Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Trener Lecha tłumaczy feralne karne w Pucharze Polski. "Nie był wyznaczony"

Punktów najwięcej od trzech lat, wicemistrzostwo blisko, awans do eliminacji Ligi Europy - pewny. Styl - najlepszy od dawna. Ale znów Lech Poznań nie ma czego wstawić do gabloty. - Latem słyszałem, że z takim składem nie będziemy nawet w górnej ósemce. Dopiero teraz pojawiają się opinie, że można było osiągnąć więcej - mówi Sport.pl Dariusz Żuraw.

Dawid Szymczak: - Gratulować?

Dariusz Żuraw, trener Lecha Poznań: - To już każdy musi ocenić sam. Ja rzeczywiście uważam, że zagraliśmy dobry sezon. Jeszcze się co prawda nie skończył, został nam ostatni mecz, walczymy o zdobycie wicemistrzostwa, ale całość oceniam pozytywnie. Idziemy w dobrym kierunku. 

Punktowo wyszło najlepiej od trzech lat, miejsce w tabeli jest najwyższe od 2015 roku, dające awans do eliminacji Ligi Europy, stylowo też pewnie wygląda to najlepiej od dawna. Tylko trofeum brak.

- Jeżeli ktoś przed sezonem powiedziałby mi, że będę wicemistrzem Polski i odpadnę w półfinale Pucharu Polski po dobrym meczu, w którym zabraknie nam szczęścia, a nie umiejętności, tobym to wziął. Oczywiście, kibice i dziennikarze zawsze patrzą na trofea. Ja patrzę na całokształt: na zespół i na jego rozwój. Wiem, gdzie byliśmy na początku sezonu i gdzie jesteśmy teraz. Mamy najmłodszy zespół od wielu lat, 22 lata z hakiem. 50 procent wychowanków w kadrze. Dla mnie jest dobrze.

Zobacz wideo

Z czego pan jest najbardziej zadowolony po tym sezonie?

- Z tego, że udało mi się zrealizować to, o czym mówiłem latem zeszłego roku. Że mój zespół będzie miał swój styl, będzie nastawiony ofensywnie, będzie miał piłkę przy nodze, będzie grał atrakcyjnie i do samego końca. To się udało. Potwierdzają to zarówno statystyki, jak i opinie ludzi, którzy śledzą nasze mecze.

Był jakiś modelowy mecz, do którego pan wraca?

- Musiałbym to przeanalizować, a ten sezon był taki, że na wszystko brakuje czasu. Nie ma kiedy uporządkować myśli. Ale było kilka meczów, które zagraliśmy z pasją i odbieraliśmy piłkę wysoko, na czym mi bardzo zależy. A to nie jest proste, bo większość drużyn w naszej lidze gra na wynik, bardzo pilnuje, żeby nie stracić bramki po jakiejś kontrze. My poszliśmy trochę pod prąd. Gramy odważnie. I myślę, że to się opłaca.

Przypomina mi się mecz z Lechią Gdańsk w Poznaniu, jeszcze przed pandemią, który wygraliście 2:0, ale długo nie mogliście zdobyć pierwszej bramki. Oddaliście wtedy 42 strzały, mieliście 65 proc. posiadania piłki, cały czas byliście na połowie rywala w ataku pozycyjnym.

- Jeden z najlepszych meczów, to prawda. Zresztą, ten mecz z Lechią w półfinale Pucharu Polski był podobny. Też przeszło 30 strzałów. Jest w naszej grze powtarzalność. Gramy do końca - mamy ze wszystkich zespołów najwięcej goli strzelonych w ostatnim kwadransie. Nie zadowalamy się prowadzeniem, tylko idziemy po więcej. Jeśli trzeba gonić, też mamy na to siłę.

Nie ma w panu niedosytu? Że tej dobrej gry nie udało się przekuć w żadne trofeum, że na koniec tracicie do Legii Warszawa więcej punktów niż faktycznie wynika z różnicy w umiejętnościach? Że nie udało się zdobyć tego Pucharu Polski, który był na wyciągnięcie ręki?

- Nie do końca rozumiem takie głosy. Wiem, że Poznaniu brak trofeum oznacza, że sezon jest stracony. Ale spójrzmy, jak ten zespół był budowany. Odeszło dwunastu doświadczonych piłkarzy, wzięliśmy w ich miejsce czterech niespecjalnie doświadczonych, bo nie na wszystkich było nas stać. Każdy, kto do nas przyszedł, zmierzył się z oczekiwaniami kibiców i było z tym różnie. Do tego dokooptowaliśmy młodych piłkarzy z akademii i wracających z wypożyczeń. Kuba Moder z Odry Opole, Tymek Puchacz z GKS Katowice. Wtedy słyszałem, że z takim składem nie będziemy nawet w górnej ósemce. Dopiero teraz pojawiają się opinie, że można było osiągnąć więcej. Mówienie o niedosycie jest dla mnie trochę przesadzone.

Porównując z początkiem sezonu, pewnie należy się z panem zgodzić. Ale wtedy nikt nie wiedział, że w Pucharze Polski dopiero w półfinale zagracie z ekstraklasową drużyną. Losowanie było o tyle korzystne, że mieliście ten mecz u siebie. Naprawdę ten finał Pucharu był na wyciągnięcie ręki.

- Był. Byliśmy zespołem lepszym, stworzyliśmy więcej okazji, oddaliśmy więcej strzałów, w serii jedenastek mieliśmy przewagę dwóch trafień. Takiego scenariusza nikt by nie wymyślił, a on się wydarzył. Musimy pogratulować Lechii, że wyszła z tak trudnej sytuacji. To jest piłka nożna, nie wszystko da się założyć. Legia też była faworytem.

Zaraz po meczu na konferencji prasowej nie potrafił pan podać przyczyny tej porażki. A dzisiaj, z perspektywy czasu?

- Momentem przełomowym był niepodyktowany rzut karny na Puchaczu. To mógłby być gol na 1:0. Taktycznie zawsze można coś znaleźć i poprawić, ale ja po tamtym spotkaniu nie miałem żadnych zarzutów do zespołu, chociaż pewnie w niektórych sytuacjach mogliśmy się zachować lepiej. Ten zespół wciąż się buduje. Czasami zabraknie mu jeszcze doświadczenia czy wyrachowania. Ale tego się nie kupi, trzeba to wypracować graniem. Można mieć zespół pełen trzydziestolatków, co pewnie w takich momentach by pomogło, ale w szerszej perspektywie uważam, że idziemy właściwą drogą.

To o tyle ważne, że za chwilę taki mecz może się powtórzyć w eliminacjach Ligi Europy. O awansie też będzie decydował jeden mecz. Też piłka może nie chcieć wpaść do bramki i może będzie trzeba wrócić do tego spotkania, żeby jakichś błędów nie powtórzyć. Jak pan mówi - do drużyny nie miał pretensji. A do siebie? Choćby o tę zmianę Pedro Tiby.

- Pedro nie strzela rzutów karnych. Nie podszedłby w serii jedenastek. Ćwiczyliśmy to z innymi zawodnikami, nie był wyznaczony.

Wracając do stylu. To pan decyduje jak gra zespół, czy przełożeni narzucili takie wymagania podobnie jak konieczność wprowadzania młodych piłkarzy?

- Jeśli popyta się o to, jak chciałem grać w moich poprzednich klubach - w Wieluniu, w Opolu, w Legnicy, w Pruszkowie - to okaże się, że wszędzie proponowałem ofensywny styl. Taką prezentację pokazałem też prezesom i radzie nadzorczej Lecha, zanim jeszcze dostałem drużynę na stałe. Odpowiadało to ich oczekiwaniom. Mój projekt się podobał, był spójny z ich wizją.

A ile zostanie z tego zespołu? Mówił pan o trudnym ostatnim oknie transferowym, ale wtedy Lech oddawał piłkarzy, których nie chciał już mieć w klubie. Teraz może stracić tych najbardziej wartościowych.

- Cóż mogę odpowiedzieć? Pyta pan tak, jakbym wiedział, co się wydarzy. A ja wiem tyle, że na razie nie ma żadnej oferty na stole.

Czyli planuje pan zespół z Kamilem Jóźwiakiem?

- Dopóki nie ma żadnej oferty, to tak planuję. Jak jakaś się pojawi, klub powie, że ten zawodnik jest gotowy do odejścia, a my możemy go zastąpić, to pewnie tak się stanie. Na dzisiaj nie mam informacji, żeby ktoś miał od nas odejść.

Zimą, gdy niespodziewanie przyszła oferta za Darko Jevticia, miał pan gotowy pomysł na Daniego Ramireza. Pamiętam, że na obozie w Turcji mówił pan, że zgodził się na sprzedaż, ale wskazał pan piłkarza, którego chce w zamian. Teraz też zasugeruje pan konkretnych następców?

- Mam takich piłkarzy. Obserwujemy wielu zawodników, później ja oglądam mecze tych wyselekcjonowanych. Jeśli pojawi się oferta za któregoś z naszych piłkarzy, a dobrze wiemy, o których chodzi, to mam swoich faworytów na następców. Jeśli kogoś zdecydujemy się sprzedać, to chcemy w jego miejsce sprowadzić pełnowartościowego zastępcę.

Skoro tak dobrze wyszło z Ramirezem, to będziecie dalej szukać wśród zawodników wyróżniających się w ekstraklasie?

- Daniego długo obserwowaliśmy. Jak Jevtić odszedł, to wiedzieliśmy, że możemy go zastąpić jeden do jednego. Ale nie do końca ma znaczenie to, czy piłkarz będzie z zagranicy, czy z polskiej ligi.

Czeka pan na powrót Joao Amarala?

- Jest wypożyczony i zgodnie z umową powinien się stawić na pierwszym treningu.

Ale podobno zabiera mu pan radość z gry. Stawi się?

- Nic na ten temat nie wiem. Nie wydaje mi się, żebym komuś zabierał radość z gry. Jak wróci, to wyjaśnimy sobie, co miał na myśli.

To przejdźmy do tych, którzy będą na pewno. Czym pana przekonał Mikel Ishak?

- Jest bardzo mobilny, a przy tym dobrze gra tyłem do bramki. Nieźle wychodzi też do podań prostopadłych. Bardzo dobrze zakłada pressing. Będziemy mieli z niego dużo radości.

Co w takim razie stanie się z Pawłem Tomczykiem i Timurem Żamaletdinowem?

- Wszystkie decyzje będziemy komunikować po ostatnim meczu.