Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Druga fala koronawirusa może uderzyć w polską piłkę ze zdwojoną siłą. Przekładane mecze, walkowery

Sytuacja związana z koronawirusem w PKO Ekstraklasie tak zła jeszcze nie była. Patrząc na sytuację w całym kraju i kolejne rekordy zakażeń możemy się spodziewać, że seria testów przesiewowych może nie przynieść dobrych informacji. A wtedy w części lub nawet całości zagrożona będzie siódma kolejka ligi. Sprawdziliśmy, co się musi stać, by Ekstraklasa SA lub sanepid podjęli decyzję o przełożeniu meczu, a kiedy drużynie może grozić walkower.

Druga fala koronawirusa może uderzyć w polski futbol ze zdwojoną siłą. W piątek koronawirus wywołał potężne zamieszanie w Wiśle Kraków, gdzie potwierdzono zakażenie wśród najważniejszych osób w klubie, w tym także piłkarza. A w niedzielę Pogoń Szczecin dostała wyniki kolejnych badań i te były wręcz szokujące. Na ten tydzień szykowana jest seria testów przesiewowych. 

Zobacz wideo Pierwszy gol Dawida Kownackiego po długiej przerwie

Pogoń Szczecin już kilka dni temu dostała informację o pięciu przypadkach koronawirusa w zespole - o czym informował serwis Meczyki.pl. Właśnie dlatego zdecydowano się na przeprowadzenie kolejnej tury testów. Niestety, sobotnia seria badań wykryła kolejne przypadki. Wyniki dodatnie dało 30 próbek. Wśród chorych jest 21 piłkarzy dwóch trenerów, czterech przedstawicieli sztabu oraz trzech pracowników administracyjnych. Ekstraklasa zdecydowała więc o przełożeniu najbliższego meczu Pogoni Szczecin z Jagiellonią Białystok.

Kiedy dochodzi do przełożenia meczu i kto o tym decyduje?

Do tej pory na najwyższym poziomie w Polsce przekładano tylko kilka meczów w związku z wystąpieniem przypadków koronawirusa. Był to Superpuchar Polski, spotkanie Pucharu Polski między Rakowem Częstochowa i Sandecją Nowy Sącz oraz właśnie mecz Pogoni Szczecin z Jagiellonią Białystok. Przekładanie meczów nadal budzi sporo wątpliwości, a kibice nie do końca wiedzą, kiedy ich drużynie może grozić walkower, a kiedy sytuacja drużny wypełnia przesłanki ustalone przez władze ligi i wówczas spotkanie może zostać rozegrane w innym terminie.

Jak dowiedzieliśmy się w Ekstraklasie SA w Polsce zostały przyjęte rozwiązania zbliżone do tych w UEFA. Oznacza to, że jeśli w drużynie jest zdrowych przynajmniej 13 piłkarzy, to mecz może zostać rozegrany. Z drugiej strony Ekstraklasa dopuszcza możliwość przełożenia meczu, gdy w klubie pojawia się jednoczenie więcej niż siedmiu chorych piłkarzy.

W obecnej sytuacji także organy sanitarne mogą odwołać mecz Ekstraklasy. Mogą to zrobić, jeśli uznają, że jego rozegranie stanowiłoby zbyt duże niebezpieczeństwo- Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w uzasadnionych przypadkach może wydać decyzję administracyjną, która ma na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa SARS CoV-2. Jeżeli chodzi o rozgrywki sportowe decyzja podejmowana jest na podstawie wcześniej przeprowadzonego dochodzenia epidemiologicznego - przekazał nam Adam Jędrzejczyk Państwowy Powiatowy, Inspektor Sanitarny w Krakowie. 

I dodał: Jeżeli zachodzą przesłanki wówczas sportowcy, którzy uzyskały dodatni wynik badania w kierunku SARS CoV-2 przebywają w izolacji pod nadzorem lekarza, a w przypadku kontaktu z osobą zakażoną PPIS wydaje decyzję nakazującą poddanie się obowiązkowej kwarantannie. W przypadku kiedy w okrojonym składzie zespół może rozgrywać mecze, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozgrywki takie się odbyły.

Idealnym przykładem może być tutaj casus Wisły Kraków, która według informacji tvpsport.pl w piątek dostała rekomendacje Powiatowego Inspektora Sanitarnego, by nie rozgrywać piątkowego meczu z Górnikiem Zabrze. Były to tylko rekomendacje, a nie decyzja sanepidu, dlatego jeśli Wisła Kraków nie pojechałaby do Zabrza, to groziłby jej walkower, bo w klubie było ponad 13 zdrowych piłkarzy, a w jednym momencie zakażony był zaledwie jeden zawodnik.

Chory piłkarz też może biegać po murawie

Inną kwestią pozostaje fakt, czy czwartkowe testy Wiślaków nie pokazały fałszywie ujemnych wyników. Wszak jeszcze środowe/czwartkowe testy Pogoni mówiły o zaledwie kilku chorych, a sobotnie już o trzydziestu. Tego nikt nie jest w stanie sprawdzić i to ryzyko, które wszyscy podejmują podczas gry w pandemii.

Dlaczego mimo negatywnych testów na murawie może pojawić się zakażony piłkarz? Trzeba pamiętać, że czasem test nie wykrywa koronawirusa, ponieważ faza choroby jest jeszcze zbyt wczesna. I do meczu można dopuścić chorego. - Wiadomo, że okres wylęgania się zakażenia wynosi od 3-4 do 14 dni (średnio 7 dni). Testy oparte na metodzie PCR, które wykrywają materiał genetyczny wirusa, wykazują najwyższą czułość między 7 a 14 dniem od zarażenia, czyli wówczas, gdy pacjent ma pierwsze objawy zakażenia. W pierwszych dniach od zakażenia ilość wirusa w nabłonku dróg oddechowych jest na tyle mała, że powinniśmy liczyć się z otrzymaniem wyniku fałszywie ujemnego – informuje Centrum Medyczne Wielkoszyński, które zajmuje się profesjonalnym przeprowadzeniem testów m.in na koronawirusa.

Alarm w ekstraklasie. Po szóstej kolejce "mini lockdown"

Sytuacja związana z koronawirusem w ekstraklasie zaczyna robić się niepokojąca. Władze ligi podjęły więc decyzję, że w tym tygodniu wszystkie zespoły Ekstraklasy przejdą testy wymazowe na obecność wirusa SARS-CoV2.

Patrząc na sytuację w kraju trzeba przygotować się na scenariusz, że środowa seria testów może przynieść bardzo złe wiadomości, a wtedy pod znakiem zapytania może nawet stanąć rozegranie szóstej kolejki ekstraklasy. Żeby tak się stało, co najmniej w ośmiu klubach powinno pojawić się więcej niż siedmiu chorych piłkarzy. 

Plany są jednak takie, że najbliższa kolejka ma się odbyć zgodnie z planem, ale po niej każdy klub przez pięć dni ma robić tylko treningi indywidualne lub dać wolne swoim piłkarzom. Po tym czasie cała pięćdziesiątka osób biorących udział w meczach ekstraklasy ponownie przejdzie testy. Ten, kto będzie miał koronawirusa zostanie w izolacji, a reszta wróci do normalnych zajęć. Będzie to próba przerwania transmisji wirusa w klubach.