Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Był wyśmiewany, a stał się odkryciem ekstraklasy. "Po Euro może go już nie być"

- Josip jeszcze nigdy nie miał takiej marki w Chorwacji. To nasza liga dała mu powołanie do kadry - uważa Czesław Michniewicz. - Jeśli pokaże klasę na Euro, po turnieju już go w Warszawie może nie być - dodaje Maciej Murawski. Jak Josip Juranović, z którego kilka miesięcy temu kpiono, wyrósł na najlepszego obrońcę ekstraklasy?

To był początek października. Legioniści znów zawiedli w Europie - w III rundzie kwalifikacji do Ligi Europy przegrali u siebie z Karabachem 0:3 i marzenia o awansie do fazy grupowej trzeba było odłożyć na kolejny rok. Źle wypadli wszyscy, ale najgorzej - Josip Juranović. Chorwat miał problemy z dynamiką, szybkością, zrozumieniem. Przy golu na 0:2 Abdellah Zoubir z Karabachu ominął go wręcz z dziecięcą łatwością.

Zobacz wideo Jak wygląda zakulisowy rynek transferowy? Na to pytanie odpowiada raport PZPN [Studio Biznes]

Juventus z Pucharem Włoch. Cristiano Ronaldo 'zaopiekował się' trofeumMedia: Cristiano Ronaldo rozmawiał ze swoim byłym trenerem. Namawia go na transfer

"Juranović wypromuje wielu skrzydłowych"

Dziennikarze nie zostawili na zawodniku suchej nitki. "Myślę, że Juranović wypromuje wielu skrzydłowych" - napisał ironicznie na Twitterze Mateusz Borek. Wtedy trudno było się z dziennikarzem nie zgodzić. - Josip dał się łatwo ograć, spadła na niego krytyka. Ale ja w niego wierzę - mówi Sport.pl Czesław Michniewicz.

Wierzył w niego też Radosław Kucharski, choć patrząc na grę Juranovicia z ekipą z Azerbejdżanu można było odnieść wrażenie, że jego słowa są oderwane od rzeczywistości. - Umiejętności techniczne, szybkość i serce do walki, odpowiada potrzebom naszego zespołu. Ma dużo walorów w ofensywie i przychodzi do Legii jako wzmocnienie składu - mówił w lipcu 2020 r. dyrektor sportowy Legii.

Chwalił go też Damian Kądzior, do niedawna gracz Dinama Zagrzeb. - Świetny piłkarz. Jeśli Legia go sprowadzi, będzie to kapitalna inwestycja. Chociaż miał teraz słabszą drugą rundę, to robi wrażenie na boisku. Atuty? Podobne do Vesovicia - mówił reprezentant Polski.

Mowa była o dwukrotnym reprezentancie Chorwacji, za którego dwa lata temu Hajduk Split chciał milion euro. W sierpniu, gdy sprowadzała go Legia, Hajduk zdecydowanie obniżył jednak oczekiwania, bo umowa Juranovicia wygasała. Piłkarz kosztował Legię ok. 400 tys. euro. Kiedy jednak podpisał umowę z mistrzami Polski, to w sierpniu miał pozytywny wynik na koronawirusa. Został w Chorwacji, oberwało mu się także od kibiców z Warszawy, bo w dniu meczu kwalifikacji Ligi Mistrzów z Omonią Nikozja, piłkarz wrzucił na portal społecznościowy zdjęcie z kolacji z partnerką.

Nadzieja na lepszą postawę 25-letniego gracza pojawiła się tak naprawdę dopiero pod koniec października w wygranym meczu ze Śląskiem 2:1. Wtedy Juranović popisał się pięknym trafieniem z dystansu z lewej nogi.

Ci, którzy go dobrze znają, mogli sobie przypomnieć jeszcze bardziej efektowne trafienie z czasów gry w Hajduku. W sierpniu 2019 r. Juranović w wygranym przez Hajduk Split 3:0 meczu ligowym z HNK Gorica dostał piłkę dokładnie na linii środkowej boiska. Rozpoczął dynamiczny bieg z piłką, wpadł z nią pole karne, minął z łatwością jednego z obrońców i przymierzył w okienko. Tak jak ze Śląskiem, również lewą nogą.

Spięcie z Kapustką

W listopadzie i grudniu dołożył trzy asysty w wygranych meczach 3:0 z Wartą Poznań, Cracovią 1:0 i Wisłą Kraków 2:1 oraz... samobójcze trafienie z Lechem (2:1). Wszystkie w roli prawego obrońcy w systemie z czwórką defensorów.

W grudniu i styczniu kibiców Legii spotkały dwa olbrzymie ciosy. Najpierw na zakończenie rundy jesiennej przegrała u siebie ze Stalą Mielec 2:3, a potem na rozpoczęcie wiosny na wyjeździe z Podbeskidziem 0:1. W tym drugim spotkaniu doszło do spięcia Juranovicia z Kapustką. Chorwat miał pretensje do Polaka, że ten nawet nie spojrzał, jak on jest ustawiony i podał piłkę do linii końcowej, a nie bliżej pola karnego, gdzie akurat stał prawy obrońca Legii. Kapustka miał z kolei pretensje do Juranovicia, że ten nie podłączył się do akcji. Skończyło się na wymachiwaniu rękoma i kilku okrzykach.

- Nie widziałem tej sytuacji, ale potem rozmawiałem o niej z sędzią Szymonem Marciniakiem. Szybko sobie wszystko wyjaśniliśmy, nie było problemów. Pretensje należałoby kierować do niedokładności, niefrasobliwości, złych rozwiązań i wyborów. To był słabszy mecz pod każdym względem - wspomina Czesław Michniewicz w rozmowie ze sport.pl.

Szkoleniowiec Legii postanowi wstrząsnąć drużyną i zmienił taktykę. Od tej pory Legia zaczęła grać trójką obrońców. Juranović wobec problemów kadrowych grał jako środkowy obrońca, bliżej prawej strony.

- Nie powinniśmy oceniać mnie po jednym czy dwóch meczach, ale w dłuższej perspektywie. Uważam, że to dobra pozycja do gry. Kiedy jesteśmy w posiadaniu piłki, mogę rozpoczynać akcje z innego sektora, niż robię to na boku obrony. Czuję, że jestem w stanie wnieść coś nowego do gry, przenieść pewne nawyki z prawej strony, które mogą pomóc drużynie - mówił w rozmowie z portalem "Legia.com".

Potem Chorwatowi zdarzyło się zagrać na lewej pomocy w wygranym wyjazdowym 4:0 meczu z Zagłębiem Lubin, aż wreszcie zadomowił się na stałe na prawej pomocy. I w tej roli zaliczył aż sześć asyst. W kwietniu serwis Legia.net wybrał go najlepszym zawodnikiem miesiąca.

Grał na czterech pozycjach. Z powodzeniem

Jednym z największych atutów Juranovicia jest wszechstronność. W tym sezonie występował na czterech pozycjach i na wszystkich potrafił się odnaleźć. Został też drugim najlepiej podającym graczem ligi, miał aż osiem asyst. Więcej zanotował tylko Mateusz Szwoch.

- Dawno nie widziałem tak wszechstronnego gracze w ekstraklasie. To w tym momencie kluczowy piłkarz  Legii - mówi Sport.pl Maciej Murawski, ekspert Canal+. - Josip pokazał mnóstwo jakości. Jest wydolny, szybki, widać, że rozumie piłkę. Pamiętam Marcina Pietrowskiego z Piasta Gliwice. Ówczesny trener tego klubu Radoslav Latal co mecz zmieniał ustawienie, nawet w trakcie jednego meczu. A Pietrowski grał z powodzeniem na wielu pozycjach. Juranović też daje takie możliwości, że zespół może płynnie przejść z trójki na czwórkę obrońców. Kto wie, może Chorwat poradziłby sobie nawet w środkowej strefie - dodaje.

- Jego największym atutem są po prostu umiejętności. Motoryka, technika, dośrodkowanie. Śmiejemy się, że czasem po prostu trafiał w głowę Thomasa Pekharta. Potrafi też mocno huknąć na bramkę, tak jak ze Śląskiem - mówi Czesław Michniewicz.

- Wydaje się, że jego optymalna pozycja zależy od strategii na mecz. Josip świetnie się czuje, atakując w bocznych sektorach, bo ma ciąg do przodu i świetnie ułożoną nogę. Wyróżnia się niesamowitym zdrowiem, by biegać od szesnastki do szesnastki. To olbrzymi komfort dla trenera - dodaje Maciej Murawski.

Siłą Legii w mistrzowskim sezonie była przede wszystkim świetna forma wahadłowych: Juranovicia i Filipa Mladenovicia (siedem goli i sześć asyst w 29 meczach ligowych). Nie ma jednak wątpliwości, że przy całej klasie Serbia, to Chorwat daje więcej możliwości. - Ma bardzo dużo atutów w ofensywie, ale nie traci przy tym w defensywie. Trudno mi wyobrazić sobie Mladenovicia w trójce obrońców. Filip nawet zyskał na tym, że gra na wahadle i został odciążony od obrony, a dla Josipa nie robi to różnicy - podkreśla Murawski.

Pekhart, Bartosz Ślisz, Mladenović, Kapustka? Nie. Według ekspertów i kibiców to właśnie Juranovicia trzeba nazwać największym odkryciem Legii. - Dobrej gry Mladenovicia wszyscy się spodziewali. Ja też go wcześniej znałem. Dlatego Josip zdecydowanie jest odkryciem sezonu, choć z racji, że był kapitanem Hajduka, wiadomo było, że nie jest przypadkowym piłkarzem. To w tym momencie najlepszy obrońca całej ligi. Liczby ma całkiem dobre, ale jego udział w grze jest nieoceniony. Tworzy grę, zagrasz mu piłkę i nie musisz się już martwić o to, co z nią zrobi - przyznaje Czesław Michniewicz.

Gdzie trener widzi jeszcze u niego rezerwy? - Trudne pytanie. Może wzrost, choć więcej już nie urośnie... A mówiąc poważnie, to Josip dobrze skacze, ma dobry timing. Mało tego, wygrywa różnego rodzaju konkursy głową na treningach. Doświadczenie? Będzie cały czas je zdobywał, ale już teraz nie stresuje się w trakcie meczu. Jest lepszy niż na treningu, a przecież widzieliśmy wielu piłkarzy, gdzie było na odwrót.  

"Ma potencjał, by grać w mocniejszej lidze"

Juranović przyszedł do Legii za ok. 400 tys. euro. W styczniu według portalu "Transfermarkt" był wart już 2 mln euro. Teraz wart jest jeszcze więcej, a jego cena z dnia na dzień może rosnąć. Czy to w tym momencie zawodnik z największym potencjałem sprzedażowym w Legii?

- Trudno powiedzieć. Chciałbym, aby został. Rozmawiałem z nim ostatnio i dobrze się czuje w Warszawie. Mówił, że chciałby pograć w pucharach. Z drugiej strony w piłce jest tak, że jeden dzień wszystko może zmienić. Może się trafić atrakcyjna propozycja i muszę być przygotowany na wszystko - przyznaje Michniewicz.

Sam Juranović w lutym dla oficjalnej strony Legii mówił, że Warszawa jest jego drugim domem. Udane mistrzostwa Europy mogą jednak sprawić, że będzie go bardzo trudno zatrzymać w stolicy. Juranović ma obecnie niezłą pozycję w kadrze Chorwacji. Od listopada, po rocznej przerwie, zagrał już pięć meczów.

- Jeśli pokaże klasę na Euro, to ma potencjał, by grać w mocniejszej lidze. Może tak być, że po tym turnieju w Warszawie już go nie będzie. Patrząc na to, ile dał drużynie Legii, to prawdziwy majstersztyk. Rzadko się zdarza, by zawodnicy z tak silnej kadry jak Chorwacja, grali w polskiej lidze - podkreśla Maciej Murawski. 

- Podoba mi się to, że jest regularnie powoływany. Sam Josip jest zaskoczony, że to tak szybko w ostatnich miesiącach wszystko poszło. W lidze polskiej jest czołową postacią, jeszcze nigdy nie miał takiej marki w Chorwacji. To nasza liga powołała go do reprezentacji - mówi Michniewicz.

Ilkay GundoganDramat piłkarza! Kontuzja na ostatnim treningu przed finałem Ligi Mistrzów!

A jaki Juranović jest na co dzień? - Otwarty, bardzo pracowity, drużyna szybko go zaakceptowała i fajnie się w Legii odnalazł. Jest inny niż piłkarze z Bałkanów, których znam. Nie pije alkoholu, szampana nie lubi. Zdziwiłem się, jak podczas świętowania nie wypił z nami choćby piwka - kończy z uśmiechem trener.