Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pierwszy wywiad Michniewicza po objęciu Legii. "Czujesz się jak w Nowym Jorku"

- Nie chcę rozmawiać o celach. Tutaj lepiej przemawiać czynami. Ale cieszę się, że trafiam do klubu, który ma olbrzymie możliwości - mówi Czesław Michniewicz, który w poniedziałek został nowym trenerem Legii Warszawa.

Bartłomiej Kubiak: Jak będzie wyglądać Legia Czesława Michniewicza?

Czesław Michniewicz: Przede wszystkim chcemy grać uporządkowaną piłkę w każdej formacji. Poczynając od bramkarza, przez obrońców i pomocników, po napastników. Wszyscy muszą wiedzieć, co mają robić na boisku. I teraz właśnie nad tym pracujemy. Dużo tłumaczymy. Wiadomo, że z niektórymi piłkarzami miałem styczność w reprezentacji: Karbownik, Wieteska, Slisz, Kapustka. Pracowałem też wcześniej z Wszołkiem, znam Radka Cierzniaka. Ale generalnie dopiero się poznajemy. Z grupą hiszpańskojęzyczną pomaga mi Inaki Astiz. Sam też ma ciekawe wskazówki, nawet go podpytywałem, czy był na jakimś kursie trenerskim, no i czy oby na pewno przekazuje innym ode mnie to, co mówię.

Ale już tak poważnie: przed nami kolejny dzień, kolejny trening. Środa, kiedy czeka nas wiele sesji wideo. Wszystkie treningi są nagrywane. Teraz schodzimy z boiska, ale siadamy zaraz z Kamilem Potrykusem [asystent Michniewicza] i będziemy obrabiać i analizować te materiały. Wykorzystamy też wcześniejsze z kadry, gdzie pracujemy razem od 3,5 roku. Zresztą sami czujemy się teraz trochę w takim mikrocyklu reprezentacyjnym, bo w poniedziałek się spotkaliśmy, a w czwartek mamy mecz. Nawet mamy o jeden dzień mniej, bo na kadrze spotkania są w piątki. Słowem: czasu jest niewiele. Na szczęście drużyna się zna. To są bardzo dobrzy piłkarze. Niektórzy, jak np. Joel Valencia, odbyli dopiero kilka zajęć, ale na szczęście był on wcześniej w treningu. Poza tym wielu zawodników pracuje regularnie. Jest dwóch kontuzjowanych, czyli Marko Vesović i Vamara Sanogo, a reszta jest zdrowa. Artur Boruc? W poniedziałek troszeczkę ponarzekał na pachwinę i przywodziciel, ale we wtorek już trenował, także nic mu się nie stało.

Zobacz wideo W Legii jak u Kononowicza: nie ma grania, nie ma biegania, nie ma niczego

Od czego trener zaczął przygotowania z Legią?

- Od tego, co zawsze, czyli od zbudowania fundamentów w naszej grze. Od przedstawienia zawodnikom rzeczy, które zawsze zdarzają się w meczu, gdzie są fragmenty, w których trzeba skrócić pole gry, bronić w polu karnym, asekurować skrzydła. Na tym się skupiamy - żeby była idea i żeby piłkarze wiedzieli, co trzeba robić. Wiadomo, że każdy trener ma inne wymagania. Jeden chce, żeby pomocnicy biegali blisko bocznych pomocników, grali małą grę, inni zwracają uwagę na to, żeby grać szeroko. My w reprezentacji graliśmy szeroko ustawionymi skrzydłowymi. Mamy tam swoje rozegrania, które we wtorek też ćwiczyliśmy.

Tak teraz będzie grać Legia - szeroko?

- Będziemy mieszać różne pomysły. Marzy mi się, żeby Legia mogła grać w meczu w kilku ustawieniach - żeby było trzech, czterech, pięciu i - jak sami często mówicie - w niektórych sytuacjach nawet ośmiu obrońców. Oczywiście żartuję. Chodzi o to, aby żaden system nie powodował stresu u zawodników. Czasami gonisz wynik, musisz się odkryć i przejść na trzech obrońców. Czasami musisz bronić wyniku - wstawić dodatkowego stopera i grać na trzech środkowych obrońców. Antonio Conte, ale też inni trenerzy: Maurizio Sarri czy Marcelo Bielsa starają się zmienić ustawienia w trakcie meczu. Chciałbym, aby Legia grała w ten sposób, żeby miała duży wachlarz możliwości. Bo inaczej będzie grał Jose Kante z Tomasem Pekhartem, a inaczej Maciej Rosołek. Jeszcze inaczej będzie grał Paweł Wszołek na skrzydle czy Joel Valencia na środku, czy na boku. Bo Valencii, choćbyś chciał, nie przywiążesz do linii. On zawsze będzie schodził do środka. Ale to też jest bardzo groźne. Bo grając przeciw zespołowi, który będzie dobrze bronił, będziemy potrzebowali szeroko ustawionych piłkarzy, typowej lewej i prawej nogi na skrzydle. Ale powtarzam: na razie przyglądam się piłkarzom, poznaję ich, a oni też mnie poznają.

Kapitanem Legii nadal będzie Artur Jędrzejczyk?

- Nie ruszam niczego, co funkcjonowało dobrze. Widzę, że w drużynie jest hierarchia. Są starsi i młodsi zawodnicy. Zmienianie pewnych przyzwyczajeń nie ma sensu, bo tu naprawdę jest dużo fajnych rzeczy, które działają. Nie trzeba nic sztukować, wszystko jest na swoim miejscu. Jak w dobrym biurze, każdy ma swoją szufladę. Wiesz, gdzie co leży i do kogo masz się zgłosić, jeśli czegoś potrzebujesz. Dla nas to jest o tyle fajne, że przechodzimy z reprezentacji, gdzie też pracowaliśmy na bardzo wysokim poziomie. Na standardach, które wyznaczył jeszcze Adam Nawałka, a my po nim je przejęliśmy. Dlatego dziś nie odczuwam żadnej różnicy. I w kadrze, i w Legii wszystko jest poukładane - jest na wysokim poziomie. Mam na myśli też poziom zawodników. Podoba mi się to, że wiele nie trzeba mówić. Wystarczy czasami raz powtórzyć ćwiczenie i wszystko dobrze funkcjonuje. Zobaczymy, jak będzie z pamięcią RAM - czy będzie dobrze działała, czy nie znajdzie się tam za dużo plików, które trzeba będzie przemielić. Mam nadzieję, że będzie okej, choć wiadomo, że teraz przed nami trudny okres.

Poza tym zdaję sobie sprawę, że wszystko jest fajnie, jak trafiasz do nowego klubu. Jest zawsze wtedy trochę entuzjazmu, euforii, ale też i smutku, jak drużynę opuszcza trener. Zwłaszcza taki trener, który odnosi sukces. Czyli taki, jak Vuko, który przez lata był tutaj zawodnikiem, a potem szkoleniowcem. Wiem, że dzięki niemu wszyscy tutaj mieli fajną, spójną atmosferę. I to do samego końca. Do poniedziałkowego pożegnania z Vuko, dla którego na pewno to był trudny moment.

Rozmawiał pan z Aleksandarem Vukoviciem?

- Nie, jeszcze nie rozmawiałem z Vuko. A to dlatego, że po prostu nie było kiedy. Siedzę w Legia Training Center od rana do nocy, robię różne rzeczy, poznaję funkcjonowanie tego wszystkiego. Mam też swoje sprawy na głowie, wiele chcę przekazać zawodnikom. Ale to nie znaczy, że nie chcę spotkać się z Vuko. Myślę, że jak wrócę po przerwie na reprezentację, to do tego spotkania dojdzie. Emocje wtedy opadną, bo wiadomo, że teraz jest jeszcze żal - Vuko stracił pierwszą pracę. W myśl zasady, że dopiero po trzecim zwolnieniu jesteś trenerem. To taki głupi żart, ale jest niestety prawdziwy. Sądzę, że bardzo dużo się tutaj nauczył i na pewno wiele pozytywnych rzeczy dotyczących drużyny mi przekaże, powie, na co mam zwracać uwagę. Ja nie chcę powielać jego pomysłów, bo mam parę swoich, ale chcę po prostu wiedzieć, na co zawodnicy sami zwracali uwagę, co trenerowi się udało, a co nie. Jeżeli będzie skory do tego, żeby mi podpowiedzieć, to na pewno ostrzeże mnie przed niektórymi niebezpieczeństwami.

Oprócz tego każdy klub ma swoją specyfikę, a Legia to Legia. Jak wjeżdżasz do stolicy Polski, to czujesz się jak w Nowym Jorku, gdzie wszystko dzieje się szybciej. Dlatego wolę mieszkać tutaj, na wsi - w Książenicach - niż jechać tam, do miasta. Raz, że nie ma teraz czasu. A dwa, że wszystko tam dzieje się szybko.

Jakie stawia pan sobie cele?

- Nie chcę rozmawiać o celach. Tutaj lepiej przemawiać czynami, czyli nie mówić za dużo. Znam wielu trenerów, zwłaszcza młodych, którzy zaczynają pracę i mówią, że będą grali wysokim pressingiem, będą utrzymywać piłkę. Że nie będą bronić, że nie interesuje ich 0:0, bo wolą zremisować 3:3. Jak sobie mniej więcej po roku sprawdzam, gdzie są ci trenerzy, to często ich już nie ma w klubach. Znikają z trenerskiego szlaku, muszą się odkopywać. Dlatego ja chcę, żeby to boisko przemawiało za mnie. Żeby wszystkim pokazywało, co robimy i jak robimy.

Ale krótkoterminowy cel chyba jest jasny: awans do fazy grupowej Ligi Europy - nie rozmawiał pan o tym z Dariuszem Mioduskim?

- Rozmawialiśmy z prezesem na różne tematy. Wiem, jaka jest sytuacja. Przechodziłem podobne historie wiele razy, w różnych klubach. Z reguły, jak przychodziłem, zawsze był jakiś problem. Tutaj też jakiś kłopot się pojawił, dlatego jestem.

Zaskoczył pana w niedzielę telefon od Dariusza Mioduskiego?

- Nie będę ukrywał, że tak. Wszystko potoczyło się szybko. Ale nie chcę teraz mówić o tym, o czym rozmawiałem z prezesem. A wracając jeszcze do poprzedniego pytania: wiadomo, że chcielibyśmy awansować do Ligi Europy, każdy by chciał. Jest daleko, bo dwa mecze. Ale też i blisko, bo tylko dwa mecze. Jeżeli wygrasz pierwszy, to w drugim też grasz u siebie. Nie patrzę jednak teraz na to, co będzie w drugim spotkaniu. Trzeba najpierw skupić się na najbliższym czwartku, trzeciej rundzie i Dricie, której do tej pory sprawę trochę pokrzyżował koronawirus - nie zagrała w finale preeliminacji w Szwajcarii. Ale wiem, jak gra się z takimi nacjami jak Kosowo, Czarnogóra, Macedonia. To bardzo waleczni chłopcy, charakterni. Jak trybuny są żywe, zawsze zawodnikom gra się troszeczkę łatwiej. Nie wiem, czy to będzie atut dla nas, czy dla nich, że zagramy bez kibiców. Ale Legia w przeszłości grała już kilka takich spotkań i sobie radziła. Mam nadzieję, że tak będzie i tym razem. Przede wszystkim jednak liczę na umiejętności chłopaków, bo wiem, że je posiadają. Widać to w jakości przyjęcia, podania, rozwiązywania akacji, asekuracji czy liczbie możliwości taktycznych w czasie meczu. Postaramy się to wszystko wykorzystać. Oczywiście nie zrobimy tego od razu, bo się nie da. Będziemy dużo teraz bazować na materiałach, które mamy z reprezentacji, ale też na tym, co udało się w poniedziałek i we wtorek sfilmować.

Jak dobrze Legia przeanalizowała Dritę?

- W poniedziałek analitycy, którzy wcześniej pracowali w Legii, przedstawili mi materiał dotyczący Drity. Wszystko jest gotowe. Mamy teraz dużo pracy, ale to przyjemne zmęczenie. Tym bardziej że człowiek trochę odpoczął i ma dużo energii.

Powrót na ławkę trenerską w klubie to dla pana nowy początek po prowadzeniu reprezentacji?

- Jadąc tutaj, zastanawiałem się, czy jeśli dojdzie do tego, że zostanę w Warszawie, to czy jest mi to potrzebne. Do tej pory wstawałem rano i robiłem swoją robotę. Dzień po spotkaniu z Rosją w Łodzi udałem się na 10 dni na Kaszuby. Analizowałem tam Serbów i Bułgarów do siódmego pokolenia - przeglądałem wszystkich, co i jak. Chciałem mieć to z głowy, żeby pograć w tenisa. Mieć czystą głowę, dystans. Wyciąłem 80 akcji z meczu Polska-Rosja, Kamil obrobił to ładnie w naszym programie. Aż tu nagle, kiedy w niedzielę wyjeżdżałem z Kaszub, dostałem informację z Legii. Zaskoczenie? No jasne, duże. Ale też radość, bo cieszę się, że trafiam do klubu, który ma olbrzymie możliwości.

Czy członkowie sztabu, którzy byli obecni na wtorkowym treningu - m.in. Marek Saganowski czy Jan Mucha - zostaną w Legii?

- Muszka? Nie wiem, czy on przypadkiem nie szykuje się do grania - klepnąłem go dziś w ramię: skała - imponuje mi, że jest taki sprawny. Ale już tak poważnie: nic nie słyszałem o tym, żeby ktoś miał z nami nie zostać. Ja nie mam nic przeciwko temu.

Łukasz Bortnik? Z jego bratem pracujemy w reprezentacji, znamy się dość dobrze. Na pewno poszukamy jeszcze kogoś, kto nas wzmocni, da jakieś rozwiązania. Bo my, jako sztab, też musimy mieć dużo opcji, aby doskonalić zawodników, którzy tutaj są. Potrzebujemy ludzi, którzy mają ku temu umiejętności i predyspozycje. I nadają się na ten poziom do pracy. Dlatego jest kilka pomysłów na to, kto powinien do nas dołączyć, z Polski czy z zagranicy, ale to wszystko jest jeszcze na poziomie dyskusji.

Jeśli chodzi o poprzednie kluby, to wcześniej wsiadał pan do przeciekającego kajaka, teraz to już chyba bardziej motorówka?

- Nie, tak bym tego nie nazwał. Nie ma jednak wątpliwości, że z klubów, w których dotychczas miałem okazję pracować, Legia jest najwyżej. To nie przypadek, że w miarę regularnie zdobywa mistrzostwo. Raz na jakiś czas zdarzają się wpadki, ale to jest normalne w sporcie. Na pewno pod względem sportowym to najlepszy zespół. Wcześniej trafiałem do klubów, w których dopiero stadion był w budowie albo jeszcze nie było planów - w Widzewie i w Pogonie nie było obiektu, w Podbeskidziu zaczynali budowę. Nigdy nie pracowałem na ładnym stadionie. Zawsze pracowałem na takich - można powiedzieć - bardziej skansenach. Na szczęście takich klubów jest już w Polsce coraz mniej.

Nie rozważał pan, by skupić się tylko na Legii, czyli zrezygnować z dalszego prowadzenia reprezentacji do lat 21?

- Cieszę się, że jestem w tym miejscu, ale trudno byłoby zrezygnować z takiego projektu, w którym pracujemy od 3,5 roku. Jesteśmy trzy mecze od końca eliminacji. Jeśli wywalczymy awans - w co głęboko wierzę, choć będzie trudno - jako sztab nie pojedziemy na mistrzostwa. Żal? Będzie, na pewno. Ale ja od początku mówiłem, że absolutnie nie chcę zostawiać tej drużyny. Ściągnąłem wielu współpracowników, fantastycznych ludzi, którzy są przy tej reprezentacji: począwszy od kucharza, poprzez doktora, fizjo, kierowników, asystentów itd. Nie mogę odbierać im takiej szansy, że przed końcem zabiorę im zabawki i powiem: "Idę do Legii, a wy sobie radźcie". Nie chciałem tego zrobić. Prezes Zbigniew Boniek się na to zgodził. A co będzie dalej? Jeśli uda się awansować, choć powtarzam: to jeszcze odległa perspektywa, pewnie ktoś inny będzie prowadził tę reprezentację.

Ma pan w kontrakcie klauzulę, że jeśli zgłosi się pierwsza reprezentacja Polski, może odejść z Legii, rozwiązać umowę?

- Nie chcę rozmawiać o kontrakcie. Chcę jak najdłużej pracować w Legii.

Masz ciekawy temat związany ze sportem? Wiesz o czymś, co warto nagłośnić? Chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem? Napisz do nas: sport.kontakt@agora.pl

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .