Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

6 milionów euro za 18-latka z Ekstraklasy? Trzech Polaków broni honoru napastników

Przynajmniej 6 mln euro za Bartosza Białka oczekuje Zagłębie Lubin. Sporo. Ale cena dziwić nie powinna, bo 18-latek jest jednym z nielicznych Polaków, którzy w Ekstraklasie bronią honoru polskich napastników. Reszta stała się "ofiarami" poszukiwania przez zagraniczne kluby nowego Roberta Lewandowskiego. Problem w tym, że sam Białek niedługo także może pójść w ich ślady.

20 goli i 2 asysty – to dorobek Christiana Gytkjaera w tym sezonie Ekstraklasy. Duński napastnik Lecha Poznań pewnie zmierza po zdobycie korony króla strzelców. I wątpliwe, by ktoś w jej zdobyciu był w stanie mu przeszkodzić.

Zobacz wideo Lech Poznań pobije rekord Europy? [SEKCJA PIŁKARSKA #52]

Zagraniczny peleton

Realnym konkurentem Gytkjaera w pierwszej rundzie był Jarosław Niezgoda z Legii Warszawa. Jego już jednak w naszej lidze nie ma, bo zimą przeniósł się do amerykańskiej MLS. W lidze są natomiast inni skuteczni napastnicy. Jednak nie tak skuteczni jak snajper Lecha. W tej chwili drugą pozycję w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników zajmuje Słoweniec Damjan Bohar z Zagłębia Lubin, który ma na koncie 14 goli. Tyle samo ma także Jorge Felix z Piasta Gliwice. Jego rodak, Igor Angulo, dla Górnika Zabrze strzelił dotychczas 13 goli, podobnie jak Portugalczyk Flavio Paixao. Barierę 10 goli przynajmniej o jedno trafienie przekroczyli jeszcze Jesus Imaz (Jagiellonia Białystok) oraz Jesus Jimenez (Górnik Zabrze).

O ile gra wymienionych piłkarzy w naszej lidze może zadowalać i przysparzać kibicom emocji pozytywnych, o tyle te negatywne też za sobą niesie. Wśród najskuteczniejszych strzelców ligi próżno bowiem szukać Polaków. Biorąc pod uwagę zawodników wciąż u nas grających, wyróżnić można jedynie trzech graczy: Piotra Parzyszka z Piasta Gliwice (10 goli), Pawła Brożka z Wisły Kraków (8 goli) i Bartosza Białka z Zagłębia Lubin (7 goli). Z całym szacunkiem dla wszystkich wymienionych, jedynie tego ostatniego można nazwać napastnikiem perspektywicznym. Problem w tym, że jego skuteczność może być też jego pułapką.

Klątwa poszukiwań nowego „Lewandowskiego”

Białek w tym sezonie strzelił w lidze 7 goli. Wynik, jak na jego wiek, bardzo przyzwoity. Wynik jednak taki, że zawodnik spokojnie mógłby zostać w Polsce jeszcze przynajmniej na sezon lub dwa, by nabrać doświadczenia, okrzepnąć. Już teraz mówi się jednak o możliwym letnim transferze 18-latka. I to transferze nie byle jakim, bo takim, na którym Zagłębie chce zarobić nawet 6-8 mln euro. Niedawno mówił o tym prezes klubu z Lubina, Artur Jankowski.

Białkiem interesują się m.in. kluby niemieckie: Bayer Leverkusen i Schalke 04 Gelsenkirchen. Pytanie, czy wyjazd po jednym udanym sezonie, a właściwie jednej udanej rundzie, nie okaże się dla Białka wyjazdem zbyt szybkim. Takim, który spowoduje, że wielki talent Zagłębia po prostu przepadnie tak, jak przepadło już wiele talentów.

Wystarczy cofnąć się do ubiegłego lata, by zobaczyć, że zbyt szybkie opuszczenie polskiej ligi nie jest dobrym rozwiązaniem. Po sukcesie transferowym, jakim niewątpliwie było sprowadzenie Krzysztofa Piątka z Cracovii, a następnie sprzedanie go z ogromnym zyskiem do Milanu, "przejechali się" szefowie Genoi. Włosi kupili Filipa Jagiełło z Zagłębia Lubin, którego Serie A przerosła. Na 26 możliwych meczów ligowych, Polak wystąpił w sześciu. I nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku Szymona Żurkowskiego, za którego Fiorentina zapłaciła Górnikowi Zabrze 3,7 mln euro. 22-letni pomocnik w tym sezonie rozegrał dla zespołu z Florencji tylko dwa mecze - w pierwszym pojawił się na boisku na 60 sekund, a w drugim na 9 minut.  Nawet w sytuacji, gdy kontuzjowani byli Erick Pulgar i Gaetano Castrovilli (konkurenci do gry w środku pola Fiorentiny), trener klubu z Florencji wolał postawić na debiutanta, Sebastiano Cristoforo.

Szefowie Fiorentny zimą zdecydowali się więc wypożyczyć pomocnika do Empoli. Na początku roku obejrzał on pierwsze siedem meczów z ławki. W pierwszym spotkaniu przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa co prawda już zagrał, ale na boisko wszedł z ławki na ostatnie 23 minuty.

Obydwaj wspomniani gracze stali się „ofiarami” poszukiwania „nowych Lewandowskich” przez zagraniczne kluby. Nie tyle nawet kopii Roberta Lewnadowskiego, co piłkarzy równie utalentowanych, mających równie duży potencjał. O ile Jagiełło i Żurkowski to przykłady graczy z innych pozycji, o tyle doskonałym i dokładnym przykładem „klątwy poszukiwań Lewandowskiego” może być Patryk Klimala. 21-latek rozegrał bardzo dobrą rundę jesienną Ekstraklasy – strzelił 7 goli i zaliczył trzy asysty. I tymi statystykami się chyba nieco zachłysnął. Podobnie jak jego talentem zachłysnął się Celtic. Szkoci wyłożyli za Polaka 4 mln euro i… mocno się zdziwili. A przynajmniej tak można przypuszczać, bo jakiś powód braku gry młodzieżowego reprezentanta Polski być musi. W lidze szkockiej do tej pory zagrał on dwa razy - w styczniu na 8 minut wszedł na boisko w spotkaniu z St. Johnstone (3:0), a w lutym rozegrał 7 minut w starciu z Motherwell (4:0). Do tego zebrał jeszcze 86 minut w dwóch meczach Pucharu Szkocji. W jednym z nich zaliczył nawet asystę, ale Celtic prawdopodobnie spodziewał się po nim nieco więcej.

Klimala miał przełamać złą passę polskich napastników na Wyspach. Nie było bowiem jeszcze takiego, który z twardą, fizyczną grą w Anglii czy Szkocji sobie poradził. Nie tyle nawet nie było w ogóle, co nie było w tak młodym wieku – Maciej Żurawski podpisał kontrakt z Celtikiem w wieku 29 lat, mając za sobą wiele lat gry na dobrym poziomie w Wiśle Kraków, która za jego czasów przeżywała jeden z najlepszych okresów w historii, natomiast jego kolega z "Białej Gwiazdy", Tomasz Frankowski do angielskiego Wolverhampton przeniósł się na jeszcze późniejszym etapie kariery, bo w wieku 32 lat. O ile Żurawski sobie na Wyspach jeszcze w takim wieku poradził, o tyle Frankowski się od nich odbił, nie strzelając żadnego gola w 17 spotkaniach w barwach "Wilków".

Sam Klimala tuż po transferze twierdził jednak, że gra fizyczna nie będzie dla niego kłopotem. - Jestem na to jak najbardziej przygotowany. Jestem pewien, że sobie z tym poradzę - zapowiadał z - być może nieco przesadną - pewnością siebie.  W dodatku zapowiadał to po polsku, w spotkaniu z dziennikarzami korzystając z pomocy tłumacza. O niczym to oczywiście nie świadczy, ale może dać w pewnym sensie znak ostrzegawczy dla samego zawodnika, który jak najszybciej powinien oszlifować język angielski, bo nieznajomość języka już niejednego polskiego piłkarza zgubiła. Wystarczy spojrzeć na przykładu Rafała Kurzawy we francuskim Amiens i Jarosława Jacha w angielskim Crystal Palace.

Przestroga dla młodych

Losy Jagiełły, Żurkowskiego czy Klimali, którzy rzecz jasna wciąż mają czas na zrobienie wielkich karier, powinny być przestrogą dla kolejnych talentów z Ekstraklasy. Szybki wyjazd do zagranicznej ligi nie zawsze oznacza bowiem dobrą decyzje. Pamiętać musi o tym Białek, który we wtorek wieczorem kolejny raz będzie mógł zaprezentować swoje umiejętności. Zagłębie Lubin zmierzy się bowiem na wyjeździe z Arką Gdynia.

Przeczytaj także: