Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłkarz-bomba w Legii Warszawa. Nie chcieli go widzieć. "Ma gównianą mentalność"

Dawid Szymczak
Sprowadzić Josue to jedno, zapanować nad nim, by mieć z niego pożytek - drugie. Legia postawiła na piłkarza-bombę, który albo pięknie trafi, albo trafi rywala łokciem. A potem wybuchnie w szatni. "Ma gównianą mentalność" - mówią w Hapoelu Beer Sheva, w którym już nie chcieli go widzieć.

Skauci Legii obserwowali Josue kilka tygodni, fani zobaczyli trzy mecze, ale wnioski mogą mieć podobne: utalentowany i dobry technicznie - co pokazał przeciwko Wiśle Płock, niezainteresowany obroną i mało zaangażowany - co wykrzyczał mu Artur Boruc w spotkaniu z Florą Tallin. A przede wszystkim nieumiejący kontrolować emocji - co widzieliśmy w sobotę przeciwko Radomiakowi. 

Zobacz wideo "To była prawdziwa petarda w wykonaniu naszej sztafety"

Josue wszedł w Radomiu po przerwie. Było 0:0, Legia miała za sobą słabą połowę, jej najważniejsi piłkarze oszczędzali siły na eliminacje Ligi Mistrzów. Portugalczyk razem z Filipem Mladenoviciem i Josipem Juranoviciem jako pierwsi ruszyli na pomoc. Nic dobrego jednak nie wnieśli: Radomiak już w 47. minucie wyszedł na prowadzenie, Serb w 67. dostał czerwoną kartkę, a Josue przez cały czas brakowało dokładności. Upust frustracji, narastającej po kolejnych nieudanych zagraniach, dał w 87. minucie, gdy uderzył łokciem będącego bez piłki Dawida Abramowicza. Sędzia pokazał mu czerwoną kartkę. Legia kończyła mecz w dziewiątkę, przegrała 1:3, a trener Czesław Michniewicz powiedział na konferencji, że takie zachowanie Josue i Mladenovicia martwi go bardziej niż sama porażka. - Na pewno wyciągniemy konsekwencje - zapewniał. 

Krzysztof Mączyński w meczu Ararat - ŚląskLegia, Raków i Śląsk poznały potencjalnych rywali w IV rundzie el. Ligi Europy i Ligi Konferencji Europy

"Zawodnicy Hapoelu byli przerażeni. Nie da się opisać, co działo się w szatni"

Jedną karę najpewniej wlepi Portugalczykowi klub, a drugą - Komisja Ligi. Jeśli potraktuje jego zachowanie jako "naruszenie nietykalności cielesnej, znieważenie, zniesławienie lub inne, wysoce niesportowe zachowanie w czasie meczu", wówczas dwumeczowe zawieszenie może zostać wydłużone do minimum trzech spotkań. Ale szanse na to, że Josue w tym czasie zastanowi się nad swoim zachowaniem i zacznie kontrolować emocje, są niewielkie. Gdyby nie wieczne problemy z zachowaniem, Legia miałaby niewielkie szanse, by zaprosić go do Warszawy.

"Mógłby grać w jednej z najlepszych lig, gdyby miał inną mentalność" - mówią w Hapoelu Beer Shewa, ostatnim klubu Josue. Gdy odszedł, kilku z jego kolegów miało stwierdzić, że w przyszłym sezonie będą mieć najlepszą atmosferę ze wszystkich zespołów. Z Portugalczykiem było to niemożliwe. "Zawodnicy Hapoelu byli przerażeni. Josue po każdym ich błędzie na boisku od razu krzyczał. Nie da się opisać, co działo się w szatni. To nie było normalna atmosfera do pracy. Piłkarze potrzebują spokoju i pewności siebie. Nikt z nas nie chciałby pracować z kimś, do kogo strach się odezwać, bo może się sfrustrować i wywołać kolejną awanturę" - pisał w czerwcu Yossi Ghibli w "Sport5". 

