Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Osiem punktów w siedmiu meczach. Szeroka ławka to coś, co w Lechu nie istnieje

Lech Poznań sezon zaczął bardzo dobrze, ale kończy rok bardzo źle. Porażką 0:1 z Wisłą Kraków, która sprawia, że zespół Dariusza Żurawia do prowadzącej Legii traci cały czas 12 punktów, a zaraz może tracić do lidera 13, jeśli w niedzielę Raków wygra z Piastem.

- Mamy plan na to spotkanie, oczywiście go teraz nie zdradzę - od razu zaznaczył Dariusz Żuraw. - Czy to będą długie zagrania za plecy obrońców - dopytywał jednak reporter Canal+. - Nie, my tak nie gramy. Ale ważne będzie, by przetrzymać ten początek, wysoki pressing Wisły Kraków, od którego pewnie zacznie to spotkanie - dodał trener Lecha.

Zobacz wideo "Lech zapewnił nam solidną rozrywkę. Nikt nie oczekiwał fajerwerków"

Właściciel Legii Dariusz MioduskiMichniewicz spotkał się z Mioduskim. Jakie są priorytety transferowe Legii?

Wisła wcale nie grała z Lechem porywająco

I Wisła w sobotę próbowała wysokiego pressingu, ale Lech z tym pressingiem radził sobie całkiem nieźle. W zasadzie to aż do 67. minuty, kiedy piłkę na własnej połowie stracił Wasyl Kraweć, a po chwili Lech stracił bramkę. Filipa Bednarka pokonał wtedy Jakub Błaszczykowski, który kwadrans wcześniej pojawił się na boisku. Po raz pierwszy od 8 listopada i spotkania z Rakowem (0:0). 

- Pressing? Tak, biegamy dużo, ale musimy pokazać więcej jakości pod bramką rywali, być skuteczniejsi. Tym bardziej że gramy z naprawdę bardzo dobrą drużyną. Może ostatnie wyniki Lecha na to nie wskazują, ale to wciąż zespół z dużym potencjałem, grający ofensywnie, czyli właśnie tak, jak my też chcielibyśmy grać - mówił trener Peter Hyballa.

Ale jego Wisła w sobotę wcale nie grała ani ofensywnie, ani w żaden sposób porywająco. Zero celnych strzałów do przerwy mówi tutaj wiele. To Lech miał przewagę. I nawet powinien zdobyć bramkę, ale Wisła miała w tej bramce Mateusza Lisa, który przed przerwą bronił strzały Jakuba Modera (w sobotę żegnał się z Lechem), ale też Daniego Ramireza i Pedro Tiby. O tym, ile ważyły jego interwencje, najlepiej świadczy reakcja Hyballi, który pierwsze co zrobił po meczu, to podbiegł do swojego bramkarza, by mocno go wyściskać jeszcze na boisku.

Robert Lewandowski bohaterem hitu Bundesligi! Gol w ostatniej minucie meczu!Robert Lewandowski bohaterem hitu Bundesligi! Gol w ostatniej minucie meczu!

Szeroka ławka, czyli coś, co w Lechu nie istnieje

Osiem punktów. To dorobek Lecha z siedmiu poprzednich meczów. Ale tu nawet nie chodzi o same punkty, a o styl. To tutaj Lech w ostatnich tygodniach tracił znacznie więcej. A najwięcej po środowym meczu z Pogonią, wstydliwej porażce 0:4. I to porażce przy Bułgarskiej, gdzie Kolejorz tak wysoko nie przegrał od ponad 16 lat, od 29 sierpnia 2004 roku i 0:4 z Amicą Wronki.

W sobotę Lech rok w ekstraklasie też kończył meczem u siebie. Ale to był zupełnie inny mecz niż ten z Pogonią. Też personalnie. Przede wszystkim w linii obrony, gdzie zagrali Bohdan Butko, Lubomir Satka, Tomasz Dejewski i Wasyl Kraweć (w poprzednim meczu byli to Alan Czerwiński, Thomas Rogne, Djordje Crnomarković, Tymoteusz Puchacz). Ale i w ataku, gdzie Lech zagrał bez swojego najlepszego strzelca, czyli Mikaela Ishaka (15 goli w 24 meczach), którego z przodu zastąpił Mohammad Awwad.

Do zmian w Lechu wszyscy zdążyli się już jednak przyzwyczaić, bo trener Żuraw jesienią często rotował składem. I dla wielu robił to w sposób nienaturalny, a nawet niezrozumiały i zupełnie nielogiczny. Jak w rewanżu z Benficą (0:4), kiedy wystawił rezerwowych, by trzy dni później na mecz z ostatnim w tabeli z Podbeskidziem (4:0) znowu dać szanse podstawowym graczom.

Smutne pożegnanie roku przy Bułgarskiej

Trener Lecha tłumaczył, że zawsze będzie stawiał na piłkarzy, którzy są w 100 proc. gotowi do gry, ale nawet oni nie zawsze dawali rade. I tylko zaprzeczali słowom dyrektora sportowego Tomasza Rząsy, który całkiem niedawno w TVP Sport powiedział, że Lech miał jesienią wystarczająco szeroką kadrę, by walczyć na trzech frontach: w ekstraklasie, Lidze Europy i Pucharze Polski.

Jeszcze przed słowami Rząsy wiadomo było, że Lech tej szerokiej kadry nie ma. Bo kolejne mecze, w tym również ten ostatni z Wisłą, pisały własną historię. Ta w tym sezonie zaczęła się dla Lecha bardzo dobrze, bo od efektownych spotkań w eliminacjach do LE. Od zwycięstw z Valmierą (3:0), Hammarby (3:0), Apollonem (5:0) i Charleroi (2:1). Ale kończy się bardzo źle, bo Kolejorz po 13 kolejkach ekstraklasy traci do pierwszej Legii 12 punktów. A zaraz może tracić 13, jeśli w niedzielę Raków wygra z Piastem i przeskoczy Legię w tabeli.

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .