Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłkarz Legii jedno, a trener drugie. W "chcieliśmy" Michniewicza trudno uwierzyć po takim meczu

Najpierw Bartosz Slisz w przerwie meczu stwierdził, że Lech zaskoczył Legię nowym ustawieniem, a po meczu Czesław Michniewicz mówił, że żadnego zaskoczenia nie było. - Remis jest sprawiedliwy - powiedział trener Legii, która jeśli nawet faktycznie nie dała się zaskoczyć, to sama też nie sprawiała wrażenia, jakby chciała wygrać z Lechem (0:0) za wszelką cenę.

Wymowny był sam początek spotkania, kiedy Legia - jak to ma ostatnio w zwyczaju - nie ruszyła na Lecha agresywnym pressingiem. Ale wymowna była też końcówka. Choćby sytuacja z 82. minuty, kiedy Bartosz Kapustka, który przejął piłkę w środku pola, nie pobiegł ani nie podał jej do przodu, tylko wycofał do Josipa Juranovicia. - Chcieliśmy wygrać - przekonywał po meczu Czesław Michniewicz, ale jego zespół wcale na boisku nie sprawiał wrażenia, jakby chciał zrobić to za wszelką cenę. No i nie zrobił. Po serii sześciu ligowych zwycięstw z rzędu w niedzielę bezbramkowo zremisował z Lechem w Poznaniu.

Zobacz wideo Zlatan Ibrahimović wyrzucony z boiska. "Co tu się wydarzyło?" [ELEVEN SPORTS]

Wojciech Szczęsny, który od juniora krąży po Europie, oraz Cristiano Ronaldo. Bramkarz Juventusu będzie współpracował z Portugalczykiem nie tylko w klubie, ale i reprezentacjiWłosi zachwyceni Szczęsnym. "Był wyjątkowy", "Wielka interwencja"

- Jak musi zagrać Lech? Na pewno inaczej niż w ostatnich meczach. Każdy musi mieć świadomość, że gramy o zwycięstwo, że to jest właśnie nasz cel: pokonanie Legii - mówił przed meczem Janusz Góra, tymczasowy szkoleniowiec Lecha, który przejął zespół po zwolnionym na początku tygodnia Dariuszu Żurawiu. Nie wiadomo, czy Góra zostanie w sztabie szkoleniowym Macieja Skorży, bo w ostatnich dniach unikał tego tematu, ale wiadomo, że celu nie zrealizował, bo w niedzielę Lech nie pokonał Legii. Remis w Poznaniu i tak może zostać jednak odebrany jako sukces, a na pewno większy sukces niż w Warszawie, gdzie Legia, która jest liderem tabeli, przyzwyczaiła ostatnio kibiców i do efektownej gry, i do zwycięstw.

Lech zaskoczył Legię nowym ustawieniem?

Sześć goli w trzech ostatnich meczach. To dorobek Legii, jeśli spojrzymy tylko na pierwsze kwadranse. Czyli na początek meczu z Wartą (3:2), kiedy Filip Mladenović strzelił gola już w 3. minucie. Na początek meczu z Zagłębiem (4:0), kiedy dwa gole strzelił Tomas Pekhart (6. i 13. minuta). I na początek meczu z Pogonią (4:2), kiedy strzelali Mladenović (4.) i Pekhart (10., 14.). - Dzisiaj to jest taki mecz z cyklu: sprawdzam. Ale przygotowywaliśmy się do niego bardzo solidnie. Nie tylko analizowaliśmy rywala, ale też dopieszczaliśmy nasze elementy. Czyli to, co nam wychodzi, by wychodziło jeszcze lepiej - mówił przed meczem Michniewicz.

Problem w tym, że w niedzielę Legii mało co wychodziło, chyba nawet włącznie z analizą rywala. - Do końca nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądał Lech z nowym trenerem. Oczywiście przygotowywaliśmy się do tego meczu, ale to ustawienie nas zaskoczyło - powiedział w przerwie meczu Bartosz Slisz, który stanął przed kamerą Canal+. Zaskoczony za to nie był Michniewicz, który po spotkaniu też w Canal+ stwierdził, że Lech niczym go nie zaskoczył, że spodziewał się zmiany ustawienia i nawet mówił o tym już przed meczem. - Nie jesteśmy szczęśliwi, że zdobyliśmy dzisiaj tylko jeden punkt. Ale trzeba to uczciwie przyznać, że nie był to nasz najlepszy dzień i ten remis jest sprawiedliwy - dodał trener Legii.

Rafał Gikiewicz w meczu Augsburg - Borussia DortmundFatalny błąd Gikiewicza w meczu Bundesligi. "Biorę tę porażkę na siebie" [WIDEO]

Trener Lecha: Mieliśmy więcej klarownych okazji

No właśnie, ustawienie. Nawet jeśli Lech, idąc za słowami Michniewicza, niczym Legii nie zaskoczył, to na pewno ją skutecznie zneutralizował. I to jej sposobem gry, bo podobnie jak ona, postawił na ustawienie z trójką obrońców w fazie ataku i piątką w fazie obrony. Jakub Kamiński i Tymoteusz Puchacz, którzy zaczęli ten mecz jako wahadłowi, skutecznie zneutralizowali boki Legii. Zresztą tak samo, jak boki Lecha zneutralizowała Legia. Przewagi nie było też w środku pola. Szczególnie nie miała jej Legia, bo Kapustka i Luquinhas mieli bardzo mało miejsca do rozegrania, o czym może świadczyć też wspomniana sytuacja z 82. minuty, kiedy Kapustka agresywnie atakowany też nie za bardzo miał do kogo zagrać, by przyspieszyć akcję, więc wycofał piłkę do Juranovicia.

I to był właśnie taki mecz: defensywny, wyrachowany, niezbyt przyjemny do oglądania. Obie drużyny nie stworzyły sobie zbyt wielu okazji. Szczególnie przed przerwą i szczególnie Legia, która pierwszy strzał oddała dopiero w 44. minucie. I choć okazja wydawała się wtedy dobra, a nawet bardzo dobra, bo Luquinhas był kilka metrów od bramki, to jednak źle trafił w piłkę i Mickey Van der Hart nie miał problemów, by ją złapać. Lech przed przerwą strzelał częściej (pięć razy), ale też nie były to strzały - większość z dystansu - które mogłyby zaskoczyć Artura Boruca. Bramkarz Legii wysilić musiał się dopiero po przerwie, kiedy najpierw obronił uderzenie Mikaela Ishaka (52. minuta) - dodajmy, że w sam środek, a później Daniego Ramireza (68. minuta), po którym odbił piłkę na rzut rożny.

Przed Probierzem mecz ostatniej szansy? Jeśli Cracovia nie wygra, może być zmiana treneraPrzed Probierzem mecz ostatniej szansy? Jeśli Cracovia nie wygra, może być zmiana trenera

- Mieliśmy więcej klarownych sytuacji, po których mogliśmy zdobyć bramkę, więc możemy czuć mały niedosyt - powiedział Góra po meczu, kiedy przyznał również, że nie konsultował planu na to spotkanie ze Skorżą, który w niedzielę przypatrywał się grze Lecha z trybun. Nowy szkoleniowiec przejmie zespół od poniedziałku. Na sześć kolejek przed końcem jest on na 11. miejscu w tabeli. Do trzeciego, które zajmuje Raków i które gwarantuje grę w europejskich pucharach, traci 10 punktów. Legia nadal jest pierwsza, ale po niedzielnym remisie jej przewaga nad drugą Pogonią, która w tej kolejce pokonała 2:0 Wisłę Płock, stopniała do ośmiu punktów.