Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Była gwiazda Legii reaguje na słowa Tymoteusza Puchacza. "Co ten chłopak chciał osiągnąć?"

- Nie wiem czy nie jest tak, że Legia pomyślała, że już żadna drużyna w Polsce nie jest w stanie jej nic zrobić - mówi Zbigniew Mandziejewicz. Z piłkarzem, który z Legią odnosił największe sukcesy, a najdłużej grał w Śląsku Wrocław, rozmawiamy o niedzielnym meczu Legia - Śląsk, ale też między innymi o Waldemarze Fornaliku i jego Piaście. Mecz Piast - Lech w sobotę o 17.30, mecz Legia - Śląsk w niedzielę o 17.30. Relacje na żywo na Sport.pl

Legia 60 punktów, Piast 53, Śląsk 49 i Lech 49 - tak wygląda czołówka Ekstraklasy po 30 kolejkach sezonu zasadniczego. Po podziale tabeli na pierwszą i drugą ósemkę w 31. kolejce zobaczymy dwa potencjalne hity.

Zobacz wideo Dariusz Mioduski tłumaczy, jak będzie budowana Legia Warszawa [SEKCJA PIŁKARSKA #50]

Łukasz Jachimiak: Piast - Lech i Legia - Śląsk: to będzie dobry start walki w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy?

Zbigniew Mandziejewicz: Wierzę, że tak. Oczywiście szczególnie czekam na ten drugi hit. Czuję, że to będzie bardzo, otwarty mecz. Śląsk wygrał ostatnio wysoko [4:0 z ŁKS-em], nieważne że ze słabym rywalem, bo i słabemu trzeba umieć strzelić. Śląsk ma niezły sezon, dodatkowo będzie podbudowany, nie ma nic do stracenia, będzie chciał wygrać na Legii. A Legia musi ruszyć, bo ostatnio przegrała w Zabrzu [0:2]. Może miała pechowy dzień, bo sytuacje tworzyła, ale nic nie wchodziło i Górnik ją pokarał. Ale nie wiem czy nie jest tak, że sobie Legia pomyślała, że już żadna drużyna w Polsce nie jest w stanie jej nic zrobić.

Widzi Pan jakieś szanse na tytuł dla Piasta?

- Tak, bo Piast gra dobrą, solidną piłkę. Rok temu odrobił właśnie taką stratę. Ale tamta Legia była inna.

Legia Aleksandara Vukovicia się Panu podoba?

- Tak, Vuković bardzo dobrze ją prowadzi. Charakter jest najważniejszy. Vuković pod tym kątem dobiera sobie zawodników.

Gdy rok temu Legia przegrała na finiszu mistrzostwo, to Vuković grzmiał, że w zostaną w niej tylko ci zawodnicy, którzy zapier... Ale gdy na początku bieżących rozgrywek pozbył się z klubu Carlitosa, niewielu wierzyło, że dobrze robi. Co Pan wtedy myślał?

- Pamiętam, że wielu zwolenników Vuković w tamtym czasie nie miał. Ale ja wiedziałem, że on musi widzieć od środka takie rzeczy, których my nie widzimy. Coś niedobrego się działo. W takich sytuacjach czasami trzeba poświęcić nawet najlepszego zawodnika. Najważniejsze jest złapanie wspólnego języka z drużyną, pokazanie, na co się stawia. Widać, że Vuković trzyma się tego, co zapowiedział. Stawia na ludzi walecznych, a nie na gwiazdy.

Przykładem jest Mateusz Cholewiak, który w Śląsku żadną gwiazdą nie był, a w Legii jest bardzo przydatny?

- Tak, to jest bardzo dobry przykład. Cholewiak jest walczakiem, a potencjał piłkarski też ma spory. W lepszym zespole, jakim jest Legia, będzie się rozwijał. Słyszę, że Legia po cichu planuje podobne transfery. I bardzo dobrze, niech się wzmocnią i grają o Ligę Mistrzów.

To już chyba nie te czasy, że mistrz Polski się wzmacnia. Raczej trzeba się spodziewać odejścia piłkarzy, na których da się dobrze zarobić i dopiero zatrudniania kogoś w ich miejsce.

- To niestety prawda. W 1995 do Legii doszło kilku bardzo dobrych zawodników i wywalczyliśmy awans do Ligi Mistrzów. Ale nasze kluby już od lat nastawiają się nie na grę w pucharach, tylko na wyprodukowanie jakiejś gwiazdeczki i jej dobre sprzedanie. I - co jest najgorsze - zazwyczaj w miejsce takich obiecujących chłopaków sprowadzani są ludzie z zagranicy, którzy zamiast coś prezentować, wyglądają tak, jakby przyjechali się uczyć grać w piłkę. Mam nadzieję, że Legia jednak dalej będzie umiała stawiać na chłopaków, którzy walczą, już coś potrafią i mogą się rozwinąć. Ale wiadomo, że Jóźwiaka czy Puchacza nie weźmie.

Puchacz już zdążył ogłosić, że w Legii nigdy nie zagra.

- Co ten chłopak chciał taką wypowiedzią osiągnąć? Życie różnie się układa i za kilka lat on może swoich słów żałować. Nie podoba mi się, kiedy ktoś mówi w ten sposób. Chciał pokazać swoje przywiązanie do Lecha? To mógł powiedzieć, że w Polsce będzie grał tylko w jego barwach, a nie, że nigdy nie zagra w Legii. To jest niepotrzebne, to robienie złej atmosfery. Poza tym rozumiem, że chłopcy chcą wyjechać i być jak Robert Lewandowski. To jest rewelacyjne. Ale jednak trzeba widzieć, że nie każda kariera toczy się tak, jak się potoczyła kariera Roberta. Mamy przykłady zawodników, którzy wyjeżdżali do dobrej ligi i myśleli, że będą w niej grać pierwsze skrzypce, a zupełnie nie zaistnieli. I teraz co jakiś czas przymierza ich się na przykład do Legii.

Myśli Pan o Bartoszu Kapustce? Widziałby go Pan w Legii?

- Widziałbym. Szkoda mi tego chłopaka. Niestety, prezesi naszych klubów i menedżerowie naszych zawodników patrzą krótkowzrocznie. "Nie damy go do Legii, nie będzie grał przeciw nam, sprzedamy go na zachód, zarobimy więcej" - takie jest myślenie. A moim zdaniem często jeden czy drugi klub zarobiłby więcej, dając piłkarza do Legii i zapewniając sobie dobry procent od kolejnego transferu. I tak samo jest z menedżerami, którzy myślą sobie tak: "Sprzedam go, wezmę prowizję, a później zobaczymy, co się będzie działo". A mógłby taki menedżer przekonać piłkarza, żeby teraz poszedł tam, gdzie na pewno będzie grał i gdzie się rozwinie, a z szansy w zachodnim klubie żeby spróbował skorzystać wtedy, kiedy będzie lepiej przygotowany. Gdybyśmy mieli klub, który gra w Lidze Mistrzów i gdyby w tym klubie występowali najlepsi młodzi Polacy, to dla naszej piłki byłaby to najlepsza promocja. I do takiego klubu wszyscy dobrzy młodzi zawodnicy by się pchali. A tak pałętają się gdzieś i marnują talenty. Ja się nie upieram, że to Legia miałaby być tym klubem. Niech to będzie Lech, niech to będzie Wisła. Po prostu bardzo bym chciał, żeby ktoś umiał taki klub stworzyć.

Ale to się nie stanie. Legia potrafiła niedawno zapłacić 1,8 mln euro za Bartosza Slisza z Zagłębia Lubin, ale przecież nagle nie zacznie wykładać po dwa-trzy razy więcej.

- Dobrze, ale niech dalej idzie tą drogą i inwestuje, ile może. Niech zbiera wszystkie małe punkty, które może zebrać, bo to pomoże osiągnąć sukces.

Kogo z młodych, wyróżniających się ligowców Legia realnie mogłaby pozyskać w najbliższym oknie transferowym?

- A choćby Przemysław Płachetę ze Śląska. Ten chłopak wręcz musi już przejść do lepszego klubu. Śląsk wykorzystuje nie więcej niż 70 proc. jego możliwości. Fajnie, że jest najszybszy, że strzela bramki, ale my powinniśmy non stop oglądać go w pojedynkach jeden na jeden, a tego nie ma. Powinniśmy widzieć zagrania prostopadłe pod niego, a tego też brakuje. Bardzo bym chciał go zobaczyć w lepszej drużynie. Jemu trzeba dać piłkę i nikt go nie będzie w stanie na skrzydle dogonić. Trzeba u niego cały czas indywidualnym treningiem doskonalić drybling, wrzutkę, strzał, bo on to naprawdę ma i to trzeba rozwijać. Płacheta powinien tak jeździć swoim skrzydłem, żeby rywal w przerwie prosił swojego trenera o zmianę, bo już powinien mieć siły biegać. To jest diament, który trzeba oszlifować.

To teraz pomówmy o starszej młodzieży - Pan od lat zna się z Waldemarem Fornalikiem. Kibicuje mu Pan, mimo że walczy o tytuł z Legią?

- Kibicuję, i to bardzo! Wiadomo, że z Waldkiem się spotykaliśmy na boisku, walczyliśmy ze sobą. A teraz on robi bardzo dobrą robotę. Widać, że potrafi się dogadać i z piłkarzami, i z ludźmi z zarządu klubu. Dobrze sobie dobiera zawodników i chyba ma przyjemność pracować w klubie, w którym nie ma za dużo podpowiadaczy. Nie chcę nikogo urazić, ale kiedy pracowałem w Śląsku, to tam podpowiadaczy było mnóstwo. Nie byłoby problemu, gdyby podpowiadali dobrze, przecież mądrego zawsze warto posłuchać. Ale jeżeli się słyszy "Wydajmy, przecież to nie moje pieniądze", to nie jest dobrze. Z Waldkiem Fornalikiem jak się czasem spotkamy, to zawsze sobie chwilę pogadamy, zawsze mu chętnie pogratuluję. I zawsze będę mu dobrze życzył.

Czyli legionista nie zmartwiłby się, gdyby Piast Fornalika ograł Legię w walce o tytuł?

- No pewnie, że nie. Jestem legionistą i człowiekiem związanym ze Śląskiem, ale kibicuję nie tylko tym klubom. Jak którykolwiek polski zespół fajnie działa, to trzymam kciuki i mam nadzieję, że może wreszcie cokolwiek zdziała w europejskich pucharach.

Ale najbliżej Panu do Legii, bo z nią wygrał Pan najwięcej czy do Śląska, w którym grał Pan przez 10 lat?

- W Śląsku za mało żeśmy wygrali, bo tylko Puchar Polski i Superpuchar. Mało jak na tyle lat. W Legii była Liga Mistrzów, były dwa mistrzostwa, dwa puchary, tam przeżyłem zdecydowanie najwięcej radości. Ale w sumie to przez całe swoje życie w piłce trzymałem się zasady, że aktor gra na wielu różnych scenach i tak samo jest ze sportowcem.

Więcej o: