Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mecz, który w Legii wzbudził niepokój. I nie chodzi tu wcale o mistrzowską fetę

Koledzy z drużyny nie pomogli Wojciechowi Muzykowi, by zaliczył udany debiut w ekstraklasie. Ale nie pomógł też sam Muzyk, bo jego występ przeciwko Lechowi Poznań (1:2) nie daje żadnych gwarancji, że Legia Warszawa może być spokojna o obsadę bramki. Też z innych powodów.

- Na pewno będzie nam łatwiej niż z bramkarzem, który gra co tydzień i jest w rytmie meczowym. Ale przede wszystkim trzeba dojść do sytuacji strzeleckich. A to wcale nie będzie proste, bo Legia w defensywie gra solidną piłkę - mówił przed meczem Dariusz Żuraw. I Legia solidną piłkę w defensywie grała, ale przez pierwsze 20 minut, kiedy akurat Lech nie kwapił się z atakami. To były minuty, kiedy jeszcze nic nie można było napisać o grze Wojciecha Muzyka, który po odejściu Radosława Majeckiego wskoczył do bramki Legii.

Zobacz wideo Popis Roberta Lewandowskiego! Maszyna do strzelania goli [ELEVEN SPORTS]

Występ Muzyka był przed meczem chyba największą zagadką. Nawet większą niż kontuzja pleców Radosława Cierzniaka, który co prawda tydzień temu wrócił już do treningów, ale w Poznaniu usiadł na ławce. Vuković tłumaczył to tym, że Muzyk po prostu zasłużył sobie na tę szansę treningami. Ale być może pomógł mu też stan zdrowia Cierzniaka, bo choć w tygodniu usłyszeliśmy w klubie, że z Cierzniakiem już jest wszystko w porządku, to dzień przed meczem z Lechem 37-latek znowu nie trenował z drużyną.

Debiut w ekstraklasie

Dla Muzyka mecz z Lechem był debiutem w ekstraklasie. I dopiero drugim meczem w barwach Legii (jesienią rozegrał 10 spotkań w trzecioligowych rezerwach). Ten pierwszy nie był do końca udany. Nie do końca, bo Legia pod koniec maja - w pierwszym meczu po koronawirusowej przerwie, który był też debiutem Muzyka - pokonała 2:1 Miedź Legnica i awansowała półfinału Pucharu Polski (we wtorek zagra z Cracovią), ale stracona bramka mocno obciążała konto 21-latka. - Ale i tak mój debiut oceniam dobrze - mówił po tamtym meczu Muzyk.

Po meczu w Poznaniu tak nie powie na pewno. O ile jeszcze pierwsza bramka, która padła po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i którą Kamil Jóźwiak strzelił plecami, nie obciąża Muzyka (prędzej obrońców, a konkretnie chyba nawet bardziej Domagoja Antolicia, który był najbliżej i nie upilnował Jóźwiaka), o tyle do drugiej można się trochę przyczepić. Nie w całości, i nie jakoś bardzo, bo Jakuba Kamińskiego wcześniej do strzału dopuścił Artur Jędrzejczyk, ale to był strzał, który Muzyk, gdyby stał dwa kroki w lewo albo zareagował pół sekundy szybciej, mógł obronić.

Nie obronił, ale Lech, który od 29. minuty po golu Kamińskiego prowadził z Legią 2:0, więcej razy uderzał na jego bramkę. Szczególnie groźnie w pierwszej połowie, kiedy Muzyk wybijał piłki m.in. po uderzeniach Jakuba Modera (przepotężnym) i Tiby (równie mocnym). Oba strzały były z dystansu i do obu dopuścili piłkarze z pola, którzy w sobotę też nie za bardzo pomogli Muzykowi, by zaliczył udany debiut w ekstraklasie. Również swoją grą z przodu, bo zespół Vukovicia w ofensywie też nie zachwycał. Zero celnych strzałów do przerwy w zasadzie mówi tutaj wszystko.

Nie był to mecz, który zbudował Muzyka

Po przerwie było już lepiej, nawet udało się zdobyć kontaktową bramkę (71. minuta, Igor Lewczuk), ale nie udało się zdobyć punktu. Jakże cennego, bo gdyby Legia w sobotę zremisowała z Lechem, to na trzy kolejki przed końcem sezonu cieszyłaby się z mistrzostwa Polski. Świętowanie musi odłożyć przynajmniej o tydzień. Ale o ile zdobycie tytułu i tak już wydaje się przesądzone, o tyle obsada bramki wciąż jest niewiadomą. Bo na pewno nie był to mecz, który zbudował Muzyka. A takie mecze akurat budować potrafią.

W Legii mają jednak tego świadomość i występ Muzyka przeciwko Lechowi niewiele tu zmienia. By nie napisać, że nic, bo w Legii wiedzą od dawna, że po sprzedaży Majeckiego, potrzebny jest nowy bramkarz. Przede wszystkim doświadczony, przy którym dalej rozwijać miałby się Muzyk, ale też wracający z wypożyczenia do pierwszoligowego Radomiaka 18-letni Cezary Miszta. A może nawet przede wszystkim Miszta, bo przy Łazienkowskiej wiele osób mówi, że w swoim wieku jest nawet on lepszy od Majeckiego. I to przede wszystkim on zapowiadany jest jako jego następca.

Z Muzykiem aż tak dużych nadziei nikt nie wiąże, dlatego przed nim teraz bardzo ważne tygodnie. Tym bardziej że problemy z plecami Cierzniaka ciągną się już niepokojąco długo i wcale nie bylibyśmy zdziwieni, gdyby w kolejnym meczu, ale też w następnych - czytaj: do końca sezonu - w bramce Legii nadal stał Muzyk.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .

Więcej o: