Po raz pierwszy choroba zaatakowała obrońcę po IV-ligowym spotkaniu KS Opatówek w listopadzie 2019 roku. Łukasz Derbich zrobił dokładne badania, które wykazały, że zmaga się z przewlekłą niewydolnością nerek.
Były zawodnik Cracovii (2009-2010) i Ruchu Chorzów (2010-2011) postanowił od razu zakończyć karierę i rozpoczął leczenie, które pochłania wiele czasu. W rozmowie z portalem sportowefakty.pl zdradził, jak wyglądają badania, które musi regularnie robić.
- W ciągu dnia są wyznaczone 3-4 terminy. Ja przychodzę do szpitala na siódmą rano. Najpierw dezynfekcja, mierzenie temperatury ciała, a potem wejście na wagę. Każdy ma ustawioną "suchą wagę", przed dializą ściąga się wodę, żeby do niej zredukować masę ciała. W moim przypadku to 82,5 kg. I gdy po wejściu na wagę mam 82,9, to lekarze ściągają ze mnie 400 g, żeby ją wyrównać. Potem idę na stanowisko i podłączają mi po jednej igle do żyły i tętnicy. Krew wypływa do maszyny, przetacza i wraca do organizmu. Siedzę tam po 4,5 godziny trzy razy w tygodniu - ujawnia Derbich.
36-latek cały czas czeka na przeszczep nerki. - Na początku było niedowierzanie. Gdy po biopsji usłyszałem, że nerki nie da się uratować i potrzebny jest przeszczep, pogodziłem się z sytuacją i walczyłem. Potem wydłużono mi dializy, kreatynina nie schodziła, podłamałem się. Ale kiedy wychodzi słońce, mogę spędzać czas z synem i wychodzić na treningi dzieci, to dializy mogę przechodzić nawet pięć razy w tygodniu. Bo mam cel i rodzinę, która mocno mnie wspiera - kończy Derbich.
Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a