Zaledwie czterech minut potrzebowali mistrzowie Polski, by wyjść na prowadzenie w meczu w Zabrzu. Najpierw ze środka boiska na prawą stronę dobrze zagrał Luquinhas, potem prostopadłym podaniem popisał się Josip Juranović, by w sytuacji sam na sam z Martinem Chudym bramkę zdobył Bartosz Kapustka.
Legia Warszawa mecz z Górnikiem Zabrze zaczęła dobrze i nie chodzi tylko o strzelonego gola. Piłkarze Czesława Michniewicza byli agresywni i skuteczni w odbiorze oraz kreowali kolejne szanse na zdobycie bramki. To jednak się nie udało, a mniej więcej po 20 minutach tempo meczu wyraźnie spadło. Zamiast sytuacji bramkowych widzieliśmy zaś coraz więcej brzydkich fauli i żółtych kartek.
Po faulu przed szansą na wyrównanie stanął Górnik. W doliczonym czasie gry we własnym polu karnym faulował Artur Jędrzejczyk, a rzut karny na bramkę pewnie zamienił Jesus Jimenez.
Najczęściej faulowanym piłkarzem był Luquinhas, który co chwilę padał na murawę. Legioniści nie byli jednak dłużni, co spowodowało, że tylko w pierwszej połowie sędzia pokazał zawodnikom siedem żółtych kartek, a upomniany został też trener mistrzów Polski.
W drugiej połowie to Górnik był zespołem przeważającym, stwarzającym więcej okazji do strzelenia gola. Decydujący cios zadali jednak legioniści. W 82. minucie akcję doskonale napędził Luquinhas, który zagrał do lewej strony. W pole karne Górnika wpadł Kacper Kostorz, który spokojnie ograł Aleksandra Paluszka i strzelił decydującego gola.
W końcówce gospodarze mogli doprowadzić do wyrównania. Mogli, jednak Artur Boruc w kapitalnym stylu odbił uderzenie Paluszka z kilku metrów.
Wygrana w Zabrzu oznacza, że Legia umocniła się na pozycji lidera ekstraklasy. Zespół Michniewicza ma 39 punktów i o cztery punkty wyprzedza Pogoń Szczecin, która w niedzielę zagra na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. Górnik zajmuje 5. miejsce w tabeli z 27 punktami.
W następnej kolejce Legia zagra na wyjeździe ze Śląskiem. Wcześniej, bo w środę, mistrzowie kraju zagrają z Piastem Gliwice w Pucharze Polski. Górnik w piątek zagra z Wisłą Kraków.