Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Radomiak coraz bliżej Ekstraklasy. Imponujące pięć lat. "Za dobrą zabawę się płaci"

30 lipca 2015 roku prezesem drugoligowego wówczas Radomiaka został Sławomir Stempniewski. Choć trosk i zmartwień były szef kolegium sędziów wciąż ma sporo, to na pięciolecie swojej prezesury może dostać Ekstraklasę. "Zieloni" po wygraniu półfinałowego barażu z Miedzią są jej bardzo blisko.

W pierwszej parze barażowych półfinałów Radomiak miał nad niedawnym ekstraklasowiczem wyraźną przewagę. Wynik 3:1 i tak jest nieco mylący. To ekipa z Mazowsza prowadziła grę. Gdyby w 80. minucie rezultat był dwa razy wyższy niż 2:0, goście z Legnicy nie powinni być zdziwieni. Po jednej z ich nielicznych akcji zrobiło się 2:1 i było nerwowo. Na 120 sekund, bo tyle czasu potrzebowali na odpowiedź gospodarze. To też pokazuje ich pewność i formę, w jakiej się znajdują.

Zobacz wideo Lech zarobi miliony na transferach? "Jest duże zainteresowanie naszymi piłkarzami"

Imponujące pięć lat

Ten pierwszy w sezonie baraż o Ekstraklasę pokazał olbrzymią przewagę między czwartą a piątą drużyną 1. ligi. W całym spotkaniu Radomiak oddał 20 strzałów w tym 11 celnych, niemal trzy razy więcej niż goście. 3:1 też nie wygrał przez przypadek. Na kilka akcji Radomiaka i pierwszego gola tej drużyny patrzyło się z podziwem - to był piękny strzał z wolnego Damiana Nowaka, który na treningach ten element ćwiczy ponoć do znudzenia. Zastanawiało też, jak dobrze fizycznie wyglądali gospodarze, nawet w ostatnich 10 minutach rozgrywanego przy niemal 30-stopniowym upale meczu. Mówimy o klubie, który na ludzi od motoryki postawił właściwie pięć lat temu, gdy grał jeszcze w 2. lidze. Sprowadził wtedy trenera od przygotowania fizycznego, potem poszerzył grupę fizjoterapeutów (m.in. o Mateusza Oszusta, który potem poszedł do Legii, a obecnie pracuje w Wiśle Płock) i starał się sprofesjonalizować działalność. Wreszcie trafił i postawił na odpowiedniego pierwszego trenera, bo Dariusz Banasik pracuje w klubie od czerwca 2018 roku. Jego wkładu w wyniki trudno nie dostrzec. CV z ostatnich dwóch lat ma imponujące. Radomiak w jego pierwszym roku pracy po 13 latach wrócił do 1. ligi i jako beniaminek, po kolejnych 12 miesiącach, ma sporą szansę na Ekstraklasę.

Oczywiście klub ma swoje problemy. Przy ograniczonych z powodu pandemii koronawirusa wpływach z miasta, każdą złotówkę musi oglądać już nie dwa, a trzy razy. Tyle że w podobnej sytuacji jest wiele drużyn 1. ligi czy nawet najwyższej klasy rozgrywkowej. W maju zarząd klubu wydał informacje, że nie powoduje to żadnych problemów związanych z funkcjonowaniem drużyny.

"Działalność operacyjna spółki prawa handlowego, w ramach której prowadzony jest klub sportowy, jest niezagrożona, a według stanu na dzień 31.12.2019 r., Klub nie posiada żadnych zaległości finansowych w przedmiocie podstawowych wynagrodzeń piłkarzy. Także w roku 2020, w okresie pandemii, w zdecydowanej większości zawodnicy regularnie otrzymują wynagrodzenia" - napisano w komunikacie. Radomiak ostatecznie otrzymał licencję na ewentualną grę w Ekstraklasie z nadzorem finansowym. Czasy, gdy drużyna grała w IV lidze, a w klubie z powodu długów wyłączono wodę, już na szczęście minęły. Choć nie było to tak dawno, bo nad piłkarską przepaścią Radom stał kilkanaście lat temu. Wtedy pomogli najwierniejsi kibice klubu, zresztą mocno pomagają w Radomiu do dziś. To również dzięki ich wkładowi podczas pandemii utrzymano finansową stabilność.

"Za dobrą zabawę się płaci"

Kiedy 5 lat temu w Radomiu pojawiał się Stempniewski na finanse i ewentualne korzyści z futbolu ponoć mocno nie patrzył. Tak uzasadniał swoją obecność w klubie: "Ponoć na piłce nie można zarobić. Czy tu jednak konieczny jest zarobek? Można przecież w piłkę się bawić, a za dobrą zabawę się płaci – mówił w swoim stylu na konferencji.

Na razie do tej zabawy dokładają wszyscy, ale pieniądze nie idą w błoto. No prawie. Ostatnio najgłośniej w Radomiu jest bowiem o stadionie, na którym kiedyś ma grać drużyna. Pewne jest, że po ewentualnym awansie do Ekstraklasy będzie rozgrywać swoje spotkania na warszawskim obiekcie przy ul. Łazienkowskiej. Budowa nowego stadionu w Radomiu trwa od 2016 roku. Chociaż od tego czasu drużyna regularnie podnosi swój poziom, a Ekstraklasę ma na wyciągnięcie ręki, to końca budowy obiektu nie widać, a ten obecny przy ul. Struga nie spełnia wymogów licencyjnych. Zamiast nowego obiektu zrobił się kolejny problem. Wszystko spowodowane było fuszerką poprzedniego wykonawcy i koniecznością rozbiórki jednej z trybun, którą wadliwie przygotował.

Choć z problemami i nieco okrężną drogą - bo przez Warszawę - to Radomiak zbliża się do Ekstraklasy. Stempniewski na swoje 5 lat pracy w Radomiu może dostać piękny prezent. Jego połowa na razie cieszyć nie może, bo nic nie daje. Ważniejsza jest ta druga część, czyli finał baraży o Ekstraklasę. Ten mecz Radomiak zagra z Wartą Poznań 31 lipca. Początek spotkania o 17:40.

Przeczytaj też: