Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kibice Legii czekali niemal do samego końca. Wybrali symboliczny moment

To był mecz pod wysokim napięciem, ale tylko do 23. minuty. Do gola Tomasa Pekharta. Potem zaczęło się świętowanie. Najpierw na trybunach, gdzie zapłonęły race, a potem na boisku, gdzie Legia Warszawa pokonała Cracovię 2:0 i na dwie kolejki przed końcem sezonu odzyskała mistrzowski tytuł.

 - No co jest!? Głośniej! - zdawało się, że krzyknął Jan Mucha, który na 45 minut przed meczem wyszedł z legijnymi bramkarzami na rozgrzewkę. Jeszcze wtedy na stadionie było cicho, ale było już widać, że kibice na Żylecie szykują oprawę. Mistrzowską. Nie pokazali jej jednak, jak to robią z reguły, na wyjście piłkarzy z tunelu przed meczem, a dopiero pod koniec meczu. W 88. minucie, a w zasadzie to prędzej o 19:16, czyli godzinie, która dla Legii jest dość symboliczna (1916 rok to rok założenia klubu).

Zobacz wideo Popis Roberta Lewandowskiego! Maszyna do strzelania goli [ELEVEN SPORTS]

- Porażka zawsze jest mniej bolesna, kiedy z niej coś wyciągasz i czegoś się uczysz. A my teraz możemy szybko pokazać, że coś wyciągnęliśmy i się czegoś nauczyliśmy. W szatni poruszyliśmy już wiele kwestii związanych ze wtorkowym starciem [Legia przegrała 0:3 z Cracovią w półfinale Pucharu Polski] i w sobotę przyjdzie czas, by to udowodnić. Pokazać, że można inaczej - mówił przed meczem Vuković.

W trakcie meczu był spokojny, ale tylko przez chwilę. Bo kiedy w 8. minucie Cracovia miała rzut z autu na wysokości pola karnego Legii, aż wybiegł poza własną strefę. Bo wiedział, że to najgroźniejsza broń Cracovii. Ale denerwował się też z innych powodów. W 17. minucie razem z Michałem Probierzem został ukarany żółtą kartką. Za dyskusję, którą chwilę wcześniej sprowokował faul Floriana Loshaja na Luquinhasie.

Radość była ogromna

Nerwy puściły w 23. minucie, kiedy Legia strzeliła gola na 1:0. Kiedy głową trafił Tomas Pekhart - po podaniu Pawła Wszołka - wszyscy piłkarze podbiegli cieszyć się w narożniku boiska. Radość była ogromna, ale gol nie od razu został uznany, bo sędzia Jarosław Przybył sytuację pod kątem spalonego konsultował jeszcze z VAR.

Spalonego nie było, ale widać było, że po tym golu z piłkarzy Legii zeszło ciśnienie. W tym momencie ich rywale potrzebowali nie jednej, a dwóch bramek, by w sobotę w Warszawie zakłócić plany świętowania mistrzostwa. - Zrobimy wszystko, aby w sobotę wygrać. Zdajemy sobie sprawę, że Warszawa to trudny teren, ale postaramy się sprawić niespodziankę - zapowiadał Michał Probierz.

Mistrz, mistrz, Legia mistrz!

Niespodzianki nie było, ale choć przewaga Legii momentami była ogromna, to nie było tego widać w golach. Gdyby Cracovia przegrywała do przerwy 0:3, nie mogłaby powiedzieć, że wynik byłby niesprawiedliwy. Ale przegrywała tylko 0:1, bo mylił się Luis Rocha, który w sobotę czarował sztuczkami przed polem karnym Cracovii i rozgrywał bardzo dobry mecz, pewnie jeden z ostatnich w Legii. Mylił się także Domagoj Antolić. Doskonałej okazji nie wykorzystał też Walerian Gwilia, który tuż przed przerwą z kilku metrów uderzył nad poprzeczką.

Kiedy drużyna Vukovicia wybiegła na drugą połowę, cały stadion śpiewał, że to Legia jest mistrzem Polski. A po godzinie gry na Żylecie odpalone zostały race i świece dymne, z których gęsty, ciemny dym przerwał spotkanie. Sędzia wznowił je po kilku minutach, ale choć przerwa chyba lepiej podziałała na Cracovię, bo w końcu potrafiła stworzyć jakieś zagrożenie, to dalej strzelała Legia. W 75. minucie szybki atak wykończył Gwilia i już na stadionie nikt nie miał wątpliwości.

- Mistrz, mistrz, Legia mistrz! - pokrzykiwali kibice na trybunach w trakcie meczu, a po meczu dołączyli do nich piłkarze, którzy świętować też nad Wisłą. W okolicach wiślanych bulwarów, bo w tym roku to tam, a nie jak dotychczas na warszawskiej Starówce, Legia planuje dalszą celebrację mistrzostwa.

Mistrzostwa, które zdobyła na dwie kolejki przed końcem sezonu, bo przed nią jeszcze wyjazdowy mecz z Lechią (środa, godz. 20.30) i u siebie z Pogonią (niedziela, 17.30).

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .



Więcej o: