Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Janczyk chce podnieść się w nowym klubie. "Cały czas jest tutaj. Udostępniamy mu mieszkanie"

- Nawet nie chcę o tym myśleć, ile przebalowałem pieniędzy - mówi Dawid Janczyk, wielki talent polskiej piłki, któremu alkoholizm zniszczył karierę.

Tydzień z..." to nowy cykl na Sport.pl, w którym codziennie, przez siedem dni publikujemy artykuły dotykające wspólnego tematu. Od 13 do 19 kwietnia piszemy o najbardziej niespełnionych polskich talentach.

32-letni Dawid Janczyk o tym, że jest alkoholikiem, powiedział wprost w książce "Moja Spowiedź", która ukazała się we wrześniu 2018 roku. - Chciałem się po prostu otworzyć. I się otworzyłem, ale nie było łatwo opowiadać o totalnym upadku, chlaniu i jego konsekwencjach. Bo to jest książka głównie o tym. Nie o Janczyku piłkarzu, tylko o Janczyku alkoholiku, który przechlał swoją karierę, spadł na samo dno - opowiadał dwa lata temu.

Wtedy Janczyk był piłkarzem KTS Weszło, A-klasowego klubu, który należy do dziennikarza Krzysztofa Stanowskiego. To on był kolejnym, który wyciągnął do niego rękę. Pomógł wtedy też Bogusław Leśnodorski. Były prezes Legii Warszawa chciał nawet opłacać kontrakt Janczyka, ale pod jednym warunkiem: że przestanie pić. Nie przestał. Nie pojawił się na ani jednym treningu KTS Weszło. Przepadł. Zresztą nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni, ale o tym za moment.

Zobacz wideo

Tam to wszystko się zaczęło

By dobrze zrozumieć historię upadku Janczyka, należy cofnąć się do 2007 roku. - Gdybym mógł zmienić jedną rzecz w swojej karierze, nie odszedłbym wtedy do CSKA Moskwa. Tamten transfer był największym błędem w życiu. Kiedyś nie lubiłem pić, ale w Rosji byłem sam i zacząłem zapijać samotność wódką - ona wypełniała mi czas. Pamiętam, że mogłem wtedy odejść do Atletico Madryt czy Betisu Sewilla. Legia wybrała jednak ofertę Rosjan, a ja się na to zgodziłem, bo dałem jej prawo do decydowania o moim losie, chciałem być lojalny wobec klubu, który dał mi szansę, wyciągnął mnie z Sandecji. Głupio mi było się upierać przy Atletico. Ale może powinienem? Może w Hiszpanii wszystko potoczyłoby się inaczej, lepiej dla mnie? Może teraz zamiast o wódzie, opowiadałbym ci o wrażeniach z występu w finale Ligi Europy? - zastanawiał się Janczyk w 2018 roku.

W Rosji to wszystko się zaczęło. - Samotność, tęsknota za domem, frustracja, że nie łapałem się do składu. To wszystko złożyło się na mieszankę wybuchową. Nie wiedziałem, co robić z pieniędzmi, co robić z wolnym czasem, więc zacząłem pić. Sam. Może raz czy dwa napiłem się z czeskim pomocnikiem Lubosem Kaloudą i tureckim obrońcą Canerem Erkinem, który gra teraz w Besiktasie. A tak to nigdzie nie wychodziłem, z nikim się nie widywałem. Kupowałem alkohol w sklepie pod domem i piłem. Sam. Coraz więcej i więcej, aż zacząłem wpadać w cugi alkoholowe. Bo co innego pić, a co innego chlać, a ja zacząłem chlać - opowiadał Janczyk.

"Nawet nie chcę myśleć o tym, ile przebalowałem pieniędzy"

W Moskwie wytrzymał półtora roku. CSKA nie mogło się go pozbyć od razu, bo podpisało z Janczykiem pięcioletni kontrakt. Nawet nie chciało, bo na transfer wydało aż 4,2 miliona euro. W Polsce długo było to rekordem ekstraklasy, ale nawet jak na rosyjskie warunki, były to wtedy bardzo duże pieniądze. - W Legii zaczynałem od 2,5 tys. zł miesięcznie. W 2006 r. za mistrzostwo Polski dostałem 30 tys. zł. To jednak były grosze w porównaniu z zarobkami w Rosji. Tam np. za 10 minuty gry z Lokomotiwem dostawałem 40 tys. zł. Plus pensja: 150-160 tys. zł miesięcznie, która na dodatek rosła z każdym rokiem - mówił Janczyk.

- Nawet nie chcę myśleć o tym, ile przebalowałem pieniędzy. Bardzo dużo, potężną kwotę - m.in. na wycieczki z kolegami do Tajlandii, Jordanii, które oczywiście sam finansowałem. Na imprezy w Warszawie, Sopocie, Londynie - takie kilkudniowe wypady z Moskwy, gdzie na samą podróż wydawałem po 10 tys. zł. A do tego Marriott, InterContinental, Sheraton... Same najdroższe hotele, w których bywało, że mieszkałem nawet miesiąc - dodawał.