Josue stracił końcówkę sezonu, bo klub zawiesił go po bójce z kolegą z drużyny - Sagemem Jeheskelem. Portugalczyk miał obrażać go w drodze do autobusu po jednym z treningów. W odpowiedzi Jaheskel rzucił w niego solniczką. Doszło do bójki. Zdaniem izraelskich mediów, okładali się pięściami, polała się krew. Hapoel zawiesił ich obu, a policja wydała zakaz zbliżania się do siebie. Koledzy z drużyny stanęli po stronie Jaheskela. Gdy przeprosił, wrócił do zespołu. Josue kolejnej szansy nie dostał. 

Nie było to jego pierwsze tak agresywne zachowanie. Wcześniej, a to nakrzyczał na trenera Hapoelu, że wybrany przez niego hotel jest do niczego, a to prawie pobił się podczas treningu z asystentem trenera Eljaniwem Bardą, a to - ponoć w ramach żartu - rzucił w Eliego Madmona szklanką, przez co młody piłkarz musiał mieć założone szwy, a to zwyzywał po meczu trenera Ihu Bnei Sakhin, a gdy ten opowiedział o jego zachowaniu dziennikarzom, odpowiedział na Instagramie: "Kto chce być miły, niech sprzedaje lody". Bił się też na treningu z Amitem Bittonem, dlatego klub nie powołał go na mecz z Bayerem Leverkusen w Lidze Europy, w spotkaniu z Maccabi Tel Awiw opluł rywala - Aviego Rikanę, a gdy już wrócił z trzymeczowego zawieszenia, zobaczył dwie żółte kartki za faule. Zdaniem Josue były niesłusznie, więc po meczu poczekał na sędziów i w niecenzuralnych słowach ocenił ich pracę. Miał m.in. grozić arbitrowi, że go zabije. Znów został zawieszony.

Polska jest dla Hiszpanów jak ziemia obiecana. Polska jest dla Hiszpanów jak ziemia obiecana. "Nieosiągalne pieniądze"

W Legii Warszawa mieli pomysł, jak uspokoić Josue. Ale to nie wystarczy

Legia wiedziała, jakiego piłkarza sprowadza, znała zagrożenia. W klubie mieli (i wciąż mają) nadzieję, że będą umieć nad nim zapanować. Niewiele jednak wskazuje na to, by Portugalczyk znacząco się zmienił. - Jestem człowiekiem z osobowością, który lubi i wie, kiedy podejmować ryzyko - przedstawiał się kibicom w pierwszym wywiadzie dla oficjalnej strony Legii. Przy Łazienkowskiej uważają, że dobry wpływ na Josue będzie miał Andre Martins, który jest w klubie od 2018 r. i nigdy nie było z nim problemów. Ma inny temperament niż Josue, co nie przeszkadza im przyjaźnić się od wielu lat. - Z Andre znam się od 12 lat, z kolei Rafaela Lopesa znam od roku. Z Andre Martinsem graliśmy razem w reprezentacji Portugalii do lat 21, znajomość z Rafaelem narodziła się dzięki Andre i innym portugalskim zawodnikom, z którymi wspólnie graliśmy na Playstation. Poznaliśmy się podczas rozgrywki w sieci. Z nimi będzie mi łatwiej - mówił.

Pierwsze tygodnie Josue w Warszawie idealne jednak nie są. Michniewicz obiecał mu już pierwszą karę, Portugalczyk na pewno przegapi spotkania z Zagłębiem Lubin i Wartą. Dla Legii - skupionej w pierwszych tygodniach sezonu na eliminacjach europejskich pucharów - to potężna strata. Tym bardziej że rola Josue wzrosła po kontuzji Bartosza Kapustki, którego następcy wciąż nie udało się sprowadzić. Legia jest więc na Portugalczyka skazana. Ale żeby wykorzystać jego potencjał, musi nad nim zapanować. Sama obstawa Martinsa i Lopesa może nie wystarczyć. Przy Łazienkowskiej, po kilku tygodniach współpracy z Josue, są już tego świadomi.

Więcej o: