Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Młody Polak błyszczy w Lechu Poznań! Już dwa razy mógł odejść z klubu. "Duży transfer nieunikniony"

Po takim meczu jak ze Stalą Mielec, z efektowną asystą i ładnym golem, pewnie znów pojawią się plotki, że Kamil Jóźwiak niedługo odejdzie z Lecha Poznań. Bo, że się wyróżnia - widać. Że Kolejorz potrzebuje pieniędzy z transferów - wiadomo. Że Kamil jest ambitny - słyszymy. Tym razem jego odejście wydaje się nieuniknione.
Zobacz wideo

Tyle że już kilka razy wyglądało to podobnie, a jednak skrzydłowy wciąż jest w Poznaniu, ma już ponad sto meczów rozegranych dla Lecha, jest jedynym Polakiem w radzie drużyny, a na boisku jest nieoceniony. Postęp widać gołym okiem: do naturalnej szybkości doszła siła, skuteczniejsza gra w obronie i - przede wszystkim - coraz lepsze decyzje. Jóźwiak, gdy może podać, podaje. Gdy warto, żeby wszedł w pojedynek z obrońcą, wchodzi. Jest bardziej nastawiony na efektywność. Przez lata przyciągał wzrok, robił dobre wrażenie, ale goli i asyst miał niewiele. Teraz się to zmienia. Mecz w Mielcu to potwierdza. Lech wygrał ze Stalą 3:1, awansował do półfinału Pucharu Polski, a on wziął udział przy zdobyciu dwóch bramek. 

Zimą przeżył zawód

Jóźwiak miał odejść z Lecha już w zimowym oknie transferowym. Wobec poważnej kontuzji Roberta Gumnego był oczywistą "jedynką" do sprzedaży. Kolejnym wychowankiem, który pójdzie wydeptaną już przez starszych zawodników ścieżką: od debiutu w ekstraklasie w młodym wieku, przez wypożyczenie do niższej ligi, powrót do Lecha w istotniejszej roli, po odejście za spore pieniądze. Chętnych nie brakowało, bo kluby z MLS wyciągające z Polski najzdolniejszych zawodników, zwróciły uwagę również na niego, a od kilku lat jego rozwój śledzą też zespoły z Championship. Zimą najbliżej mu było do Derby County. Kluby zaczęły negocjować, Jóźwiakowi wizja gry w Anglii się podobała.

Lech poleciał na obóz do Turcji, wylądował w jednym hotelu z Rubinem Kazań i niespodziewanie sprzedał Rosjanom swojego kapitana Darko Jevticia. Podreperował budżet, ale nie mógł już pozwolić sobie na stratę kolejnego ważnego piłkarza. Jóźwiak nie był już na sprzedaż. Potrzebował czasu, by pogodzić się z tą zmianą. - Sytuacja jest podobna do tej z Robertem Gumnym, który też był blisko odejścia i później przez jakiś czas głowa nie funkcjonowała jak należy. To młodzi chłopcy. Pierwszy raz mieli okazję wyjechać za granicę. Kamil trenuje, ale widać, że czasami myśli mu uciekają. Rozmawiałem z nim. Wydaje mi się, że zostanie z nami i zrobi wszystko, żeby latem trafić do dużego klubu - mówił w styczniu Dariusz Żuraw, trener Lecha. 

Podobieństwo obu sytuacji polegało na tym, że Gumny też był już nastawiony na zagraniczny transfer. Borussia Moenchengladbach zrezygnowała z niego w ostatniej chwili - po badaniach lekarskich. Obrońca wrócił do Poznania, trenował, ale potrzebował paru dni, by od nowa wszystko sobie poukładać. Jóźwiak też dostał od trenerów taki czas. Bo choć w jego przypadku ze zdrowiem wszystko było w porządku, to zawód z braku transferu był równie duży.

Ulubieniec trenera

Jóźwiak trafił do Lecha będąc dzieckiem i od początku robił na trenerach spore wrażenie. Jego rocznik - 1998 - był najbardziej utalentowanym w historii akademii. W bursie mieszkał z Krystianem Bielikiem, Robertem Gumnym, Maciejem i Mateuszem Spychałami. Był też Paweł Tomczyk. Ale to o Jóźwiaku koledzy mówili, że jest "synkiem trenera" - Marka Śledzia, ówczesnego szefa całej akademii.

- Tak mu dogryzali, że "synek Śledzia". Lubiłem go, pewnie, ale to też nie tak, że go faworyzowałem. To co ma, zawdzięcza swoim umiejętnościom. To był taki stłumiony artysta. Artysta, bo nigdy nie bał się wejść w drybling, był odważny, kreatywny, ale stłumiony, bo ta jego niezbyt ekspansywna osobowość nie pozwalała mu stać się piłkarzem kreującym grę, mającym wpływ na drużynę. Dopiero dzisiaj do tego dorósł - mówi Śledź. - Nie był na pewno tak pewny siebie jak chociażby Bielik. Charakterologicznie - zupełnie inny, ale dynamika, łatwość dryblingu, wygrywanie jeden na jeden - to rzucało się w oczy. Na początku brakowało mu goli i asyst, ale i tego z czasem się nauczył. Jego jako pierwszego przesunęliśmy do Centralnej Ligi Juniorów, gdy w tej lidze grali chłopcy o dwa czy trzy lata starsi od niego. On bardziej niż Krystian potrzebował tej trenerskiej pieszczoty. Ale trzeba też coś zaznaczyć: świetnie prowadzony przez tatę, który jest bardzo świadomym człowiekiem - dodaje były dyrektor akademii Lecha. 

Niewiele brakowało, a trzy lata temu Kolejorz straciłby Jóźwiaka i nic na nim nie zarobił. Trenerem Lecha był Nenad Bjelica, a skrzydłowych w kadrze miał tylu, że Jóźwiak był siódmy w kolejce do gry. Za Maciejem Makuszewskim, Szymonem Pawłowskim, Mihaiem Radutem, Darko Jevticiem wystawianym wtedy najczęściej z boku boiska, Mario Situmem i Nicklasem Barkrothem, którzy dopiero trafili do klubu. I chociaż był pomijany, to warsztat trenera mu imponował. Trenował więc jak nigdy w życiu, ale klub w oficjalnych komunikatach tłumaczył, że Jóźwiak jest w słabej formie i dlatego nie gra. Dopiero Bjelica na konferencji przed meczem z Legią Warszawa w listopadzie 2017 powiedział, że nie o dyspozycję tutaj chodzi, a o umowę. Ta wygasała już w czerwcu, Lech proponował Jóźwiakowi podwyżkę i przedłużenie o cztery lata. Ale Kamil, jego tata Sławomir i agent Przemysław Pańtak z Football Managment Group woleli kontrakt na zasadzie 2+2, czyli dwa lata podstawowej umowy, która przedłuża się o kolejne dwa lata przy spełnieniu określonych warunków - w tym przypadku chodziło o gwarancję określonej liczby występów. Lech nie chciał się na to zgodzić, nie mógł dogadać się z Pańtakiem i gdy już stracił cierpliwość, otwarcie zapowiedział: latem Jóźwiak za darmo odejdzie do zagranicznego klubu. Do tego czasu miał nie grać, bo po co promować kogoś, kogo za kilka miesięcy i tak w klubie już nie będzie?

Gdy wydawało się, że wszystko jest ustalone i wychowanek wyjdzie z klubu tylnymi drzwiami, Jóźwiakowie postanowili jeszcze raz usiąść do negocjacji. Już bez agenta, którego prezesi Lecha nie chcieli widzieć. I w końcu się dogadali. Kolejorz postawił na swoim, ale Jóźwiak i tak grał coraz częściej, aż w końcu stał się zespołowi niezbędny.

Kamil Jóźwiak skorzysta na przeniesieniu Euro

Jesienią 2019 roku zadebiutował w reprezentacji Polski. Selekcjoner Jerzy Brzęczek znał go jeszcze z czasów wypożyczenia do GKS-u Katowice. Osobiście przyjechał do Poznania, by przekonać prezesów Lecha, że wypożyczenie go na Śląsk to najlepsze rozwiązanie. Dziś nikt tego ruchu nie żałuje, a Jóźwiak może być jednym z piłkarzy, który skorzysta na przełożeniu Euro o rok. - Kamil bardzo chce na nie pojechać. Ale żeby był powołany, musi regularnie grać. Zmiana klubu byłaby ryzykowna - argumentował w styczniu Dariusz Żuraw. Pod koniec lutego Jóźwiak przedłużył kontrakt do czerwca 2022 roku, dzięki czemu Lech zyskał pozycję negocjacyjną.

Latem zainteresowane kluby znów się odezwą, a Lech będzie potrzebował pieniędzy ze sprzedaży. Tym razem Jóźwiak zapewne odejdzie, a ryzyko, że transfer pokrzyżuje mu plany związane z Euro będzie mniejsze niż było w lutym 2020. Do Euro pozostanie niecały rok, a nie ledwie pół, więc czasu na adaptację w nowym klubie będzie więcej. Do zespołu dołączy przed startem nowego sezonu, a nie w jego połowie. No i będzie o te kilka miesięcy lepszy. Bo z ambicją Jóźwiaka tak to właśnie wygląda: wciąż się rozwija i gra coraz lepiej. Byli trenerzy Lecha podkreślają, że wielokrotnie zostawał po treningach doskonalić najważniejsze elementy gry. Po godzinach w klubie spotykał się jeszcze z trenerami personalnymi z "Luta Criativa", by pracować nad dynamiką, siłą i z większą świadomością korzystać ze swojego ciała.

Prezesi Lecha mają tylko nadzieję, że zanim się pożegna, wzorem Bednarka, Linettego, Kownackiego i Kędziory, pomoże zespołowi wywalczyć tytuł. Kolejorz wciąż walczy o mistrzostwo (przed wznowieniem rozgrywek ma 9 punktów straty do Legii Warszawa) i Puchar Polski (w półfinale zagra z Lechią Gdańsk).

Więcej o: