Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Była radość, ale też smutek. Tak kibice Legii świętowali kolejne mistrzostwo [WIDEO]

Najpierw były pożegnania, potem głośny doping, race i świece dymne. Kibice Legii Warszawa w niedzielę wrócili na trybuny, gdzie wraz z drużyną Czesława Michniewicza, która w ostatniej kolejce pokonała Podbeskidzie (1:0), świętowali kolejne mistrzostwo Polski.

Inaki Astiz, Mateusz Cholewiak, Radosław Cierzniak, Walerian Gwilia, Igor Lewczuk, Marko Vesović. Zanim rozpoczęło się niedzielne spotkanie, spiker wyczytał nazwiska tych piłkarzy. - Dziękujemy za każdą cegiełkę, którą dołożyliście do sukcesów. Pamiętajcie, że legionistą się jest, a nie bywa - przypominał całej szóstce, która pojawiła się wtedy na murawie. Tylko po to, by odebrać pamiątki i dostać brawa od kibiców, bo pożegnać się w trakcie meczu szanse dostali tylko Cierzniak, Lewczuk i Vesović, którzy po przerwie pojawili się na boisku.

Zobacz wideo Michniewicz ujawnił, kto jest na szczycie jego listy życzeń. „Nikt poważnie nas nie traktuje”

Finał Pucharu Polski Raków Częstochowa - Arka GdyniaRaków Częstochowa wygrał, a w szatni cisza i zwieszone głowy. "Ten zespół jest bardzo świadomy"

Legia Warszawa zbierała gratulacje za mistrzostwo Polski

- Zdobędziemy jak najwięcej punktów, wszyscy pograją, każdy dostanie swoje minuty. Ale musimy te punkty zdobywać. I to zdobywać je z klasą - mówił Czesław Michniewicz w szatni po meczu z Pogonią. To była 23 kolejka ekstraklasy. Legia, która po 30 minutach prowadziła z Pogonią aż 4:0, ostatecznie wygrała 4:2 i odskoczyła jej w tabeli na dziesięć punktów. Po dwóch kolejnych meczach - bezbramkowych remisach z Lechem i Cracovią - ta przewaga stopniała do sześciu punktów, ale wygrane z Piastem i Lechią (po 1:0) zapewniły drużynie Michniewicza mistrzostwo Polski. Na trzy kolejki przed końcem, i to bez wychodzenia na boisko, bo trzy dni po wygranej z Lechią, kiedy Raków bezbramkowo zremisował na wyjeździe z Jagiellonią, stało się jasne, że w tym sezonie Legii już nikt nie dogoni.

Wielkiego świętowania mistrzostwa od razu nie było, a Michniewicz zrobił tak, jak zapowiadał. Czyli w ostatnich spotkaniach zaczął dawać szanse innym. A niektórym dał nawet wolne, bo Luquinhasa, którego partnerka spodziewała się dziecka, puścił do Brazylii. Przestał też korzystać z najlepszego strzelca, czyli Tomasa Pekharta, który co prawda dwa tygodnie temu po meczu z Wisłą Kraków oficjalnie nabawił się drobnej kontuzji, ale nieoficjalne po prostu dostał wolne, by odpocząć przed kolejnym sezonem, ale też mistrzostwami Europy, na które Czech zapewne dostanie powołanie.

Piotr ZielińskiPiotr Zieliński strzelił gola... a potem mu go zabrano [WIDEO]

Michniewicz w końcu spotkał się z kibicami

- Co będzie w niedzielę? Kolejka do tego meczu zrobiła się długa. Chcemy godnie pożegnać zawodników, którzy z nami nie zostaną, którzy tworzyli historię klubu, mają za sobą udane sezony, mistrzostwa. W pierwszej kolejności chcielibyśmy ich pokazać publiczności - mówił na piątkowej konferencji Michniewicz, ale od razu dodawał, że choć życzy Podbeskidziu utrzymania, to zamierza do tego spotkania podejść poważnie, czyli wystawić optymalny skład.

I wystawił. Sam też przy linii stanął ubrany w garnitur, a nie jak zwykle w legijny dres. Dla Michniewicza, który jest w Legii od ośmiu miesięcy, było to pierwsze spotkanie z kibicami na trybunach. Kiedy w październiku na meczu o Superpuchar z Cracovią (0:0, 4:5 po rzutach karnych) na Żylecie pojawiła się flaga z jego przekreśloną twarzą w czerwonym kółku i hasło "Chórzysto, nigdy nie będziesz legionistą" nie zobaczył tego od razu na własne oczy. Michniewicz jeszcze wtedy łączył pracę w Legii z funkcją selekcjonera reprezentacji Polski do lat 21 i był na zgrupowaniu kadry, a później stadiony dla kibiców zostały zamknięte.

Aż do soboty, kiedy rząd z powrotem otworzył sportowe obiekty dla widzów, co oznaczało, że w niedzielę na ostatniej kolejce ekstraklasy trybuny mogły zapełnić się maksymalnie w 25 procentach. I się zapełniły. Przynajmniej przy Łazienkowskiej, gdzie jeszcze w tygodniu przed meczem na legijnych forach najwięcej było wpisów z prośbą o odkupienie biletu na spotkanie z Podbeskidziem, bo prawie wszystkie - blisko osiem tysięcy, czyli właśnie 25 procent pojemności stadionu - trafiło w pierwszej kolejności do kibiców, którzy wykupili sezonowe karnety.

Joel Abu HannaLegia Warszawa ogłosiła transfer nowego piłkarza. Zrobiła to w przerwie meczu

Kto jest mistrzem? Legia Warszawa!

W niedzielę większość kibiców przy Łazienkowskiej oglądało spotkanie na stojąco. Do 24. minuty przy bocznej linii stał także Michniewicz, ale po golu Rafaela Lopesa usiadał na ławce rezerwowych. To był jedyny gol w tym spotkaniu. Gol, który przypieczętował nie tylko mistrzostwo Legii, ale też spadek Podbeskidzia, które miało jeszcze szanse, by utrzymać się w ekstraklasie. Pod dwoma warunkami: musiało w niedzielę wygrać z Legią, a Stal musiała przegrać ze Śląskiem. Nie spełniony został żaden (Stal zremisowała ze Śląskiem 1:1).

Kiedy sędzia Bartosz Frankowski kończył niedzielne spotkanie, wszyscy zawodnicy z Bielska spuścili głowy, byli załamani. Obok nich trwała jednak fiesta. Piłkarzy Legii wraz z jej kibicami, którzy w trakcie drugiej połowy odpalili środki pirotechniczne i mecz na kilka minut został przerwany, a po meczu zostali na trybunach, gdzie drużyna Michniewicza odebrała medale mistrzostwo Polski.

Teraz świętowanie przeniesie się na ulice Warszawy - w okolice wiślanych bulwarów, bo kibice Legii drugi rok z rzędu to tam, a nie jak dotychczas na warszawskiej Starówce, planują dalszą celebrację mistrzostwa. Razem z piłkarzami, którzy na bulwary mają dotrzeć nie jak przed rokiem na pływającej po Wiśle barce, a  jak w poprzednich latach odkrytym londyńskim autobusem.

Legia najbardziej utytułowaną drużyną

Dla Michniewicza jest to drugie mistrzostwo w pracy trenerskiej. Pierwsze zdobył 14 lat temu, w sezonie 2006/2007, kiedy wygrywał ligę z Zagłębiem Lubin. Teraz wygrał z Legią, dla której to 15. mistrzostwo Polski. Albo jak liczą kibice Legii, którzy nie uznają tytułu Lecha Poznań z 1993 roku zdobytego w bardzo podejrzanych okolicznościach, 16.

Ale nawet i 15. tytuł sprawia, że Legia jest najbardziej utytułowanym klubem w historii rozgrywek. Już na pewno jako jedyna, bo przed rokiem, kiedy zdobywała mistrzostwo z trenerem Aleksandarem Vukoviciem, wyrównała historyczny rekord Ruchu Chorzów i Górnika Zabrze, które w swojej historii zdobyły po 14. mistrzostw Polski.