"Nie mówię, że jestem krystalicznie czysty. Przesadzałem"

Ale im dłużej Janczyk grał w piłkę, tym zarabiał coraz mniej, upadał coraz niżej. CSKA też w końcu przestała mu płacić. Starała się zejść z kosztów, dlatego wypożyczała Janczyka najpierw do Belgii (Lokeren i Germinal Beerschot), gdzie trenował pod okiem Włodzimierza Lubańskiego i nawet przez chwilę wydawało się, że wróci do żywych, a potem do Korony Kielce i FK Oleksandrii. Z ukraińskim klubem Janczyk rozstał się w 2011 roku. Miał wtedy jeszcze dwa lata ważnego kontraktu z CSKA, ale do Moskwy już nie wrócił. Zniknął z piłki na dobre, ale wciąż pisało się o nim w prasie, bo to właśnie wtedy na jaw zaczęły wychodzić jego problemy z alkoholem.

- Nie mówię, że jestem krystalicznie czysty. Przesadzałem. Ale nie było tak, że pierwsze, o czym rano myślałem, to żeby napić się z kumplami - mówił Janczyk w styczniu 2014 roku, kiedy pomocną dłoń wyciągnął do niego Jacek Magiera. Wówczas trener trzecioligowych rezerw Legii Warszawa, który pozwolił Janczykowi trenować ze swoim zespołem. Na Łazienkowską Janczyk wrócił z kilkoma kilogramami nadwagi. Przez pierwsze tygodnie tylko biegał, potem trenował dwa razy dziennie - rano wychodził na boisko z drużyną rezerw, po południu miał dodatkowe zajęcia z trenerem od przygotowania fizycznego.

Schudł siedem kilogramów, ale w kwietniu - kiedy Magiera nawet sugerował, że niebawem zacznie grać w jego zespole - Janczyk przestał pojawiać się na treningach. Legia jeszcze próbowała go ratować. Wysłała go na swój koszt do ośrodka zamkniętego w Tworkach, w którym wyleczy nałóg alkoholowy, ale Janczyk po kilku dniach zrezygnował  z terapii. Dwa miesiące później podpisał półroczny kontrakt z Piastem, gdzie pomocną dłoń wyciągnął do niego Zdzisław Kręcina, ówczesny dyrektor sportowy klubu z Gliwic.

"Ludzie nie mogli wytrzymać tego darcia"

- Dna sięgnąłem już po powrocie do Polski - przed przejściem do Piasta, podczas "dwuipółrocznego urlopu" od piłki. To był moment, w którym przeginałem już na maksa. Najgorzej było, kiedy leżałem w szpitalu na Sobieskiego w Warszawie. Lekarze pięciokrotnie podczas jednej nocy wyciągali mnie z zapaści. Strasznie krzyczałem, śniąc koszmary na jawie, i odpływałem. Ludzie nie mogli wytrzymać tego darcia. A że nie było pojedynczych sal, to wywieźli mnie na korytarz i spięli pasami, żebym się nie rzucał. Później sanitariusz, kibic Legii, powiedział mi, że czegoś takiego ten oddział jeszcze nie przeżył. Ponoć darłem się w trzech językach - po polsku, rosyjsku i angielsku. Organizm był już tak zatruty alkoholem, że znalazłem się na krawędzi śmierci. Mam wielkie szczęście, że jeszcze żyję - wspominał Janczyk kilka lat później.

Tylko że scenariusz cały czas się powtarzał. Też w kolejnych latach i klubach. Najpierw rodzinnej Sandecji, wspominanym już KTS Weszło, a potem w Odrze Wodzisław Śląski i FC Blaubeuren - niemieckim zespole, który występował na ósmym poziomie rozgrywkowym. Janczyk trafił tam w połowie 2019 roku. Kilka tygodni po tym, jak ktoś sfotografował go, gdy pijany leży pod warszawskim Dworcem Centralnym. - Upiłem się z tęsknoty za dziećmi - tłumaczył nazajutrz w rozmowie z Piotrem Dobrowolskim, dziennikarzem "Super Expressu", który był współautorem książki Janczyka "Moja Spowiedź".

"Dobrze, że pan pyta, co dobrego u Dawida"

W Niemczech Janczyk wytrzymał ledwie dwa miesiące. We wrześniu klub rozwiązał z nim kontrakt. W lutym Janczyka przygarnął MKS Ciechanów, który występuje w lidze okręgowej. - Dobrze, że pan pyta, co dobrego u Dawida, a nie złego. Dobre jest to, że cały czas jest tutaj, w naszym klubowym mieszkaniu w Ciechanowie, które mu udostępniamy - mówi prezes MKS Ciechanów Marek Łebkowski. O złych rzeczach, które trapią Janczyka, rozmawiać jednak nie chce. Podobnie Janczyk, z którym próbowaliśmy skontaktować się bezpośrednio, ale jego numer nie odpowiadał.

* Dawid Janczyk - w 2006 r. sięgnął po tytuł mistrzowski z Legią Warszawa. W 2007 r. na MŚ w Kanadzie do lat 20 zdobył trzy bramki i był nominowany, obok m.in. Sergio Aguero i Angela Di Marii, do grona najlepszych zawodników mundialu. W tym samym roku za 4,2 mln euro, jako najdroższy piłkarz ekstraklasy, został sprzedany do CSKA Moskwa, z którą zdobył wicemistrzostwo Rosji i dwukrotnie Puchar Rosji. Uczestnik Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Pięciokrotny reprezentant Polski.

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .