Ojciec Aleksandra Buksy atakuje Wisłę Kraków. "Nieudacznicy. Metody z poprzedniej epoki"

"W jaki sposób Wisła zadbała o rozwój swojego wielkiego talentu i dumy, jak lubili nazywać Olka? Przez siedzenie na ławce czy granie z kolegami w karty na wyjazdach?" - pyta Adam Buksa senior - ojciec Aleksandra Buksy - którego oświadczenie publikuje serwis meczyki.pl.

Aleksander Buksa to jeden z największych talentów w polskiej piłce. W sierpniu Wisła Kraków poinformowała, że przedłużyła kontrakt ze zdolnym 17-latkiem do 2023 roku, ale później okazało się, że umowa wcale nie została podpisana. Dzisiaj wiadomo, że klub jedyne pieniądze, jakie może otrzymać, to kilkaset tysięcy euro ekwiwalentu za wyszkolenie piłkarza.

Zobacz wideo Lewandowski coraz bliżej rekordu Muellera! Gol i asysta Polaka [ELEVEN SPORTS]

Wyciekły nowe stroje Legii WarszawaWyciekły nowe stroje Legii Warszawa. Klub pozwie firmę? "Najłatwiejsze pieniądze w 2021"

- Nie tli się już żadna nadzieja. Aleksander Buksa został wezwany w miniony piątek przez zarząd, aby zrealizować obietnicę, którą złożył wraz z ojcem i podpisać kontrakt w takiej wersji, w jakiej został w sierpniu ubiegłego roku uzgodniony. I odmówił podpisu. W związku z czym żadnych dalszych rozmów z Aleksandrem Buksą prowadzonych nie będzie. Sprawa jest zamknięta. Wypełni kontrakt do czerwca, a następnie odejdzie - powiedział współwłaściciel Wisły Tomasz Jażdzyński w rozmowie z Interią i Gazetą Krakowską.

Ojciec Aleksandra Buksy wydał oświadczenie

Do słów Jażdżyńskiego i całej sprawy na łamach portalu meczyki.pl odniósł się ojciec piłkarza - Adam Buksa senior - który nie zgodził się na wywiad, ale wystosował oświadczenie. "Skoro Wisła tak chętnie podnosi argument o uściśnięciu sobie dłoni i niedotrzymaniu słowa, rozumiem, że dotyczy to tylko jednej strony - rodziny Buksów? Wystarczy spojrzeć, co faktycznie zrobili z Olkiem. Wspomniany obiecany projekt sportowy okazał się bujdą. Nieudacznicy zarządzający klubem nie potrafili wcielić go w życie. Dziś chcą wybielać się przed kibicami, udając budowanie wielkiej Wisły, podczas gdy nie potrafią podejmować sensownych kroków wobec swojego wychowanka. Dlaczego? Bo nie mieli i nie potrafili stworzyć do tego narzędzi. Po kilku miesiącach to zauważyłem, dlatego powiedziałem, że rozmowy w styczniu zaczynamy od nowa" - zdradza ojciec piłkarza.

Artur BorucArtur Boruc zadziwił nowym wyglądem. "Maestro trochę przesadził"

Buksa senior w oświadczeniu zwraca również uwagę, że rozmowa z Jażdżyńskim ukazała się po tym, jak jego syn nie chciał podpisać kontraktu. W piątek, bo to wtedy został poproszony do biura zarządu klubu, gdzie przedstawiono mu umowę, której nigdy wcześniej nie widział na oczy. I nawet nie wiedział, po co został tam zaproszony. Co więcej: ojciec Buksy twierdzi, że Wisła próbowała podstępem - pod presją i przymusem - zmusić jego syna do podpisania kontaktu.

"Członek zarządu, Maciej Bałaziński, chciał wprowadzić syna w błąd, że umowa jest ustalona z panem Zahavim [menedżer Buksy], co zdziwiło Olka, bo nigdy nie słyszał, aby tak faktycznie było. Pan Bałaziński zadzwonił w trakcie spotkania do Zahaviego w celu wyjaśnienia zamieszania. Po zakończeniu rozmowy rozłączył się i oznajmił synowi, że pan Zahavi jest zaskoczony postawą Olka, bo wszystko jest ustalone i Olek może spokojnie złożyć podpis. W rzeczywistości był to zwykły blef. Metody z poprzedniej epoki. Mimo tych zapewnień Olek nie zgodził się i w obliczu tak agresywnego podejścia do sprawy opuścił spotkanie" - czytamy w oświadczeniu.

"Wisła? Nie ma sensownie działających struktur. Są tylko fasady i dbanie o PR"

Ojciec Buksy tłumaczy, że cała sytuacja teraz uderza też bezpośrednio w niego. Czyli w człowieka, który w świetle opinii publicznej kreowany jest na despotę, któremu zależy jedynie na pieniądzach. "Jest kreowana alternatywna rzeczywistość ze mną w roli główniej. A prawda leży zupełnie gdzie indziej. To ja przez lata ze swoich prywatnych pieniędzy, których nigdy nie było w klubie, inwestowałem w rozwój syna. Dodatkowe treningi, lekarze, psycholog, transport. Takie wydatki pod kątem rozwoju syna stały przez lata po mojej stronie. Wisła stała się ich beneficjentem, bo po czasie dostała chłopca, który w wieku szesnastu lat zadebiutował w Ekstraklasie" - dodaje Buksa i dalej tłumaczy, że choć w sierpniu faktycznie doszedł do słownego porozumienia z Jakubem Błaszczykowskim ws. trzyletniej umowy dla syna, to w kolejnych miesiącach Wisła nie wywiązywała się z obietnic, a sam Kuba też wycofał się z rozmów.

www.wisla.krakow.plWisła Kraków reaguje po aferze z Buksą. Zarząd nie chce kolejnej wpadki

"W jaki sposób Wisła zadbała o rozwój swojego wielkiego talentu i dumy, jak lubili nazywać Olka? Przez siedzenie na ławce czy granie z kolegami w karty na wyjazdach? Kpina. Wisła nie ma drugiego zespołu. Nie ma sensownie działających struktur. Są tylko fasady i dbanie o PR" - pisze Buksa senior i później jeszcze dodaje, że sam nigdy nie naciskał na klub, by Olek grał w pierwszym zespole na uprzywilejowanych zasadach, a na zaproponowane przez klub pieniądze zgodził się od razu.

"Pan Jażdżyński sugeruje w wywiadzie, że Wisła została przeze mnie wręcz oszukana finansowo, bo Olek dostał podwyżkę czy pieniądze za podpisanie kontraktu przy obietnicy, że umowa będzie obowiązywała do 2023 roku. Jest to kłamstwo. Ja nigdy nie robiłem problemu z pensji. To Wisła zaproponowała jej wysokość, a ja ją zaakceptowałem. Jeśli sugeruje się otrzymanie jakichś bonusów, proszę zarząd Wisły o pokazanie przelewu za podpis kontraktu. Jeśli taki istnieje, zwrócę klubowi dwukrotność tej wartości" - czytamy w oświadczeniu, z którego jasno wynika, że nie ma szans, by coś w tej sprawie miało się jeszcze zmienić. Czyli że Buksa, który w tym sezonie zagrał w ekstraklasie dziewięć razy, miałby jednak złożyć podpis pod nową umową. Całość tutaj.

Więcej o: