Jedno zdjęcie stworzyło wielkie problemy. "Możliwe popełnienie przestępstwa"

Jakie są możliwe konsekwencje jednego zdjęcia z piłkarzem w dobie pandemii koronawirusa? Spore. Jagiellonia może dostać grzywnę. Kibicowi, który robił fotografię na murawie stadionu, grozi pozbawienie wolności. Wisła Kraków, która dmucha na zimne, ma wyłączonego zawodnika. Sam Jakub Błaszczykowski, choć chciał dobrze, pewnie następnym razem zastanowi się, nim sprawi komuś przyjemność.

Jakub Błaszczykowski jest osobą, która zdjęć nie odmawia, szczególnie dzieciom. Cierpliwości i radości z dawania frajdy innym mogłoby uczyć się od niego 99% procent graczy nie tylko polskiej ekstraklasy. Błaszczykowski rekordy w cierpliwym pozowaniu bił szczególnie na charytatywnych imprezach. Ten, kto był w grudniu na jednej z akcji "Świąteczne Granie z Kubą", dobrze to wie. Kapitan Wisły Kraków miły chciał być też w ostatni poniedziałek. W Białymstoku "Biała Gwiazda" grała z Jagiellonią. Błaszczykowski dzień przed meczem dał namówić się na fotografię wraz z jednym z dziennikarzy, a po meczu w Białymstoku zapozował na murawie, gdy podszedł do niego ojciec dzieci i poprosił o taką pamiątkę, o czym pierwsza informowała TVP Sport.

Zobacz wideo "Lewandowski z piłkarza machającego łapami stał się Herculesem"

Sesja w strefie zero

"To były osoby dobrze ubrane, nie wyglądały na kibiców, specjalnie nie zwracały na siebie uwagi" - usłyszeliśmy. Może dlatego dotarły aż na murawę i przystąpiły do krótkiej sesji. Na dziwnych gości bez identyfikatorów uwagę zwróciły dopiero osoby ze sztabu Jagiellonii i Wisły, gdy te już właściwie się z Błaszczykowskim żegnały. W dobie procedur związanych z epidemią koronawirusa i strefą zero, w której obecność osób z obsługi ograniczona jest do minimum, a dziennikarze rozmawiają z piłkarzami na odległość, musiał być to widok osobliwy. Z punktu widzenia zagrożenia epidemiologicznego sanepid kilkunastosekundowym spotkaniem na świeżym powietrzu raczej wstrząśnięty nie będzie. Tyle że ta sesja zdjęciowa naruszyła zasady obowiązujące w strefie zero oraz - co jest sprawą poważniejszą i dla Jagiellonii i dla białostockiego amatora fotografii - złamała regulamin imprezy masowej i zasady obowiązujące na Stadionie Miejskim w Białymstoku. To według przepisów mogło być bowiem wdarcie się na teren, na którym rozgrywane są zawody sportowe. Cel takiego zachowania i fakt, że piłkarze już nie grali, nie mają znaczenia. Za wtargnięcie na murawę grozi "grzywna nie mniejsza niż 180 stawek dziennych i kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3" - o czym informuje art. 60 ustawy.

Według informacji podawanych przez radio Białystok sprawę już bada policja, która ustaliła tożsamość mężczyzny z dziećmi.

- Możemy tu mówić o możliwości popełnienia przestępstwa. Policjanci gromadzą materiał dowodowy i będą ustalać zakres odpowiedzialności mężczyzny, który wszedł na płytę boiska – powiedział stacji rzecznik białostockiej policji, podinspektor Tomasz Krupa.

Sprawą łamania paragrafów na imprezie masowej zajmie się też Komisja Ligi, jak ustaliliśmy prawdopodobnie już w najbliższy czwartek. To organ, który ma pilnować przestrzeganie regulaminu rozgrywek. W kwestii bezpieczeństwa zwykle karze za odpalanie rac przez kibiców, czy burdy na trybunach. Teraz zajmie się sesją zdjęciową na płycie boiska. Brzmi to wesoło, ale wyobraźmy sobie, że na następnym meczu osób, które będą chciały z różnych, nawet pozytywnych pobudek, dostać się na plac gry, będzie nie kilka, a kilkanaście. Komisja Ligi na swym czwartkowym posiedzeniu z uśmiechem do tej historii nie podejdzie.

Prawdopodobne jest, że Jagiellonia, która dopuściła do swobodnego wejścia kibiców na murawę i nawet niespecjalnie zdawała sobie z tego sprawę, dostanie grzywnę, a kibic - fotograf zakaz stadionowy. Na jego niekorzyść działa to, że pomimo zwrócenia uwagi przez służby stadionowe, nie chciał od razu opuścić murawy Na niewykonywanie poleceń ochrony, też są paragrafy.

Białostocki klub w wydanym we wtorek komunikacie zapewnił, że "przeprowadzi weryfikację zabezpieczeń w poszczególnych strefach" gdyż bardzo zależy mu na bezpieczeństwie na swym obiekcie (kibic z dziećmi raczej żadnej bramy nie forsował). Jagiellonia przeprosiła też Wisłę "za incydent i wszelkie niedogodności, które z niego wynikają".

Testy Błaszczykowskiego do piątku

Incydent rzeczywiście niedogodności spowodował. Po pierwsze Błaszczykowski, który nawet niespecjalnie zdawał sobie sprawę, z kim na murawie robi sobie zdjęcie, został po tym meczu odizolowany od drużyny. Oznaczało to dla niego konieczność samotnego powrotu do Krakowa służbowym samochodem. Szczęście w nieszczęściu, że Wisła nie grała akurat w Szczecinie. Jak usłyszeliśmy, taką decyzję podjęto, bo w ciągu 24 godzin nałożyły się dwa kontakty kapitana Wisły z osobami spoza izolacji. Pewnie to trochę dmuchanie na zimne i znaleźlibyśmy sporo przypadków graczy, których zachowanie w czasie epidemii można uznać za nieodpowiedzialne, czy nawet głupie, bo jak nazwać niedawną wycieczkę do klubu Erika Exposito i Marka Tamasa ze Śląska Wrocław (obaj zostali za to ukarani przez Komisję Ligi grzywną 30 tys. złotych i odsunięci od treningów), czy czerwcowe wyjście piłkarzy Lecha na Nocny Targ Towarzyski (też zostali odsunięci od treningów), ale skoro Wisła chce być ostrożna, to jest. Choć piłkarzy, którzy ostatnio nie unikali zdjęć z kibicami, ma więcej.

Jednocześnie klub zdaje sobie sprawę, że gracze na co dzień nie siedzą zamknięci w domach i wychodzą na miasto, do sklepu czy kawiarni, ale apeluje, by zachowywać tam przyjęte zasady, używać masek i trzymać dystans. Zresztą jak się dowiedzieliśmy "Biała Gwiazda" ma swoje wewnętrzne procedury i sama też przeprowadza ankiety, w których zawodnicy wskazują, czy mieli kontakt z osobami spoza izolacji, czy przebywali w obszarze ryzyka (za co uznawana jest też wizyta w sklepie). W chwili, w której klub uzna, że takich sytuacji jest dużo, to może zareagować. Innym pytaniem jest, czy piłkarze opisują w tych kwestionariuszach rzeczywistość w sposób szczegółowy.

Co do Błaszczykowskiego, to ten praktycznie do końca tygodnia będzie trenował indywidualnie. Test na koronawirusa ma przejść w czwartek lub w piątek rano, tak by w razie infekcji badanie mogło to wykazać (wirus rozwija się w organizmie kilka dni). Wisła współpracuje w sprawie testów z placówką, która wyniki dostarcza jej bardzo szybko. To oznacza, że przed domowym sobotnim meczem ze Śląskiem Wrocław, co do występu Błaszczykowskiego nie będzie wątpliwości. Przynajmniej z medycznego punktu widzenia. Wątpliwości pozostaną zapewne u samego kapitana Wisły. Bo jak dalej podchodzić do dziesiątek osób, które o zdjęcia dalej będą go prosić? Oby nie prosiły o nie na murawie.

Przeczytaj także:

Więcej o: