Kompromitujący błąd pokazał największy problem Legii Warszawa. Musi zmienić priorytety

Dwie porażki i dwa remisy, to bilans ostatnich czterech spotkań Legii Warszawa. Wicemistrzowie Polski wypadli z rytmu i zmagają się z coraz większą liczbą problemów. Wtorkowa przegrana z Cracovią (0:3) w półfinale Pucharu Polski uwydatniła największy brak drużyny Aleksandara Vukovicia. Brak, przez który władze klubu być może będą musiały zmienić swoje priorytety.
Zobacz wideo Spadkowicze z ekstraklasy zostaną w lidze? "Idiotyczny pomysł"

Była 82. minuta spotkania półfinału Pucharu Polski, w którym Legia mierzyła się na wyjeździe z Cracovią. Gospodarze prowadzili już 2:0, a goście rozpaczliwie próbowali odrobić straty. Na tyle rozpaczliwie, że jeden z ich piłkarzy, Paweł Stolarski, dał się ośmieszyć Mateuszowi Wdowiakowi. Zawodnik "Pasów" otrzymał podanie na środku boiska, po czym mocno wypuścił piłkę przed siebie. I mimo że miał do bramki warszawiaków przynajmniej kilka metrów dalej, z łatwością go wyprzedził, a następnie precyzyjnym strzałem przy słupku pokonał Wojciecha Muzyka.

Stolarski ośmieszony przez Wdowiaka w trakcie meczu Cracovii z LegiąStolarski ośmieszony przez Wdowiaka w trakcie meczu Cracovii z Legią polsatsport.pl

Stolarski uwydatnił brak Vesovicia

Sytuacja z meczu z Cracovią nie jest zresztą pierwszą ostatnio, w której Stolarski pokazał, że do pierwszego składu Legii po prostu nie pasuje. Przynajmniej w takiej formie. "Wyraźnie odczuwał trudy rozgrzewki" - pisali na Twitterze kibice i dziennikarze. "Widać po nim trudy meczu, już 60 sekund na boisku" - zauważali żartobliwie niektórzy, tuż po wejściu obrońcy do gry. Te żarty nie są jednak jedynie efektem jednego słabego występu. Trudno właściwie znaleźć mecz (w tym sezonie było ich łącznie raptem 17), w którym 24-latek się nie pomylił.

Stolarski w ostatnich dniach (od 21 czerwca) wystąpił w czterech spotkaniach. Jednym pucharowym, tym z Cracovią, i trzech ligowych. Zaczął od meczu ze Śląskiem, w którym zyskał pseudonim "człowiek-sanki", pokazując nieudolność w próbie zastąpienia kontuzjowanego Marko Vesovicia.

W meczu z Jagiellonią (0:0) tragedii nie było, ale kilku pomyłek i otrzymania żółtej kartki Stolarski nie uniknął. W meczu z Piastem (1:1) usiadł więc na ławce rezerwowych. Wrócił na hitowe starcie z Lechem (1:2), podczas którego Tymoteusz Puchacz i Kamil Jóźwiak zrobili sobie po jego stronie autostradę. Zawodnicy grający po lewej stronie formacji "Kolejorza" tak niemiłosiernie demolowali Stolarskiego, że Vuković zdecydował się na rozpaczliwy ruch - zdjęcie go w 52. minucie i wprowadzenie równie elektrycznego Luisa Rochy.

Niezastąpiony Vesović

Sytuacje z ostatnich meczów pokazały, że opinie o Vesoviciu, mówiące, że to najsolidniejszy zawodnik obecnej Legii, nie są w żaden sposób przesadzone. Czarnogórzec od początku przygody z Legią spisuje się solidnie. Ale w tym sezonie wyrósł na jednego z jej najważniejszych graczy. Jego kontuzja zerwanych więzadeł w kolanie, eliminująca go z gry na ponad pół roku, to więc nie tylko problem. To katastrofa. Bo brakować 28-latka będzie nie tylko w końcówce tego sezonu, ale także niemal przez pół kolejnych rozgrywek. Zastępców natomiast brak.

Do tej pory wydawało się, że dobrym pomysłem będzie przesunięcie na prawą stronę Michała Karbownika, którego po lewej stronie boiska niebawem zastąpiłby sprowadzony z Lechii Gdańsk Filip Mladenović. Po pierwsze nie wiadomo jednak, czy Karbownik w Legii w ogóle zostanie (interesuje się nim mnóstwo klubów z całej Europy), po drugie we wtorek pokazał, że prawa strona defensywy to nie do końca jego bajka. We wtorek przy pierwszej bramce Wdowiaka młody legionista nie do końca wiedział, w jaki sposób ma pomóc walczącemu z dwoma zawodnikami Wietesce, natomiast przy golu Michała Helika (na 2:0), to on zawalił krycie zawodnika, który wpisał się na listę strzelców.

Alternatywy w takiej sytuacji są jeszcze co prawda dwie. Pierwszą jest wspomniany wcześniej Rocha, ale trener, a także kibice, raczej nie widzą w nim zawodnika, który miałby prowadzić Legię do sukcesów. Drugą jest przesunięcie na prawą stronę Artura Jędrzejczyka. On jednak od dłuższego czasu znacznie lepiej czuje się środku defensywy. Zresztą nawet, jeśli miejsce w obronie byłoby mu obojętne, wyrwanie go ze środka pozostawiłoby lukę nie do załatania. William Remy często jest kontuzjowany i prawdopodobnie niebawem opuści warszawski zespół, forma Wieteski jest dość niestabilna (poza tym od kilku okien transferowych mówi się o jego możliwym odejściu), a Inaki Astiz nie gwarantuje już odpowiedniej jakości. Zostaje więc tylko Igor Lewczuk. I właśnie Jędrzejczyk, który na początku sezonu tworzył z Lewczukiem żelazną obronę wicemistrzów Polski.

Priorytet dla Legii

Do tej pory wydawało się, że w trakcie letniego okna transferowego Legia będzie miała dwa priorytety: sprowadzenie bramkarza (aby zastąpić Radosława Majeckiego sprzedanego do AS Monaco) i lewego obrońcy (to już zrobiła, transferem Mladenovicia zabezpieczając się na wypadek odejścia Karbownika). Teraz wiele wskazuje na to, że skauci warszawskiego klubu swoje siły muszą przerzucić na poszukiwania prawego obrońcy, bo bez Vesovicia Legii jesienią może być bardzo trudno.

Przeczytaj także:

Więcej o: