Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pesković usiadł i zaczął płakać. Tylko cud może uratować Podbeskidzie

Dominik Wardzichowski
Obraz samotnie płaczącego Michala Peskovicia na ławce rezerwowych po remisie z Wisłą Płock (1:1) doskonale oddaje sytuację Podbeskidzia Bielsko-Biała. Zespół Roberta Kasperczyka przed spadkiem do 1. ligi może uratować już tylko cud.
Zobacz wideo "Lecha czeka latem totalna demolka. Skorża? Trudno doszukać się pozytywów"

W utrzymanie Podbeskidzia można było wierzyć jeszcze przed meczem z Wisłą Płock. Porażka Stali Mielec w ostatnich minutach meczu z Rakowem Częstochowa (0:1) tchnęła nadzieję w drużynę Roberta Kasperczyka. Podstawowym warunkiem było jednak pokonanie Wisły Płock w przedostatniej kolejce sezonu 2020/2021. - Tu nie ma miejsca na matematykę, patrzenie na innych, musimy wygrać - mówił jeszcze przed meczem trener Kasperczyk na antenie Canal+ Sport.

I sobotni mecz w Bielsku-Białej rozpoczął się dla Podbeskidzia doskonale, choć przypadkowo. Petar Mamić kompletnie zepsuł strzał z lewego skrzydła, piłka trafiła pod nogi Jakuba Hory, a doświadczony Czech fenomenalnym strzałem wpakował piłkę w samo okienko bramki Krzysztofa Kamińskiego. Podbeskidzie prowadziło, ale na tym skończyły się pozytywy w drużynie Roberta Kasperczyka. Na boisku dominowała Wisła Płock, a Podbeskidzie miało problemy z wymienieniem kilku podań i łatwo traciło piłkę w środkowej strefie boiska. Po jednej z takich akcji, kompletnym odpuszczeniu ze strony Ubbinka i złym ustawieniu obrony Podbeskidzia, Dmytro Baszłaj sfaulował w polu karnym Dawida Kocyłę, a rzut karny na gola zamienił Mateusz Szwoch. - Ciężko wygrywać, jeśli tworzy się przeciwnikom takie prezenty - podsumował faul Baszłaja Robert Kasperczyk.

"Podbeskidzie było stać na zwycięstwo z Wisłą Płock"

Wisła Płock miała swój wynik. Remis dawał jej utrzymanie, dlatego drużyna Macieja Bartoszka nie napędzała szalonych ataków. Pilnowała wyniku i czekała na reakcję Podbeskidzia. A tej brakowało. Robert Kasperczyk szukał rozwiązań, zmieniał piłkarzy, ale nie odmienił obrazu meczu. - Zmiany Dominika Frelka czy Marko Roginicia wprowadziły ożywienie, ale Wisła Płock bardzo mądrze broniła. Najbardziej żal mi ostatnich 10-15 minut meczu. Zaatakowaliśmy większą liczbą piłkarzy, ale w decydujących momentach zabrakło kilku centymetrów Karolowi Danielakowi, a Marco Tulio mógł chyba jeszcze przyjąć piłkę w polu karnym po naszym rzucie wolnym - analizował trener Podbeskidzia. Na koniec dodał, że "Podbeskidzie było stać na zwycięstwo z Wisłą Płock" i tradycyjnie podziękował piłkarzom za walkę i zaangażowanie.

O remisie, który dla Podbeskidzia jest jak porażka, zdecydowały jednak indywidualne błędy piłkarzy. Zresztą nie po raz pierwszy w tym sezonie. Sędziowie w meczach Podbeskidzia dyktowali aż 9 rzutów karnych przeciwko drużynie z Bielska-Białej. Nie dlatego, że nie lubią Podbeskidzia, a dlatego, że zawodnicy najpierw Krzysztofa Bredego a później Roberta Kasperczyka popełniali mnóstwo kuriozalnych błędów. Ekstraklasowemu Podbeskidziu zabrakło po prostu doświadczenia, wyrachowania i spokoju.

Tylko Janicki i Hora na plus

To miały dać zimowe transfery. Udało się tylko w przypadku Rafała Janickiego (którego na grę w Bielsku-Białej namówił jeszcze Krzysztof Brede) i Jakuba Hory, którego polecił Jan Nezmar. Nieograny na poziomie ekstraklasy Petar Mamić, chaotyczny David Niepsuj, spalony przez trenera już w pierwszym meczu - a właściwie na pierwszej konferencji - Marco Tulio czy Peter Wilson tego doświadczenia i spokoju absolutnie nie dali. Mieli lepsze, gorsze mecze, ale w perspektywie walki o utrzymanie nie można ocenić ich pozytywnie.

Nie zawiódł z całą pewnością Kamil Biliński, najlepszy strzelec Podbeskidzia, ale jemu też zdarzały się słabsze mecze. Gdy był odcięty od podań, nie mógł pokazać swoich największych atutów: spokoju pod bramką, pewnego wykończenia. Pretensji nie można też mieć do wymienionych wcześniej Hory, Janickiego, ale też do Filipa Modelskiego, Michala Peskovicia i Michała Rzuchowskiego, który niepostrzeżenie stał się jedną z najważniejszych postaci w środku pola, a z całą pewnością był lepszy od Gergo Kocsisa czy Desleya Ubbinka. W ekstraklasie zawiódł też Marko Roginić, który w 1. lidze był kluczowym zawodnikiem Podbeskidzia, wydawało się, że z łatwością zaadaptuje się w elicie, a strzelił tylko dwa gole i w niewielu meczach przypominał tego walecznego piłkarza z pierwszoligowych boisk.

"Żal błędów, żal meczu"

Ten obraz pokazuje, że Podbeskidzie największy błąd popełniło tuż po awansie do ekstraklasy. Zaufało piłkarzom, którzy wywalczyli awans, a w klubie panowało przeświadczenie, że skoro spada tylko jeden klub, to przy Warcie Poznań i Stali Mielec Podbeskidziu nic nie grozi. Zimą rozpoczęła się misja ratunkowa, która ma już niewielkie szanse na powodzenie i najpewniej zespół z Bielska-Białej już po jednym sezonie wróci do 1. ligi. Najpewniej, bo matematyczne szanse na utrzymanie jeszcze są: Podbeskidzie musi wygrać na Legii i liczyć, że Stal Mielec w dwóch meczach zdobędzie maksymalnie jeden punkt. - Chcieliśmy mieć wszystko w swoich rękach, nie patrzeć już na innych. Żal błędów, żal meczu - mówił Michal Pesković. Później usiadł na ławce rezerwowych i zaczął płakać, bo wie, że już tylko cud może uratować Podbeskidzie Bielsko-Biała przed spadkiem do 1. ligi.