Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Klątwa króla strzelców Ekstraklasy. Lewandowski był w tej grupie wyjątkiem

Co daje w CV tytuł króla strzelców Ekstraklasy? Patrząc na ostatnie dwie dekady - prawie nic. Jest raczej zwieńczeniem kariery niż trampoliną do czegoś wielkiego. Sygnałem: pora wyjechać teraz za granicę, ale żeby spieniężyć sukces, a nie podbijać świat. Z trzech ostatnich królów strzelców Carlitos wyjechał spieniężać nad Zatoką Perską, Igor Angulo wyjeżdża do Indii, a Christian Gytkjaer do klubu, który właśnie awansował do włoskiej drugiej ligi.

Końcówkę sezonu miał fantastyczną. Co mecz to gol, a na pożegnanie dwa. Jego dorobek strzelecki, czyli 24 bramki, to też bardzo dobry wynik. W ostatnich 20 latach tylko dwóch piłkarzy zdołało nastrzelać więcej goli w ciągu sezonu. Chwalony i z łezką w oku oklaskiwany przez kibiców Lecha Chrystian Gytkjaer odchodzi z Poznania. Zabiera za sobą złotą statuetkę buta - nagrodę za wygranie klasyfikacji strzelców i postara się, by było o nim głośno w AC Monza. To klub, który kończy właśnie sezon w Serie C, ale awans do wyższej klasy ma już zapewniony. Ponoć kilka miesięcy temu Duńczykiem interesowało się szwedzkie Malmoe, a całkiem niedawno też drugoligowy francuski średniak z Guingamp. Opcje dla najbardziej bramkostrzelnego gracza Ekstraklasy nie rzucają na kolana, ale to przecież 30-latek. Strzelecki błysk w polskiej lidze i tytuł króla strzelców nie otwiera piłkarskich bram, przynosi jedynie możliwość lepszego zarobku. Po ten tytuł ostatnio sięgają u nas ci, którzy są u schyłku kariery. Robert Lewandowski był w tej grupie wyjątkiem.

Zobacz wideo Lech zarobi miliony na transferach? "Jest duże zainteresowanie naszymi piłkarzami" [SEKCJA PIŁKARSKA #57]

"Klątwa" króla strzelców Ekstraklasy

Adam Kompała - król strzelców 2000 roku w Górniku Zabrze. Na Roosevelta pograł jeszcze dwa sezony, w Szczakowiance Jaworzno już tak dobrze mu nie szło. W niższych ligach w Podbeskidziu czy Piaście Gliwice też, choć wszędzie był jak na polskie warunki solidnym graczem. Zdobyty przez niego tytuł króla strzelców już sam w sobie był zaskoczeniem. Kompała był pomocnikiem, któremu zdarzył się sezon, że strzelał lepiej niż napastnicy.

Reprezentant Polski Tomasz Frankowski na krajowych podwórkach był natomiast gwiazdą. Jeszcze nim się nią stał, jego talent dostrzegli francuscy skauci, którzy doprowadzili do jego wyjazdu do Strasburga. Polak pomógł swej nowej drużynie w triumfie w Pucharze Intertoto. Potem już w Japonii przez chwilę współpracował nawet z Arsenem Wengerem i wrócił nad Sekwanę. Po przenosinach do Wisły Kraków święcił największe triumfy, zdobywał mistrzostwa Polski, miano najlepszego zawodnika Ekstraklasy i tytuł najlepszego strzelca. Najskuteczniejszym snajperem okazywał się w barwach Wisły trzykrotnie, ostatni raz w 2005 roku. Przyczynił się też wtedy do awansu polskiej kadry na mundial.

Niby w 2005 roku interesowały się nim kluby z Bundesligi, Serie A, a intensywne negocjacje trwały też z Austrią Wiedeń. Tyle że tuż po swoich 31. urodzinach Frankowski zdecydował się na transfer do drugiej ligi hiszpańskiej i stał się graczem Elche. Na półwyspie Iberyjskim pograł w sumie dwa sezony (był jeszcze piłkarzem Tenerife), rok kopał piłkę na zapleczu Premier League (Wolverhampton) i rok w MLS. Tam dość szybko wszedł w konflikt z trenerem Chicago Fire, co utrudniało mu regularną grę. Te trzy lata za granicą to raczej szary okres w karierze łowcy bramek.

- Do Hiszpanii i Anglii wyjeżdżałem u schyłku kariery. To nie to samo, co w przypadku naszych graczy, którzy ruszają za granicę w wieku dwudziestu kilku lat - mówi nam Frankowski. - Poza tym ja nigdy nie określałem siebie jako napastnika europejskiego formatu. Takiego, jakich znamy z topowych lig zachodnich. Powiedzmy sobie szczerze: sukces w naszej lidze nie jest wyznacznikiem wysokiego poziomu piłkarskiego – przyznaje Frankowski.

Królów polskich boisk, którzy potem przechodzili w sportową przeciętność za granicą, było sporo. Stanko Svitlica świętował sukcesy w Legii, został też pierwszym obcokrajowcem z tytułem najlepszego strzelca. Miał wtedy 27 lat, nie tak dużo. Dlatego sięgnął po niego Hannover 96. Serb triumfalnie przeszedł do Bundesligi, by przez pół sezonu rozegrać tam trzy mecze i strzelić w nich jedną bramkę. Pewnie ją zapamięta, bo trafił akurat w spotkaniu przeciwko Bayernowi Monachium. Po pół roku nie było go już w Bundeslidze. Przeszedł na jej zaplecze, a z nową drużyną spadł do trzeciej ligi. Karierę kończył w Serbii. Podobne potoczyła się historia 30-letniego Grzegorza Piechny, który podbój Rosji z Torpedo Moskwa zakończył na dwóch golach w sezonie, czy Takesure'a Chinyamy, który po triumfie w Legii pograł w niej jeszcze sezon (zmagając się z kontuzjami) i wrócił do Zimbabwe. W zawodową piłkę grał już tylko w Afryce. Na liście królów strzelców, którym zagraniczne podróże nie wyszły na dobre, są jeszcze 30-letni Robert Demjan, który przechodząc z Podbeskidzia do Beveren, po roku i dwóch golach w Belgii znów wolał wrócić do Bielska-Białej. Jest też coś z nowszej historii - Carlitos, który po tytule w Wiśle i transferze do Legii radził sobie znakomicie, a potem przeniósł się do Al-Wahdy. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich wytrzymał kilka miesięcy. Teraz ma spróbować sił w Panathinaikosie Ateny i liczy, że po trzydziestce spotka go jeszcze na boisku coś miłego, a klątwy ekstraklasowych królów strzelców uniknie.

Czego oczekujemy od króla strzelców Ekstraklasy?

- Czy my oczekujemy, że król strzelców polskiej Ekstraklasy będzie znakomitym snajperem w lepszej lidze? - zastanawia się Grzegorz Mielcarski, srebrny medalista IO w Barcelonie i były gracz FC Porto. Takich graczy wśród polskich najlepszych snajperów w XXI wieku rzeczywiście ze świecą szukać. Oprócz bijącego rekordy Bundesligi Roberta Lewandowskiego w mocnym klubie zabłysnął właściwie jeszcze chyba tylko Maciej Żurawski, który w pierwszym sezonie w Celticu strzelił ponad 20 goli. Nieźle po mistrzostwie Legii i koronie króla strzelców poradził sobie w Chicago Fire Nemanja Nikolić. Dobre momenty w HSV miał Artjoms Rudnevs. Uwielbiany w Broendby Kopenhaga był oczywiście Kamil Wilczek, ale w tym ostatnim przypadku mówimy o sukcesie w Danii.

- Nie znam duńskiej ligi, ciężko mi ją odnieść do Ekstraklasy, choć mecz Broendby z Lechią Gdańsk pokazał, że przepaści między nimi nie ma. Chodzi mi o to, że trudno jest wskoczyć napastnikowi z naszego podwórka do mocnej zachodniej ligi i uzyskać tam dominującą pozycję - zauważa ekspert Canal+.

Frankowski dodaje, że często trudne jest to nawet dla - wydawałoby się - znakomitych, napastników, którzy zmieniają kluby między topowymi ligami.

- Ciro Immobile jako król strzelców Serie A pojechał do Borussii Dortmund zastąpić Lewandowskiego i co? I był rozczarowaniem. Szybko z Niemiec wyjechał. To, że zawodnicy z jednej mocnej ligi nie prezentują swej skuteczności w innej to szerszy problem - zauważa Frankowski. Immobile po powrocie do Włoch znów odżył. Teraz jest blisko korony króla strzelców w barwach Lazio.

Wolą młodszych i perspektywicznych

Czasy się zmieniają. W takich ligach jak polska czołowe kluby Europy nie patrzą na nabite golami liczniki graczy, tylko na ich potencjał. Próbują pozyskiwać zawodników, zanim ci odpalą.

- Piątek nie był królem strzelców polskiej ligi, a w Serie A pokazał, że gole strzelać potrafi. Teraz często jest tak, że ta liczba goli i król strzelców w CV nie robi na jakimś klubie takiego wrażenia, bo ten klub woli wziąć sobie gracza, który ma 24 lata, sześć czy osiem goli na koncie, ale jest perspektywiczny i można związać się z nim na trzy lata - mówi nam Mielcarski. Taki system jego zdaniem też jest bardziej opłacalny.

- Na zachodzie wiedzą, że młody zawodnik z tytułem króla strzelców Ekstraklasy nie będzie kosztował tak jak kiedyś milion dolarów, tylko znacznie więcej. Lewandowski z tytułem króla strzelców 10 lat temu został sprzedany za 4,5 mln euro. Dlatego teraz po tych wyróżniających się młodych graczy sięga się szybciej. Może wystarczyć nawet dobra jedna runda tak jak w przypadku Karola Świderskiego czy Patryka Klimali. Skauci klubów widzą, czy ktoś ma umiejętności i co może jeszcze poprawić, by być lepszy. Są wtedy w stanie wyłożyć na takiego gracza konkretne pieniądze, bo jest duża szansa, że one zwrócą się z nawiązką. Klimala i Świderski nie mieli w sezonie kilkunastu goli, a wylądowali w solidnych klubach w Europie. Nie jakichś z czołówki, ale dobrych, takich, od których można się jeszcze gdzieś odbić - mówi Mielcarski.

Klimala w Ceticu dopiero zaczyna. Świderski w PAOK-u gra półtora roku. W tym sezonie strzelił dla swojej drużyny już 11 goli i został wicemistrzem Grecji.

Korona i kasa

Coraz częściej nasi supersnajperzy, którzy najmłodsi już nie są, po wpisaniu do CV tytułu najlepszego napastnika w Ekstraklasie, wybierają kierunki, gdzie dobrze zarobią.

Igor Angulo, który królem strzelców w barwach Górnika był w 2019 roku, po wypełnieniu kontraktu odchodzi do Indii. Nowy klub 36-latka to FC Goa. Nie jest to szczyt marzeń, ale Angulo występami w Polsce i tak sporo zyskał.

- Kto by w ogóle przypuszczał, że królem strzelców, czy nawet w czołówce tej klasyfikacji będą u nas tacy piłkarze jak Carlitos, Angulo, czy Jorge Felix. Popatrzmy, z którego poziomu w Hiszpanii oni przyszli? Z trzeciego. To byli zawodnicy nieznani, a teraz ruszają w świat. Nie do jakiegoś topu, ale po tym wypromowaniu się u nas jeszcze gdzieś zarobią. Patrząc realnie, to taki Angulo pogra rok, może dwa, a potem każde następne podpisywanie kontraktu na sześć miesięcy będzie sukcesem - ocenia Mielcarski.

- Gytkjaer z Lechem miałby możliwość zaprezentowania się w Europie. Wydaje mi się, że po trzydziestce górę nad sportowymi wrażeniami wzięła chęć zarobku - ocenia Frankowski, choć przestrzega też, że finansowy przeskok może być złudny.

- Ja hołduję powiedzeniu: nieważne ile zarabiasz, ważne ile wydajesz – uśmiecha się były reprezentant Polski. - Co z tego, że nagle dostaniesz pięć razy więcej, jak też pięć razy więcej wydasz – obrazuje. On sam po zdobyciu korony króla strzelców i przejechaniu przez Hiszpanię, Anglię i Stany Zjednoczone zdołał jeszcze zabłysnąć i zgarnąć kolejne trofea. Stało się to, kiedy wrócił do Polski. Ponownie został wtedy najlepszym snajperem Ekstraklasy. Gdy odbierał czwartą statuetkę najlepszego napastnika, miał niemal 37 lat.

- W Polsce zawsze grałem z radością i satysfakcją - przyznaje jeden z najlepszych ligowych piłkarzy. Kiedyś wróci i Gytkjaer?

Przeczytaj także: