Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nie tylko Napoli chce Karbownika, a Legia chce dwóch nowych piłkarzy. "Rozmowy przed nami"

Skrzydło oraz środek obrony. To dwie pozycje, które Legia Warszawa chciałaby wzmocnić jeszcze w tym oknie transferowym. Pomóc w tym może sprzedaż Michała Karbownika. - Jest kilka klubów, które mocno interesują się Michałem, a Napoli jest jednym z nich, ale rozmowy na ten temat wciąż są przed nami, czekamy na konkrety - słyszymy przy Łazienkowskiej.

Najpilniejszą potrzebą jest wzmocnienie środka obrony. To w tej chwili największe zmartwienie trenera Aleksandara Vukovicia. W kontekście walki o europejskie puchary, bo jeśli Legia chce awansować do fazy grupowej Ligi Europy, musi pokonać jeszcze dwóch rywali. Już wiadomo, że tym pierwszym będzie zespół z Bałkanów: FK Sileks z Macedonii Północnej albo Drita Gnjilane z Kosowa, które 17 września zagrają ze sobą w drugiej rundzie eliminacji LE. Tydzień później jedna z tych drużyn przyjedzie do Warszawy, by przy Łazienkowskiej powalczyć z Legią o awans do czwartej rundy.

Zobacz wideo Bartosz Kapustka w Legii. "Vuković potrafi odbudować piłkarzy"

Legia bez Lewczuka

Wiadomo, że Legia w trzeciej rundzie eliminacji będzie musiała sobie radzić bez Igora Lewczuka. 35-letni obrońca w drugiej połowie meczu z Omonią Nikozja (0:2 po dogrywce) wyleciał z boiska po tym, jak belgijski sędzia Nathan Verboomen pokazał mu drugą żółtą kartkę. - Zacznijmy od tego, że nie powinien w ogóle dostać tej pierwszej. Był faul Vako [Waleriana Gwilii], a kartkę zobaczył Lewczuk - kręcił nosem po meczu Vuković.

Legia nie odwołała się od tej kartki, ale nawet gdyby próbowała, i tak wskórałaby niewiele, bo sędzia w protokole meczowym opisał tę sytuację tak, że Lewczuk - choć Marinosa Tzionisa rzeczywiście faulował Gwilia - zobaczył pierwszą żółtą kartkę też za dyskusje z arbitrem. Drugą zobaczył za faul i wyleciał z boiska, a to w rozgrywkach UEFA oznacza, że musi pauzować w jednym spotkaniu (mimo iż nie dostał bezpośredniej czerwonej kartki). Dlatego Lewczuk w kolejnej rundzie el. LE nie zagra. Zostanie do niej zgłoszony, by odcierpieć karę, ale nie znajdzie się w meczowej osiemnastce.

Legia bez Wieteski

Wykluczony wydaje się też występ Mateusza Wieteski, a więc kolejnego stopera, który w meczu z Omonią wszedł na boisko w drugiej połowie z ławki rezerwowych, ale nie dokończył spotkania. Naderwał mięsień brzucha i został zmieniony w 108. minucie dogrywki, chwilę po tym, jak Omonia strzeliła Legii drugiego gola. - Dostałem od rywala mocno z łokcia w mięsień styczny brzucha. To było mocne uderzenie, a potem przy sprincie naderwałem ten mięsień - mówił Wieteska kilka dni później w Canal+. "Przegląd Sportowy" informował wcześniej, że jego przerwa może potrwać nawet trzy miesiące. - Wydaje mi się, że to wyolbrzymione. Znam sztab medyczny Legii. Znam też swój organizm i wierzę, że szybciej wrócę na boisko - dodawał Wieteska.

Ale szybciej, nie znaczy, że Wieteska będzie gotowy do gry już za trzy tygodnie, kiedy Legii przyjdzie rozegrać kolejny mecz w europejskich pucharach. Nie oznacza to też, że Vuković do tego czasu dostanie nowego obrońcę, bo jak pytamy przy Łazienkowskiej, kiedy można się takiego spodziewać, nikt nie potrafi udzielić precyzyjnej odpowiedzi. Słyszymy jedynie, że na pewno nie należy spodziewać się transferu do klubu w najbliższych dniach.

Co z transferem Karbownika?

W kontekście nowych piłkarzy do Legii sporo jest teraz uzależnione od odejścia Michała Karbownika. Media informują, że 19-latek jest coraz bliżej transferu do Napoli, ale w Legii twierdzą, że ten transfer nie jest jeszcze wcale przesądzony. - Jest kilka klubów, które mocno interesują się Michałem, a Napoli jest jednym z nich, ale rozmowy na ten temat wciąż są przed nami, czekamy na konkrety - usłyszeliśmy w piątek po południu przy Łazienkowskiej.

Te konkrety to oczywiście oferta, której Legia według naszej wiedzy oficjalnie jeszcze nie otrzymała. Przy Łazienkowskiej od dawna nikt otwarcie nie podaje kwoty, którą chcieliby uzyskać za Karbownika, ale wiadomo, że w klubie liczą na to, iż pobije on transferowy rekord ekstraklasy. Ten należy teraz do Radosława Majeckiego, który zimą został sprzedany za siedem milionów euro do AS Monaco. A to tylko podstawowa kwota, bo mogą do niej dość warte ponad milion euro bonusy i dziesięć procent od kwoty następnego transferu.

Legia szuka skrzydłowego, ale potrzebuje stopera

Nieoficjalnie mówi się, że Legia na sprzedaży Karbownika chciałaby zarobić 8,5 mln euro plus przyszłe bonusy. Te pieniądze na pewno pomogłyby sprowadzić nowego stopera, ale też skrzydłowego, bo to druga pozycja - po odejściu Arvydasa Novikovasa do tureckiego Erzurumsporu - która wymaga wzmocnienia. Ale nie tak pilnie, jak środek obrony, gdzie Vuković na najbliższe pucharowe spotkanie ma do dyspozycji czterech stoperów, ale wśród nich tylko jednego - Artura Jędrzejczyka - który gra regularnie.

Pozostali to 36-letni Inaki Astiz, który w tym sezonie nie zagrał ani razu, a w poprzednim uzbierał ledwie sześć występów w ekstraklasie. 29-letni William Remy, który ostatnio zagrał w przegranym 1:2 meczu z Jagiellonią Białystok i dla którego był to pierwszy mecz w pełnym wymiarze od ponad roku. I młody Ariel Mosór, 17-letni syn Piotra Mosóra, byłego gracza Legii, który w seniorskiej drużynie zaliczył dopiero dwa niepełne występy. Zagrał łącznie przez 70 minut przeciwko Lechii (0:0) i Pogoni (1:2), czyli w dwóch ostatnich kolejkach poprzedniego sezonu, kiedy Legia była już pewna mistrzostwa.

Cel jest jasny: awans do fazy grupowej LE

Żelazna defensywa i dyscyplina taktyczna to było to, co wyróżniało Legię na początku poprzedniego sezonu. Drużyna Vukocicia, choć odpadła wtedy z Ligi Europy w czwartej rundzie eliminacji po dwumeczu z Rangersami, w ośmiu pucharowych meczach straciła tylko jednego gola. W tym ostatnim spotkaniu, konkretnie w samej końcówce spotkania - 90. minucie - kiedy Radosława Majeckiego w rewanżu na Ibrox pokonał Alfredo Morelos.

Ale to, co było atutem rok temu, teraz już tym atutem nie jest, bo legioniści tracili gole w czterech z pięciu meczów w tym sezonie. Czyste konto zachowali tylko w spotkaniu z Linfield FC (1:0), ale półamatorzy z Irlandii Północnej, z którymi piłkarze Vukovicia mierzyli się w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, też byli blisko zdobycia bramki - w 88. minucie, kiedy Legię od utraty gola uratował Artur Boruc, który dotknął lekko piłki, a ta poleciała na słupek po strzale Christy Manzingi.

- Cały czas czujemy zawód po porażce. Jest żal i złość, ale musimy uznać zwycięstwo rywali. Pozostaje nam teraz gra tylko o Ligę Europy. Wiadomo, że chcielibyśmy więcej i to jest trudny moment, ale faza grupowa LE cały czas jest w naszym zasięgu - mówił Vuković po odpadnięciu z Omonią w kolejnej rundzie el. LM. Już wtedy nad trenerem Legii zbierały się czarne chmury, ale potem przyszła jeszcze ligowa porażka z Jagiellonią. I choć przy Łazienkowskiej teraz słyszymy, że tematu zmiany szkoleniowca nie ma, to Vuković sam jest świadomy, że kolejnymi porażkami długo się nie obroni. Tym bardziej że postawiony przed nim cel jest jasny: awans do fazy grupowej LE.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .