Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kibice złamali przepisy na stadionach. Rząd: Konsekwencje powinny zostać wyciągnięte

- Proszę zachować dystans i usiąść co trzy krzesełka! - Ale my jesteśmy rodziną - słyszeli stewardzi zwracający uwagę szalikowcom na trybunach. Za nami pierwsze mecze z kibicami na stadionach. Czy w przypadku niektórych klubów - na razie ostatnie?

17 tysięcy kibiców przyszło w ostatni weekend na stadiony Ekstraklasy. Kolejne tysiące obserwowały mecze na trybunach w niższych ligach. To zdarzyło się pierwszy raz od ponad trzech miesięcy i pod pewnymi warunkami. Kluby miały zapewnić warunki do przestrzegania wytycznych sanitarnych. A chodziło w niektórych przypadkach o naprawdę duże grupy widzów. W Warszawie na stadion Legii przyszło 5,2 tys., w Zabrzu na mecz Górnika niemal 4,2 tys. I w sektorach zajmowanych przez najbardziej zagorzałych fanów był problem z przestrzeganiem zasad. Kibice mieli zajmować miejsca co trzy krzesełka, w odległości dwóch metrów od siebie. Na innych trybunach się udawało. Na "Żylecie", czy tam, gdzie siedzi "Torcida" w Zabrzu, były z tym problemy.

Zobacz wideo Magiczna akcja Krzysztofa Piątka! Kolega "ukradł" mu gola [ELEVEN SPORTS]

Bo wszyscy kibice to jedna rodzina

Organizatorzy zwracali kibicom uwagę zarówno komunikatami spikera, jak i przez stadionowych stewardów. Te interwencje czasem kończyły się taką wymianą zdań:

"Proszę zachować dystans i usiąść co trzy krzesełka!"

"Ale my jesteśmy rodziną". Albo: "Jesteśmy mieszkańcami jednego gospodarstwa domowego". Według rozporządzeń takie osoby nie muszą w takich sytuacjach zachowywać dystansu.  

To pokazało, że w pewnych sytuacjach klub jako organizator meczu jest bezradny. Musi liczyć na dobrą wolę kibiców podczas meczu i przy wychodzeniu ze stadionów. Największą kontrolę nad przestrzeganiem zasad klub ma przy wejściu na stadion. - Wejście przebiegło bardzo sprawnie. Mieliśmy otwartych 50 bramek (tzw. kołowrotków) - opisuje nam Tomasz Milewski, odpowiadający za bezpieczeństwo w Górniku Zabrze. - Każdy wchodzący miał zdezynfekowane dłonie i założoną maseczkę. Jeśli ktoś nie miał maseczki, mógł ją kupić. Stewardzi dbali, by do toalet nie wchodziło więcej osób, niż jest pisuarów czy kabin. Te wszystkie elementy zostały pozytywnie ocenione przez delegata meczowego, przedstawiciela miasta i sanepidu, którzy byli na meczu - uzupełnia Milewski.

Podobnie wyglądała organizacja wejścia w Warszawie. Ale z telewizyjnych obrazków z meczów zapamiętamy co innego. Na "Żylecie"  przed meczem ze Śląskiem kibice usiedli tak, jak powinni, zajmując miejsca na niższym i wyższym piętrze trybuny. Ale tuż przed pierwszym gwizdkiem arbitra w jednym momencie przeszli na górną część widowni i tam w dużej grupie kibicowali drużynie. Zakładając, że scenariusz na następnych meczach będzie wyglądał podobnie: czy dla klubu lub kibiców może się to wiązać z jakimiś konsekwencjami? I kto miałby te konsekwencje wyciągać?

Po pierwsze, na zachowanie kibiców zareagować mogą same kluby, które mają wewnętrzne regulaminy stadionowe, a fani na imprezach muszą stosować się do wytycznych porządkowych i zajmować przydzielone im miejsca. Sprawdzenie tego, czy Jan Kowalski siedzi tam, gdzie powinien, nie jest zadaniem wykraczającym poza klubowe możliwości. To, czy 50 osób wokół Kowalskiego jest jego rodziną, nie ma przy tym znaczenia. Kluby nieraz nakładały na fanów zakazy stadionowe, bo ci przebywali tam, gdzie przebywać nie powinni. Bez wnikania, czy są rodziną, albo czy są z jednego gospodarstwa domowego.

"Zapoznajemy się z raportami"

Pytanie tylko, czy klubom brak dystansu między kibicami będzie przeszkadzał i czy same z siebie zaczną o ten dystans walczyć. Czy jednak ktoś inny powinien uderzyć pięścią w stół. Organizująca rozgrywki Ekstraklasa SA? PZPN? Rząd?

"Zapoznajemy się z raportami delegatów meczowych dotyczącymi kwestii zachowywania przepisowych odstępów pomiędzy kibicami na trybunach Ekstraklasy. To nowa sytuacja, w której się wszyscy znaleźliśmy i przy ocenie zdarzeń będziemy posiłkować się opiniami właściwych organów sanitarno-epidemiologicznych jako mających największe kompetencje przy ocenie tego typu zachowań. Dalsze decyzje w tym zakresie będą zależeć głównie od ich opinii i rekomendacji dotyczących konkretnego spotkania" - przekazał nam rzecznik Ekstraklasy SA Bartosz Orzechowski.

W czwartek zbiera się zarząd PZPN i według naszych informacji ma się zająć tematem kibiców na trybunach i tego, jak reagować na lekceważenie zasad. Mecze w 1. i 2. lidze bezpośrednio podlegają związkowi. W lipcu będą mecze Pucharu Polski, tu też organizatorem jest PZPN. Sprawę przestrzegania zasad w ostatniej kolejce Ekstraklasy bada już m.in Komisja Dyscyplinarna związku. Sporo do powiedzenia w kwestii fanów maja też władze publiczne.

"Kibice będą musieli surowo stosować się do rygorów"

Jeszcze przed ostatnią kolejką ligową minister zdrowia Łukasz Szumowski mówił dość kategorycznie: - Każdy mecz piłkarski jest analizowany przez wojewódzkiego inspektora sanitarnego i jego rekomendacja trafia do wojewody. Może on wydać zakaz dla takich imprez.

- Najważniejsze jest dla nas zachowanie szeroko rozumianego bezpieczeństwa, także tego zdrowotnego, dlatego ta określona przepisami grupa kibiców będzie musiała surowo stosować się do rygorów sanitarnych – podkreślał wojewoda śląski Jarosław Wieczorek.

Jakie wnioski mają władze po spotkaniu w Zabrzu czy w Warszawie? Co przekazał sanepid? Czekamy na odpowiedź rzecznika wojewody śląskiego i innych podmiotów, którym te pytania zadaliśmy.

Oczywiście można wytknąć, że stadiony to nie jedyne miejsca, na których dystans społeczny i inne zasady reżimu sanitarnego są naginane czy łamane. Skupiska ludzi widać na wiecach wyborczych. Coraz bardziej zapełnione są środki komunikacji publicznej, coraz mniej osób nosi maseczki, nawet w miejscach w których należy to robić.

"Do takich sytuacji nie powinno dochodzić"

Tylko czy to, że zasady są łamane gdzie indziej, powinno usprawiedliwiać łamanie ich na stadionie?

Rzecznik ministerstwa zdrowia Wojciech Andrusiewicz powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej, że rząd "na razie nie chciałby się z obecności kibiców na stadionach wycofywać", ale jest za "wyciągnięciem konsekwencji wobec klubów, które nie potrafią tego reżimu utrzymać".

- To, jak to wyglądało na niektórych stadionach, widzieliśmy w telewizji. Na pewno do takich sytuacji nie powinno dochodzić - podsumował Andrusiewicz.

Zaapelował też do sklepikarzy i osób uczestniczących w wiecach wyborczych o zachowywanie sanitarnych reguł i przypomniał, że odpowiednie służby mogą za ich nieprzestrzeganie nałożyć kary. Na razie trwa zatem etap przypominania i apelowania. Pytanie, co będzie po nim.

Przeczytaj także: