Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Imponująca feta po awansie! "Pokaz fajerwerków, jakiego w tym mieście jeszcze nie było"

- To będzie pokaz świateł i fajerwerków, jakiego w tym mieście jeszcze nie było - mówił Bogdan Kłys, prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała, które w sobotę świętowało powrót do ekstraklasy. I rzeczywiście tak było. Feta na stadionie miejskim w Bielsku-Białej była huczna, barwna i imponująca.

Neorenesansowy ratusz w Bielsku-Białej czerwono-biało-niebieski był już od piątkowego wieczoru. To on jako pierwszy dał sygnał mieszkańcom, że w mieście dzieje się coś wyjątkowego. Że Podbeskidzie wraca po czterech latach do ekstraklasy. Po świetnym, ale też trudnym i wyczerpującym sezonie. Zespół Krzysztofa Brede awans przypieczętował już na dwie kolejki przed końcem sezonu, po zwycięstwie 4:3 z Odrą Opole. To było pierwsze świętowanie, spontaniczne, ale nie do końca. Był szampan, konfetti i "We Are The Champions". Ale główną fetę zaplanowano tuż po meczu z Chrobrym Głogów.

Zobacz wideo Podbeskidzie chce poważnych wzmocnień! Trener zdradza szczegóły

Piłkarz Podbeskidzia nagrał hip-hopowy kawałek

Na specjalnie przygotowanej scenie była muzyka, wystąpił Mario WGC z kawałkiem "Tworzymy historię" oraz góralski zespół ze składanką beskidzkich hitów. Zaprezentowany został też hip-hopowy teledysk Filipa Laskowskiego, piłkarza Podbeskidzia, który - razem z kolegami z drużyny - opowiedział historię drugiego w historii awansu Podbeskidzia do ekstraklasy. Później było przypomnienie najważniejszych momentów tego sezonu i przedstawienie wszystkich bohaterów. Od masażystów: Marka Ociepki i Sebastiana Łaciaka, po trenera Krzysztofa Brede, kapitana Łukasza Sierpinę i prezesa Bogdana Kłysa. Każdy wyczytywany przez Bożydara Iwanowa członek drużyny wchodził na środek boiska przy owacji kibiców i w towarzystwie strzelającego w górę ognia. Tam odbierał pamiątkowy medal i czekał na resztę kolegów i kulminację imprezy na stadionie miejskim w Bielsku-Białej.

"Pokaz świateł i fajerwerków, jakiego w tym mieście jeszcze nie było"

- To będzie pokaz świateł i fajerwerków, jakiego w tym mieście jeszcze nie było - mówił Bogdan Kłys, prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała. I rzeczywiście tak było. Na stadionie zgasły jupitery i zaczął się pokaz różnokolorowych barw, głównie czerwono-biało-niebieskich, ale nie tylko. Do tego kilkunastominutowy pokaz sztucznych ogni, któremu towarzyszyła specjalnie dobrana muzyka.

Ale zanim zaczęła się feta, Podbeskidzie walczyło o wygranie 1. ligi. Zwycięstwo nad Chrobrym Głogów dawało drużynie Krzysztofa Brede pewne pierwsze miejsce. Każdy inny wynik sprawiał, że kibice w Bielsku-Białej nerwowo sprawdzali wynik meczu Stali Mielec z Chojniczanką Chojnice. Ten długo był dla Podbeskidzia idealny, zdegradowana już wcześniej Chojniczanka prowadziła ze Stalą 1:0, ale w drugiej połowie zespół Dariusza Marca strzelił cztery gole, zgarnął trzy punkty i przy okazji pierwsze miejsce w lidze, bo grające na zwolnionych obrotach Podbeskidzie przegrało z Chrobrym 0:1 (jedynego gola strzelił z rzutu karnego Michał Ilków-Gołąb).

Zespół Krzysztofa Brede powtórzył więc sukces drużyny budowanej przez Roberta Kasperczyka, który pierwszy awans w historii klubu też wywalczył zajmując drugie miejsce w 1. lidze. - To dobry znak. Tak musiało być - mówią nam w klubie. I zapewniają, że Podbeskidzie w ekstraklasie będzie mocniejsze, przede wszystkim kadrowo, bo mentalnie już jest.