Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Deja vu w ekstraklasie. Rok temu było tak samo. A w kwestii króla strzelców wszystko jasne

Niespodziewana porażka Legii Warszawa wobec zwycięstwa Piasta Gliwice zaostrzyła walkę o mistrzostwo Polski - rok temu po 30. kolejce gliwiczanie też mieli 7 punktów straty. Za to kwestia tytułu króla strzelców wydaje się rozstrzygnięta. To najważniejsze wnioski po ostatniej kolejce sezonu zasadniczego ekstraklasy.
Zobacz wideo

Nie była to równie emocjonująca 30. kolejka jak w poprzednich latach, bo wszystkie drużyny były pewne swojego losu jeszcze przed jej rozpoczęciem. I chociaż dzisiaj w tabeli zmieniło się niewiele, to możliwe, że za kilka tygodni wrócimy do tej kolejki, by stwierdzić, że jednak była przełomowa. Niespodziewanie potknęła się bowiem Legia Warszawa, co wykorzystał Piast i zmniejszył dystans do siedmiu punktów. Dzięki temu ma identyczną stratę po 30. kolejce jak rok temu, gdy zdobył mistrzostwo Polski. Natomiast po tym jak Christian Gytkjaer wykorzystał nieobecność Jorge Felixa, strzelił trzy gole Koronie Kielce i ma już sześć bramek przewagi nad piłkarzem Piasta Gliwice, prawdopodobnie poznaliśmy króla strzelców.

Porażka Legii Warszawa, zwycięstwo Piasta Gliwice i znów przewaga po 30. kolejce wynosi siedem punktów

Rok temu przed Piastem była nie tylko Legia, ale jeszcze Lechia Gdańsk. Ale świetna końcówka sezonu i wygrane bezpośrednie mecze z głównymi rywalami, dały mu mistrzostwo. Tak wtedy, jak i teraz mecz Piasta z Legią był w Warszawie. Wtedy w 34. kolejce, teraz kolejkę wcześniej. 

W ostatnim meczu zasadniczej części sezonu Legia grała z Górnikiem Zabrze. Była faworytem: wygrała trzy mecze po wznowieniu rozgrywek, ostatnio aż 5:1 z Arką Gdynia, a do Zabrza jechała dodatkowo wzmocniona wracającym po zawieszeniu i drobnej kontuzji Jose Kante. I rzeczywiście - od początku meczu była zespołem lepszym: częściej utrzymującym się przy piłce, stwarzającym zacznie więcej okazji i na niewiele pozwalającym gospodarzom. Przed pół godziny Górnik nie stanowił żadnego zagrożenia. Nawet akcja, która nieoczekiwanie dała mu prowadzenie, na groźną wcale nie wyglądała. Jesus Jimenez prowadził piłkę środkiem boiska, przed sobą miał dwóch obrońców Legii, ale mimo to zdecydował się uderzyć. Nie był to strzał, który mógł zerwać siatkę - piłka sunęła po murawie, jednak Radosław Majecki pechowo przepuścił piłkę między rękami i nogami. Odwrócił się w stronę bramki, ale na uniknięcie błędu było za późno. Trzymając się za głowę, patrzył, jak piłka wtacza się do bramki. 

Górnikowi szczęście dopisywało też pod jego bramką. Jeszcze przy wyniku 0:0 Legii należał się rzut karny, bo Erik Janża jeden ze strzałów zablokował ręką. W Zabrzu nie było wozu VAR, a Szymon Marciniak przewinienia nie zauważył. Mylili się też piłkarze Legii. Swoje okazje zaprzepaścili Luquinhas, Tomas Pekhart, Mateusz Wieteska po rzucie rożnym, Paweł Wszołek - również głową, tyle że po dośrodkowaniu z gry i wprowadzony po godzinie Jose Kante, który trafił w poprzeczkę. Precyzji nie zabrakło za Igorowi Angulo, który znakomicie główkował po dośrodkowaniu Janży. Po tym strzale Majecki nie miał żadnych szans. Górnik wygrał 2:0.

Piast Gliwice wygrał z Jagiellonią Białystok tak, jak wygrywał w końcówce poprzedniego sezonu - z zimną krwią. Punktował po rzutach karnych, do których pod nieobecność kontuzjowanego Jorge Felixa podeszli Piotr Parzyszek i Tom Hateley. Obaj uderzyli bardzo pewnie. Mistrzowie Polski inteligentnie się bronili, mieli szczęście, gdy Jesus Imaz mocno kopnął w słupek i jeszcze lepiej kontrolowali przebieg meczu, odkąd Jagiellonia musiała grać w dziesiątkę po czerwonej kartce wyróżniającego się w tym spotkaniu Ariela Borysiuka.

Terminarz Legii i Piasta w grupie mistrzowskiej:

  • 31. kolejka: Piast - Lech Poznań, Legia - Śląsk Wrocław
  • 32. kolejka: Lechia Gdańska - Piast, Jagiellonia Białystok - Legia
  • 33. kolejka: Legia - Piast
  • 34. kolejka: Piast - Śląsk Wrocław, Lech Poznań - Legia 
  • 35. kolejka: Piast - Jagiellonia Białystok, Legia - Cracovia
  • 36. kolejka: Pogoń Szczecin - Piast, Lechia Gdańsk - Legia 
  • 37. kolejka: Piast - Cracovia, Legia - Pogoń Szczecin

Piast i Legia zagrają po cztery mecze u siebie. 

Christian Gytkjaer odejdzie z koroną dla najlepszego strzelca? 

W pierwszej połowie przeciwko Koronie Kielce napastnik Lecha był niewidoczny. Koledzy zagrywali mu za mocno, nie w tempo, a i często w ogóle nie mieli jak mu podać, bo był schowany za środkowymi obrońcami. Wszystko zmieniło się w przerwie meczu. Już w 47. minucie Pedro Tiba pojawił się na lewym skrzydle i świetnie podał wzdłuż bramki. A tam idealnie nabiegał Gytkjaer i wślizgiem wbił piłkę do siatki. Minęło dwanaście minut, a Duńczyk wykorzystał rzut karny. Cztery minuty później - w 69. skompletował hat-tricka. Ta akcja bramkowa wyglądała jak powtórka pierwszej: znów musiał tylko wbić piłkę do pustej bramki po dobrym podaniu kolegi - tym razem Tymoteusza Puchacza. Po jego trzech golach Lech wygrał z Koroną 3:0. 

Na pierwszy rzut oka zdobycie tego hat-tricka przyszło Gytkjaerowi bardzo łatwo: dwa razy strzelał do pustej bramki i raz z karnego. Ale to już nie zaskakuje - Duńczyk niezbyt często zdobywa efektowne bramki. Ta zdobyta w środku tygodnia z Pogonią Szczecin - strzałem sprzed pola karnego - to pewien wyjątek. Gdy Gytkjaerowi skończy się kontrakt i odejdzie z Lecha, poznańscy kibice nie zatęsknią za jego efektownością. Będzie im brakowało jego znakomitego ustawiania się, wypracowywania sobie pozycji i spokoju przy wykończeniu, dzięki czemu później zdobycie bramki wydaje się dziecinnie proste.

Gytkjaer ma już dwadzieścia goli w ekstraklasie. Sześć więcej niż drugi Jorge Felix, który nie wiadomo, kiedy wróci po kontuzji i siedem więcej niż pomocnik Zagłębia Lubin, Damian Bohar. Patrząc na jego skuteczność i dobrą grę Lecha w ostatnich meczach, może już przymierzać koronę króla strzelców.