Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłkarze Lecha nie chcieli tego, co zdarzyło się dwa lata temu. I cel swój osiągnęli

Działo się: momentami na murawie leżało po trzech piłkarzy, obaj trenerzy dostali żółte kartki, Kamiński po golu skakał jak szalony, Jóźwiak strzelił gola plecami, a po przerwie dominowała Legia. Lech Poznań po meczu pełnym napięcia wygrał 2:1 i osiągnął najważniejszy cel: warszawiacy muszą odłożyć świętowanie mistrzostwa.
Zobacz wideo

To było absolutnie najważniejsze. Legia i tak to mistrzostwo zdobędzie, ale piłkarze Lecha mieli zrobić wszystko, żeby nie cieszyła się w Poznaniu. Kibice widzieli to już dwa lata temu. I wystarczy - wtedy na kwadrans przed końcem chuligani zniszczyli ogrodzenie, wbiegli na murawę, sędzia przyznał Legii walkowera, a wojewoda na kilka meczów zamknął stadion. W tym roku nastroje w Poznaniu są już inne, ale mecze z Legią zawsze są najważniejsze w sezonie - okoliczności mogą dodatkowo podnieść temperaturę, ale zbić jej nie sposób. Szczególnie po wychowankach Lecha - Kamilu Jóźwiaku, Jakubie Moderze, Jakubie Kamińskim i Tymoteuszu Puchaczu - widać było wielką chęć zwycięstwa. Reszta piłkarzy poszła za nimi: znacznie lepiej niż w poprzednim meczu z Legią zagrał Dani Ramirez, nieoceniony w środku pola był Pedro Tiba, nieźle spisał się Timur Żamaletdinow, zastępujący zawieszonego za kartki najlepszego strzelca - Christiana Gytkjaera.

Lech Poznań - Legia WarszawaLech Poznań - Legia Warszawa Fot. Piotr Skornicki / Agencja Gazeta

Lech ciężko zapracował na to zwycięstwo. Nie dość, że był lepszy piłkarsko, to jeszcze w pierwszej połowie zdecydowanie przewyższał Legię determinacją. Już na początku jego piłkarze narzucili znacznie szybsze tempo niż w ostatnim meczu tych drużyn - 30 maja, zaraz po wznowieniu sezonu. A patrząc na to, jak rozpoczęli to spotkanie piłkarze Legii, prawdopodobnie nastawiali się na zdecydowanie spokojniejsze granie. I to też da się zrozumieć - do zdobycia mistrzostwa wystarczył jej remis, a za pasem był jeszcze mecz Pucharu Polski z Cracovią (wtorek, godz. 20.00). Słowem - widać było, kto w tym meczu musi, a kto może.

Perfekcyjna pierwsza połowa Lecha Poznań

Jakże inny był to mecz niż wspomniane spotkanie tych zespołów z końcówki maja. Wtedy Lech przegrał 0:1 po prostym błędzie Mickeya van der Harta. Taktycznie to Aleksander Vukovoić pokonał Dariusza Żurawia. Wtedy Jóźwiak kompletnie przepadł w pojedynku z Arturem Jędrzejczykiem. Teraz, przy drugim golu, Jakub Kamiński zatrzymał się tuż przed nim, spojrzał w oczy i na dwóch metrach zupełnie odjechał z piłką. Jeden zwód, przyspieszenie i strzał wystarczyły, by padł gol. Piłka jeszcze otarła się od nogi reprezentanta Polski, ale to tylko pomogło - po chwili wpadła do siatki po odbiciu od słupka. Wojciech Muzyk nie zdołał jej zatrzymać. Bez rykoszetu - szanse miałby znacznie większe.

Idąc dalej: wtedy Lech nie miał w środku metra wolnej przestrzeni, na czym najbardziej tracił Dani Ramirez. A dziś? To prostopadle podał do Puchacza, to uderzył sprzed pola karnego, to wyprowadził Jóźwiaka sam na sam z bramkarzem. Podobnie Moder - miał czas, żeby spokojnie złożyć się do strzału z 25 metrów, podaniem do Żamaletdinowa minąć czterech zawodników Legii. Jóźwiakowi znacznie łatwiej niż z Jędrzejczykiem, grało się z Pawłem Stolarskim. Miał sporo swobody, wygrywał większość pojedynków, miał dobre okazje do zdobycia bramki. Trener Legii to widział i zaraz po przerwie zmienił Stolarskiego na Luisa Rochę. Jóźwiak dał też Lechowi prowadzenie, gdy otoczony trzema piłkarzami Legii zdołał wykorzystać mocne dośrodkowanie z rzutu rożnego. Trafił piłkę nietypowo - plecami, ale wrzutka Modera była tak dobra, że piłka i tak wpadła do siatki.

Cierpienia młodego Lecha po przerwie

Ale Lech miał też trudny moment w tym meczu. Po przerwie i po zmianach przeprowadzonych przez Vukovicia zaraz na początku drugiej połowy Legia zaczęła grać lepiej - odważniej, agresywniej i szybciej w środku. Po godzinie Kolejorz stracił kontrolę nad meczem - okazje mieli Walerian Gwilia i Tomas Pekhart. Coraz częściej goście wykonywali rzuty rożne. Po jednym z nich - w 71. minucie - Jędrzejczyk przeskoczył Lubomira Satkę, uderzył piłkę głową, ta trafiła w słupek, ale po dobitce Igora Lewczuka była już w siatce. Środkowi obrońcy pozwolili Legii złapać kontakt i postawili piłkarzy Lecha w trudnej pozycji. Złapali wiatr w żagle, parli do przodu, by wyrównać. A przecież Legia wyspecjalizowała się w tym sezonie w odrabianiu strat. 

Trener Żuraw reagował - mecz na prawej stronie kończyło dwóch prawych obrońców - Robert Gumny grał przed Bohdanem Butko, żeby ograniczyć ofensywne wejścia wprowadzonego z ławki Mateusza Cholewiaka. Kilka razy zespołowi pomógł van der Hart, obrońcy Lecha faulowali tuż przed polem karnym, ale sędzia Paweł Gil tego nie widział. Nieliczne sytuacje w ofensywie marnowali młodzieżowcy - Filip Szymczak i Filip Marchwiński. Gdy sędzia gwizdnął po raz ostatni, przy Bułgarskiej było czuć ulgę. Prowadzenie udało się utrzymać do końca.

W pierwszej połowie Lech pokazał, jak wielki ma potencjał i jak dobrze rozwijają się jego najmłodsi piłkarze. Że już dorastają do naprawdę ważnych meczów. Z kolei w drugiej wysłał kolejny sygnał, że dojrzewa jako zespół i potrafi wytrzymać w trudnych momentach. Z zaciśniętymi zębami wygrał już z Piastem w Gliwicach, a w sobotę przetrwał z odmienioną po przerwie Legią. Spełnił oczekiwania kibiców, pierwszy raz w tym sezonie pokonał zespół Vukovicia i przybliżył się do wicemistrzostwa Polski.

Więcej o: