Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Niespodziewany bohater Legii Warszawa. "Nawet nie wiedziałem, że on tutaj jest"

- O której poszedłem spać? Lepiej nie mówić, ale to nie był długi sen. Liczba połączeń, wiadomości i gratulacji jest przytłaczająca. Wciąż nie mogę się z nich odkopać - mówi Kacper Skibicki, 19-letni skrzydłowy Legii Warszawa, który strzelił gola w swoim debiucie przeciwko Lechowi Poznań (2:1).

- Bramka w debiucie? No przecież nie można sobie wymarzyć nic lepszego - mówił na gorąco Kacper Skibicki przed kamerami Canal+, zaraz po meczu z Lechem, wygranym przez Legię 2:1 po golu w ostatniej minucie. - To dla niego fantastyczny dzień: zadebiutował w ekstraklasie, w Legii. Najpierw zdobył bramkę, a potem miał udział przy drugim trafieniu. Cieszę się bardzo razem z nim, razem z jego najbliższymi. To na pewno jest dzień, który zapamięta do końca życia - dodał później na konferencji prasowej trener Czesław Michniewicz.

Zobacz wideo Lewandowski strzelił dwa gole, ale po chwili zwątpił. Wymowna reakcja [ELEVEN SPORTS]

Ale tę radość widać było już na boisku. Zaraz po golu, kiedy Skibicki najpierw podbiegł do Pawła Wszołka, który asystował przy jego bramce, a po chwili przy bocznej linii wyściskał się z Michniewiczem. - Znałem tego chłopaka już wcześniej. Jeszcze jako selekcjoner kadry do lat 21 pojechałem na pucharowy mecz Olimpii Grudziądz z Wisłą Płock (2:7), w którym Skibicki strzelił gola. Już wtedy zwróciłem na niego uwagę. Ale przyznam szczerze, że teraz, kiedy we wrześniu trafiłem do Legii, nawet nie wiedziałem, że on tutaj jest. Zrobiło się o nim bardzo cicho - mówił Michniewicz w Lidze+ Extra.

"Skibicki? Wdzięczny do pracy, zawsze pozytywnie nastawiony"

Zrobiło się cicho, bo Skibicki w poprzednim sezonie jakoś szczególnie nie błyszczał. Już nawet samo jego przyjście do Legii - zimą 2019 roku - było dość zaskakujące. - Jego transfer traktujemy jako inwestycję, podobnie jak Kacpra Kostorza, który trafił do nas z Podbeskidzia. To są piłkarze, na których wydaliśmy nawet więcej niż na Salvadora Agrę, Iuriego Medeirosa i Luisa Rochę - tłumaczył w marcu 2019 roku Radosław Kucharski, dyrektor sportowy Legii.

NunavutJedno z najgorszych miejsc do życia ma jeden przypadek COVID-19. "Nasza epidemia to samobójstwa"

Skibcki po przyjściu do Legii od razu został wypożyczony do Olimpii Grudziądz, czyli do klubu, z którego został pozyskany. Wiosną 2019 roku rozegrał w drugiej lidze siedem spotkań, ale żadnego w pełnym wymiarze, strzelił tylko jednego gola. I latem znowu zameldował się w stolicy. I znowu tylko na chwilę, bo na początku lipca trafił na kolejne wypożyczenie. Też do drugiej ligi, ale tym razem do Pogoni Siedlce, gdzie pierwotnie miał spędzić sezon, ale po sześciu pierwszych kolejkach stracił miejsce w podstawowym składzie i już zimą wrócił do Warszawy.

- Jak go zapamiętałem? Tak, że zawsze był szybszy od piłki - wspomina Kamil Socha, który pracował ze Skibickim w Pogoni. - Poza tym zawsze był też wdzięczny do pracy, pozytywnie nastawiony i wiecznie uśmiechnięty. Nawet się czasem zastanawiałem, skąd on to bierze, skąd ma w sobie aż takie pokłady energii, bo przecież w Siedlcach nie wszystko mu wychodziło. Te wahania formy, jak to zwykle u młodych piłkarzy, były u niego dość duże. Ale mimo to pracował. Naprawdę solidnie pracował. Nawet po nieudanym meczu przychodził następnego dnia na trening pozytywnie nastawiony, z uśmiechem na ustach - dodaje Socha.

Skibicki mógł odejść z Legii, i to nawet dwa razy

Socha zwolniony z Pogoni został w październiku 2019 roku, trzy dni przed meczem z Widzewem (3:7). Zastąpili go Daniel Purzycki i Marcin Płuska, u których Skibicki zagrał w sześciu spotkaniach, ale tylko raz - właśnie z Widzewem - od pierwszej minuty. W styczniu Pogoń podjęła decyzję, że rezygnuje z dalszego wypożyczenia. Skibicki wrócił wtedy do Warszawy, ale nie przebił się na stałe do pierwszej drużyny. Wylądował w rezerwach, gdzie wiosną nie zagrał ani minuty. Plan dokończenia rozgrywek trzeciej ligi pokrzyżował koronawirus.

Cezary Kucharski i Robert Lewandowski. Warszawa, 3 marca 2014Adwokat Lewandowskiego: Jesteśmy w stanie szczerze przeprosić pana Kucharskiego, bo to bardzo trudna dla niego sytuacja

Pod koniec czerwca Legia rozstała się z trenerem rezerw Piotrem Kobiereckim. Zastąpił go wtedy Tomasz Sokołowski II, ale u niego Skibicki też nie miał dobrego wejścia. A nawet więcej: pewnie nie miałby go wcale, gdyby Legii latem udało się znaleźć kolejny klub z pierwszej lub drugiej ligi, do którego Skibicki trafiłby na wypożyczenie. Ale nie trafił ani latem, ani wcześniej - zimą, kiedy przy Łazienkowskiej też szukano nowego miejsca dla Skibickiego po tym, jak wrócił z Siedlec do Warszawy.

W środę został zgłoszony do ekstraklasy, w czwartek trenował w 1. zespołem, w sobotę dostał się do kadry

- Dobrze, że to wszystko tak się potoczyło - uśmiecha się teraz Skibicki, który o tym, że znajdzie się w kadrze na mecz z Lechem, dowiedział się w sobotę. Zresztą to w ogóle był dla niego szalony tydzień. A prędzej nawet połowa tygodnia, bo dopiero w środę został zgłoszony do ekstraklasy, a w czwartek zaczął treningi z pierwszym zespołem. - Jego szczęście polegało na tym, że w drużynie było kilka kontuzji i innych niedyspozycji - nie ukrywał Michniewicz. - Ale my od początku wiedzieliśmy, że albo on, albo Szymek Włodarczyk wejdzie w niedzielę na boisko. Wypadło nam z podstawowego składu dwóch młodzieżowców i musieliśmy szukać innych rozwiązań. Mecz zaczęliśmy z Maciejem Rosołkiem, który miał kilka fajnych momentów, ale też i takich, w których mógł zachować się lepiej.

Piękny czas Skibickiego. "Wszystko dzieje się tak szybko"

W Legii ten najfajniejszy moment Rosołek przeżywał przed rokiem, kiedy podobnie jak Skibicki w swoim debiucie strzelił gola przeciwko Lechowi (2:1). Ale ta wspólna historia toczy się dalej, bo w niedzielę wieczorem Skibicki nie tylko odbierał gratulacje za udany debiut, ale też dowiedział się, że został dodatkowo powołany do reprezentacji Polski U-21. Gdzie też pojawi się jako debiutant i też - a jakże - w miejsce Rosołka, który po meczu z Lechem poczuł się źle i nie pojechał na zgrupowanie do Opalenicy.

"Krzysztof Piątek już wie". Trener Herthy zdradza szczegóły rozmowy

- O której po meczu z Lechem poszedłem spać? Lepiej nie mówić, ale to nie był długi sen. Liczba połączeń, wiadomości i gratulacji jest przytłaczająca. Na pewno jest ich już ponad tysiąc, ale cały czas ktoś pisze, dzwoni. Wciąż nie mogę się z nich odkopać. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie mam nawet czasu o tym myśleć, a co dopiero odpisywać albo oddzwaniać. Jeszcze ta kadra. No piękny czas. Wiem, że teraz wszystko zależy ode mnie, ale ten mecz z Lechem dał mi naprawdę takiego kopa, że aż trudno to opisać. Mam nadzieję, że tylko poderwie mnie do jeszcze cięższej pracy i że będę dostawał więcej szans od trenera - mówi Skibicki.

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .