Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłkarz Lecha załamał ręce po meczu z Legią. "No co ja mogę powiedzieć? Boli bardzo"

- Nie możemy doprowadzać do takich sytuacji, że w 93. minucie Legia dośrodkowuje piłkę w nasze pole karne - załamywał ręce w Canal+ Sport Tymoteusz Puchacz, lewy obrońca Lecha, który w niedzielę przegrał z Legią w Warszawie 1:2. Właśnie po golu w ostatnich sekundach spotkania.

- No co ja mogę powiedzieć? - zaczął swoją wypowiedź Tymoteusz Puchacz, który był wyraźnie przybity po meczu z Legią (1:2), kiedy pojawił się w studiu Canal+ Sport. - Dostaliśmy bramkę z dośrodkowania, w samej końcówce, w ostatniej sekundzie meczu, kiedy to już i Legia nie za bardzo chciała się otworzyć, i my też nie za bardzo chcieliśmy to robić. Obie drużyny szanowały ten punkt, ale skończyło się tak, że dostaliśmy bramkę i to my wyjeżdżamy z Warszawy bez punktów - dodał.

Zobacz wideo Lewandowski strzelił dwa gole, ale po chwili zwątpił. Wymowna reakcja [ELEVEN SPORTS]

Trener Lecha przybity po porażce z Legią. Trener Lecha przybity po porażce z Legią. "Zachowaliśmy się frajersko. Tyle z mojej strony"

Tymoteusz Puchacz po porażce z Legią. "Trzeba było chociaż zremisować"

Kiedy po chwili został zapytany o analizę całego meczu, odparł: - Legia ustawiła się w średnim pressingu i na nas czekała. My też od początku nie chcieliśmy za bardzo się otwierać. Z czasem staraliśmy się kreować sytuacje. Mieliśmy jedną akcję po dośrodkowaniu, po którym padła bramka. Mecz powoli zaczął się układać. Przy wyniku 1:0 w miarę kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń. Potem straciliśmy gola na 1:1 i później też mieliśmy sytuacje, ale ich nie wykorzystaliśmy - analizował dalej Puchacz, chwaląc przy tym też świetną postawę Artura Boruca.

- Jak nie było szansy wygrać, trzeba było chociaż remisować. Boli bardzo. Ale ja uważam, że takie niepowodzenia budują drużynę i jej charakter. Jestem pewien, że wyjdziemy z tego z podniesioną głową. Że będziemy punktować i w lidze, i w pucharach. I że ten dzisiejszy mecz może nas tylko wzmocnić - podkreślił Puchacz. 

Legia - Lech. "To są właśnie głupie sytuacje"

A po chwili jeszcze raz zobaczył sytuację, w której Lech stracił pierwszego gola. Też z udziałem Puchacza, bo to on dopuścił Pawła Wszołka do wrzucenia piłki w polu karne. - Tak, zgadzam się, że to dośrodkowanie, gdyby szło za mnie, byłbym w stanie zablokować, ale jak dostajesz piłkę na przedpole, to nie jesteś w stanie. Poza tym nie możesz tracić takich bramek, jak masz przewagę w polu karnym - rozkładał ręce Puchacz.

I sam wywołał powtórkę drugiego gola, którego stracił Lech. - Pilnowałem wtedy Wszołka, a Thomas Rogne miał pilnować Lopesa, ale został w strefie. Przy tego typu akcjach musisz w polu karnym kryć jeden na jednego. To są ułamki sekund. To jest czasem metr, który decyduje. Samo stanie i patrzenie wzajemnie na siebie nic nie da. A my w tym meczu tracimy dwie bramki w podobny sposób. W ogóle nie możemy doprowadzać do takich sytuacji, że w 93. minucie Legia dośrodkowuje piłkę w nasze pole karne. Że nas jest tam tak mało, w centrum bramki. To jest to, o czym właśnie mówicie, czyli brak wyrachowania, koncentracji. Te nieprzygotowane kontry, z którymi wychodzimy i tracimy piłkę. Tak nie można. Głupie sytuacje, po których przegrywamy mecz - mówił przybity Puchacz.

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .