Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kibice czekali na te derby 25 lat. Ekstraklasowy ewenement na skalę światową

Derbów Poznania nie było od 25 lat. W tym sezonie Warta wróciła do Ekstraklasy i w niedzielę spotka się przy Bułgarskiej z Lechem, a mecz obejrzy 16 tys. kibiców, czyli biorąc pod uwagę konieczne obostrzenia - komplet. Emocje będą na pewno, ale bez wyzywania się i bicia. Kibice usiądą obok siebie, bo od dawna żyją jak dobrzy sąsiedzi. To ewenement w skali świata.

Przed derbowymi meczami kibice ścierają się od Krakowa, przez Łódź, po Trójmiasto. Wyzwiska, niekiedy bijatyki. W Buenos Aires, Belgradzie, Manchesterze, Londynie, Sewilli, Rzymie, Stambule czy Glasgow jest podobnie. Można wymieniać kolejne miasta, aż dojdzie się do Poznania. Tam jest inaczej. Jeszcze w czerwcu, gdy Warta obchodziła 108. urodziny, Lech pospieszył z życzeniami i nazwał ją starszą siostrą. Ona podziękowała młodszemu bratu i powiedziała "do zobaczenia w Ekstraklasie". Spotkają się w niedzielę przy Bułgarskiej. Ich kibice pojadą na mecz tymi samym tramwajami, później usiądą obok siebie na trybunach, sektora dla gości nie będzie. Nie jest konieczny, bo nikt nikogo bił nie będzie. 

Zobacz wideo Bundesliga. Bayern München - FC Schalke 04 8:0. Skrót meczu [ELEVEN SPORTS]

Dlaczego w Poznaniu kibice się nie biją?

Na sąsiedzkich relacjach przedstawić to najłatwiej: on bogaty i popularny, ona biedniejsza, ale z oddanymi znajomymi. Płot w płot, ale bez zazdrości, ze zrozumieniem swojej pozycji - tak też żyli ich ojcowie i dziadkowie. Wielkiej przyjaźni między nimi nie ma, ale i donosów na siebie nie piszą: mówią sobie dzień dobry, pożyczają cukier, bez większych jednak uprzejmości, bo każdy skupiony jest na swoim ogródku i pielęgnuje go bez oglądania się na to, co u sąsiada. Bywa, że odwiedzają ich te same osoby. Możesz bardziej lubić jednego z sąsiadów, ale nie musisz przy tym nienawidzić drugiego. Atmosfera znacząco się u nich różni. Starsza Warta proponuje kameralne spotkania w rodzinnym gronie. Jeśli impreza - z głośną muzyką i mnóstwem gości - to raczej u młodszego o dziesięć lat Lecha. 

- Ale nie róbcie z nas wielkich przyjaciół, bo tak też nie jest - mówi Karol Majewski, kierownik Warty Poznań, który na jej mecze jeździł jeszcze w wózeczku, prowadzony przez ojca. - Układy są poprawne, sąsiedzkie. Nie kłóciliśmy się, bo nigdy nie było o co - wzdryga ramionami. - To właściwie sedno sprawy. Rozmawiałem o tym z różnymi socjologami: są zgodni, że dawno temu w Poznaniu doszło do wyraźnego podziału ról. Warta i Lech były bytami kompletnie niezależnymi. Nawet nie stanowiły i wciąż nie stanowią dla siebie alternatywy. W ogóle nie wchodzą sobie w drogę. Nie ma właściwie żadnej płaszczyzny konfliktowej - wyjaśnia Radosław Nawrot, poznaniak, redaktor "Gazety Wyborczej".

Historycznie Warta była klubem dla dostojnych panów w płaszczach, z kapeluszami na głowie. Na jej mecze chodzili ludzie z wyższych warstw społecznych. Kontemplowali mecze w spokoju. To na Lechu był doping. Robotnicy i kolejarze z Dębca głośno wspierali piłkarzy. Z czasem się to zatarło, Lech wyszedł ze swojej dzielnicy i zyskiwał kibiców z różnych części Poznania, a później z całej Wielkopolski. Tym, że od lat grał na wyższym poziomie, odnosił sukcesy, o których pogrążona w niższych ligach Warta nawet nie miała prawa pomarzyć, da się wytłumaczyć sporo, ale nie wszystkiego. Warta mogła bowiem lata temu zdobywać mistrzostwa Polski, ale i tak nie generowała takich emocji jak Lech. - Bardzo długo dla piłki w Poznaniu nie miało większego znaczenia, czy Lech gra w trzeciej, czy w drugiej lidze, bo i tak przychodziło na niego mnóstwo kibiców. Warta mogła być nad nim, grać z lepszymi zespołami, ale takiego zainteresowania nie miała. W 1970 Lech i Warta rywalizowały ze sobą w trzeciej lidze. Lepsza była Warta, weszła do drugiej ligi kosztem Lecha. W Poznaniu nabijali się z tego Lecha niemożliwie, jaki to niedojda. Ale frekwencja za tym nie poszła: na Wartę wciąż przychodziło tyle samo osób. Później Lech się z Wartą minął: on awansował, ona spadła. I Lech już wtedy wystrzelił do ekstraklasy, pociągnął za sobą tłumy. Zrobił to, co nie udało się Warcie - tłumaczy Nawrot. 

Poza tym Warta nigdy nie wyszła ze swojej dzielnicy tak jak Lech. Ona tę tożsamość klubu z Wildy chciała wręcz zachować. Wciąż przychodzi na nią sporo starszych panów, którzy chcą cieszyć się wolnym popołudniem na świeżym powietrzu i obejrzeć mecz, większych emocji nie szukają. Kibice Lecha przez lata ani nie widzieli w Warcie groźnej konkurencji, ani nie mieli powodu, żeby jej nie lubić. Jego kibice rozumieli, że do starszych należy podchodzić z szacunkiem. Tym bardziej że historia Warty na ten szacunek zasługiwała.

Warta spadła z ligi, a kibice Lecha nieśli jej trumnę przez miasto

W Poznaniu piłkarze przechodzą z jednego klubu do drugiego i nie mają przez to nieprzyjemności. Ostatnio Łukasz Trałka, z którym Lech rok temu nie przedłużył umowy, ale też Michał Jakóbowski bez problemów krążył między dwoma poznańskimi klubami. - Gdy w przeszłości zawodnicy wrośnięci w jeden klub przechodzili do drugiego, to zgrzyty się pojawiały. W latach 60. zawodnicy Lecha też ponoć słyszeli na Warcie burknięcia, że Lech zdechł. Ale w nic większego się to nie przerodziło. Sytuacji jak w Łodzi czy w Krakowie nigdy w Poznaniu nie było - opowiada Nawrot. W Warcie wspominają z kolei, że całkiem niedawno ich fizjoterapeuta, dawniej pracujący w Lechu, przyszedł do klubu z lechową torbą. Przyniósł w niej sprzęt do ćwiczeń. - Dostał za swoje. No, bo bez przesady - mówią dziś już z lekkim śmiechem. 

- Mój ojciec opowiadał, że jak Warta spadała z ligi w latach 50., to kibice Lecha symbolicznie nieśli stamtąd jej trumnę przez miasto - wspomina Karol Majewski, kierownik Warty. Dziś nie sposób tego zweryfikować. Historia była powtarzana przez lata, ale ile w niej prawdy, a ile legendy? 

- Do lat 90. w Poznaniu chodziło się na sport: niekoniecznie szło się na Lecha czy na Wartę. Szło się oglądać sport i kibicować poznańskim drużynom. Chodziło się na siatkówkę, na koszykówkę, na piłkę nożną. Nie trzeba było być wielkim kibicem, mecze były rozrywką. Ja jestem tego przykładem: jako zagorzały kibic Lecha z lat 80. i 90., który jeździł na wyjazdy, siadał w Kotle, z przyjemnością chodziłem też na Wartę. Z sympatią i życzliwością, dla relaksu. I tak robiło mnóstwo osób. Nie było konfliktu. Myślę, że dzisiaj jest podobnie i są ludzie, którzy jednego dnia są na meczu Warty, a drugiego na Lechu. Tu i tu życzą zwycięstwa. Na Lechu przeżywa się skrajne emocje: uniesienia i totalną złość. Na Warcie spędza się miłe popołudnie - mówi Nawrot.

- Sporo kibiców Lecha interesuje się wynikami Warty. To jest w Poznaniu zupełnie normalne: cieszysz się, że Lech wygrał albo smucisz się po porażce, ale sprawdzasz też wynik Warty. Nie wpływa to na ciebie szczególnie, ale chcesz wiedzieć, jak jej poszło. Widzę to też po tekstach, które publikuję. Lech jest dogłębnie analizowany: jakie transfery, jak kto gra, kto jest w formie. Sporo jest komentarzy, reakcji, dyskusji. Ci sami ludzie klikają później w teksty o Warcie i chcą po prostu ogólnie wiedzieć, jak jej idzie. Mój ojciec to robi, moi koledzy to robią, znam mnóstwo takich osób - twierdzi.

Wyjątkowa konferencja prasowa. W niedzielę jeden koziołek będzie za Wartą, drugi za Lechem

Prezesi obu klubów mówią podobnie: w Poznaniu jest miejsce dla obu klubów, tym bardziej że nie wchodzą sobie w paradę. Dawno już utarło się powiedzenie "Lech King, Warta Queen" ("Lech królem, Warta królową"). W niedzielę kibice Lecha i Warty usiądą na stadionie obok siebie, bez żadnych ograniczeń. - Nie będzie specjalnego sektora dla kibiców Warty Poznań. Będą oni mogli usiąść na ogólnodostępnych sektorach. Nie wprowadzamy tutaj żadnych ograniczeń - potwierdza Maciej Henszel, rzecznik prasowy Lecha.

Ostatnie derby rozegrano 25 lat temu. Niespodziewanie 2:1 wygrała je Warta, mimo że broniła się przed spadkiem, a Lech był na fali po zwycięstwie nad Legią Warszawa. W tym roku okoliczności są podobne: "Zieloni" w tym sezonie jeszcze nie wygrali, a Kolejorz jest świeżo po pucharowym zwycięstwie 3:0 nad szwedzkim Hammarby.

Wspólna konferencja prasowa trenerów Lecha i WartyWspólna konferencja prasowa trenerów Lecha i Warty screen

Derby poprzedziła wyjątkowa konferencja prasowa: przy jednym stole usiedli trenerzy Dariusz Żuraw i Piotr Tworek. Na przemian odpowiadali na pytania czytane przez rzecznika Lecha. Nie było żadnych złych emocji, obaj wypowiadali się o rywalu z wielkim szacunkiem. Zapraszali na "święto poznańskiej piłki". Przed pierwszym gwizdkiem, w południe, na Starym Rynku, koziołki będą trykać ubrane w szaliki obu klubów. Jeden będzie za Lechem, drugi za Wartą. Natomiast na stadionie najpewniej pojawią się kibice podkreślający przywiązanie do obu klubów. Koszulka Lecha i szalik Warty noszone przez jedną osobę nie powinny nikogo dziwić. Takie derby - tylko w Poznaniu.