłaca. Piast Gliwice pozwolił Waldemarowi Fornalikowi przetrwać na dole tabeli, a on rok później wywalczył mistrzostwo Polski. W Lechii Gdańsk nie spieszyli się ze zwolnieniem Piotra Stokowca i mają w gablocie Puchar i Superpuchar Polski. Michał Probierz cieszy się w Cracovii wręcz nadzwyczajnym spokojem i nawet jeśli wygrywa tylko jeden mecz z sześciu, pracuje dalej. Ba, nawet gdy sam czuje się zmęczony i składa dymisję, dostaje krótki urlop i jest proszony o pozostanie. Janusz Filipiak raczej nie żałuje - jego oko cieszy Puchar Polski, a ten sezon zapowiada się lepiej niż poprzedni. Działacze Pogoni Szczecin przeszli z Kostą Runjaiciem przez niejeden gorszy moment, ale długofalowo wciąż idą do przodu. A w Rakowie Częstochowa symbolem ostatnich sukcesów jest Marek Papszun, pracujący od ponad pięciu lat.

Więcej sportowych treści znajdziesz na Gazeta.pl

Legii grozi finansowa katastrofa. Nawet dziesiątki milionów stratLegii grozi finansowa katastrofa. Nawet dziesiątki milionów strat

Mioduski częste zmiany trenerów tłumaczy specyfiką pracy w Legii i niepohamowaną ambicją klubu, która każe co roku zostawać mistrzem Polski i grać w europejskich pucharach. Tyle że m.in. przez te notoryczne zmiany, w Europie Legia ostatni raz była pięć lat temu i za ten brak doświadczenia płaci dziś 15. miejscem w ligowej tabeli. A skoro żadne rozwiązanie problemu nie działa, to może problem leży gdzie indziej? Być może zachowując większą cierpliwość i pozwalając trenerowi wyciągać wnioski z własnych błędów, na salonach pojawiałaby się częściej.

Tego jednak się nie dowiemy, dopóki Dariusz Mioduski wciąż będzie wolał zmieniać trenerów niż działanie klubu.

Więcej o: