Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Vuković: Serbia została tydzień za Polską. Po panice poszła w drugą skrajność

- Żegnałem ojca jadącego na front, gdy rozpadała się Jugosławia. Byłem w bombardowanym przez NATO Belgradzie. I wcale się nie śmieję, gdy słyszę, że teraz trwa wojna. Trwa. Z niewidzialnym wrogiem. Serbia początkowo koronawirusa zlekceważyła, została tydzień z tyłu za Polską. I potem miała panikę - mówi Sport.pl trener Legii Warszawa Aleksandar Vuković.

Z wojny domowej w Bośni zapamiętał tyle, ile może zrozumieć trzynastolatek. Ograniczenie, a nie zagrożenie. Brak, nie strach. Brak wycieczek ze szkołą, brak wyjazdów na mecze z klubem. Brak prądu. Ich rodzinny rekord to 40 dni bez prądu. W Banja Luce, sto kilometrów od frontu. Kompletne odcięcie. Żadnej telewizji. Mama w lecie, w upale, rozpalała w mieszkaniu drewno pod fajerką, żeby było na czym wodę ugotować. Ludzie ściągali ze wsi do miast piece kaflowe. Nastolatkowie dorastający w świecie, w którym się takie rzeczy załatwiało na pstryknięcie przycisku albo przekręcenie gałki, nagle patrzyli jak ich rodzice cofają się o pół wieku i stawiają w miejskich blokach piece, które przetrwały już tylko na wsi.

Ojciec wyjeżdżał na swoją zmianę na froncie na miesiąc, wracał na tydzień, potem znów wyjeżdżał na kilka tygodni. Regularne bitwy były o półtorej godziny jazdy od Banja Luki. Ale dla tych, którzy nie doświadczyli fizycznego zagrożenia, to nadal było bardzo daleko. Nawet gdy się znało kolegów, których ojcowie nie wrócili ze swojej zmiany na froncie.

– Mało wtedy rozumiałem. Widziałem z bliska dramaty w rodzinach kolegów, ale wyjazdów ojca na front nie przeżywałem z pełną świadomością. Mama się bardzo bała. Ja mniej. Nagle zniknął dawny świat i próbowaliśmy się w tym nowym odnaleźć. Nie mam prawa dramatyzować swoich wojennych przeżyć. Jak na dziecko z byłej Jugosławii miałem rewelacyjne dzieciństwo. Nikt mi nie kazał spakować się i ruszać w świat. Nie byłem uchodźcą. Nikt z rodziny nie zginął. Nie było takiego momentu, gdy sam czułem się fizycznie zagrożony. Ale wiedziałem, że gdzieś niedaleko umierają ludzie. Trochę tak jak teraz – mówi Aleksandar Vuković.

Zobacz wideo Mioduski o skandalicznym transparencie na Legii.

"Przez pierwsze tygodnie nalotów wszyscy bardzo uważali. Ale z czasem przestali"

Nie uśmiecha się z pobłażaniem, gdy słyszy w mediach, że jesteśmy na wojnie. – Przeżyłem dwie. Ta byłaby trzecia. W jakimś sensie to jest słuszne określenie. Obok nas są ludzie, którym grozi wielkie niebezpieczeństwo. Przeciwnik jest niewidzialny. Nie do końca jeszcze wiemy, jak się do niego dobrać. Przestrzegam reguł, bo w ten sposób mogę kogoś uratować. Nawet o tym nie wiedząc – mówi.

Gdy miał 20 lat i grał w piłkę w bombardowanym przez NATO Belgradzie, trochę inaczej podchodził do zagrożenia niż dziś, jako ojciec dwójki dzieci. -  Pamiętam syreny, pamiętam schodzenie do schronów. Przez pierwsze tygodnie nalotów wszyscy bardzo uważali. Na dźwięk syren biegli do schronów. Ale z czasem coraz więcej osób zostawało w domach. W pewnym momencie już większość. Włączała się ludziom nieśmiertelność, tak jak to czasem widzimy i dziś podczas pandemii: a, przecież na mnie nie trafi. Albo: trudno, jak mam mieć pecha, to będę miał, ale niech mnie trafi w mieszkaniu. Z czasem się ludzie zorientowali, że niewiele pocisków spadało na bloki mieszkalne. Staraliśmy się tam pod bombardowaniami prowadzić normalne życie. Trzeba się było chować przed nalotami, ale poza nimi staraliśmy się żyć, jakby się nic nie stało. To była kwestia dumy: pokazać, że nic takiego się nie dzieje. Człowiek się do wszystkiego przyzwyczaja. Nawet podczas najstraszniejszej wojny ludzie sobie zawsze znajdą ten skrawek, na którym się toczy normalne życie – mówi Vuković.

Piłkarze chcą trenować. Kilku z biegania zawróciła do domu policja

To, co się dzieje teraz, przyjął bez dramatyzowania i bez szarżowania. 13 marca jego Legia ostatni raz trenowała razem na boisku. Już spakowana na wyjazd do Poznania na mecz z Lechem. Przed nią miał być miesiąc bardzo intensywnego grania. A od tamtej pory nie zagrała ani razu i miała tylko dwa treningi całą drużyną. Cybertreningi: Vuković i ktoś z jego sztabu prowadził je ze stadionu na Łazienkowskiej, a piłkarze łączyli się ze swoich domów.

- Spróbowaliśmy tego w ostatni poniedziałek. W czwartek zrobiliśmy to drugi raz. Zwykle pracujemy w ostatnich tygodniach w cztero-pięcioosobowych grupach, na które przypada po jednym trenerze. Komunikacja przed treningiem, trening, informacja zwrotna. I to wszystko. Ale chcieliśmy jakiegoś urozmaicenia, zrobiliśmy wideokonferencję. 30 osób ćwiczyło w tym samym czasie, pogadaliśmy, widzieliśmy się na ekranie. Byliśmy z Łukaszem Bortnikiem w siłowni Legii, Łukasz prowadził, a wszyscy wykonywali. Wyszło bardzo fajnie, chłopcy przełamali rutynę ostatnich dni. Dlatego powtórzyliśmy to w czwartek. A jak będzie dalej? Póki nie ma decyzji, nie chcę wybiegać tak daleko. Monitoruję sytuację, jak radzą sobie z tym inne ligi, na przykład Niemcy, na ich powrót do treningów – mówi Vuković.

Piłkarze dzwonili wiele razy z pytaniem, czy nie dałoby się przyjechać na Legię i trochę pokopać. We wtorek było kilka przypadków, że piłkarzy Legii, którzy wyszli pobiegać, cofnęła do domu policja. - Pierwsze dziesięć dni minęło szybko. Dla każdego to była jakaś odmiana, żadne wyzwanie wytrzymać coś takiego. Ale potem człowiek już się wyrywa, żeby robić to, co zazwyczaj. Jak pewnie wszyscy, niezależnie od wykonywanego zawodu. Dlatego zawodnicy naciskają, żeby mogli w dwóch, trzech potrenować na boisku. Ale jest to zabronione, nasz stadion jest zamknięty jako obiekt sportowy. Szanujemy to. Podchodzimy do sprawy rozsądnie. Są ludzie którzy mają dużo trudniej niż my – mówi Vuković.

Vuković: Już mam obniżkę pensji za sobą. Żaden problem

Tak też podchodzi do pięćdziesięcioprocentowej obniżki swojej pensji na czas pandemii. – Dla mnie żaden problem. Jeszcze odrobimy, byle Bóg dał zdrowie.

Zyskało życie rodzinne. - Nawet nie miałem świadomości, jak bardzo mi tego brakowało. Przy małych dzieciach masz to fajne uczucie, że one nie potrzebują właściwie niczego, poza twoją obecnością. Widzę jaką mają frajdę, że tata jutro znów będzie w domu. I ten czas sobie bardzo chwalę. W normalnych czasach ja często wychodzę, zanim oni się obudzą, a wracam gdy już śpią. A teraz jesteśmy razem cały czas. Synek - 5,5 roku, córka - dwuletnia. Bawimy się, dużo hałasujemy, mama może odpocząć. Ale dzieci też muszą kiedyś wrócić w swój świat. Starszy syn już bardzo tęskni za przedszkolem – mówi Vuković.

Vuković: Obcokrajowcy nie wrócili w tym czasie do domów

Najbardziej męczy brak daty powrotu do grania. Pierwsze dni po zawieszeniu ligi to było ciągłe złudzenie, że już niedługo wszystko będzie znów normalnie, że trzeba być gotowym. Takie czekanie wypompowuje psychicznie. – Dlatego w pewnym momencie zmieniliśmy podejście. Porozmawialiśmy z zawodnikami, żeby potraktowali ten czas jak urlopy. Bo latem urlopów nie będzie. Jeśli już wrócimy do gry, to wiadomo, że będziemy pracować do końca roku bez przerwy. Wiadomo, że to jest urlop specyficzny. Ale to jednak musi być czas odpoczynku. Ze świadomością, że trzeba tak tym zarządzać, żeby po powrocie ktoś się po dwóch tygodniach nie poczuł wyczerpany – mówi Vuković.

Rozważał ze sztabem, czy nie puścić zagranicznych piłkarzy na święta do domu. Tak zrobiła np. Pogoń Szczecin. Ale w Legii ryzyko związane z powrotami piłkarzy uznali za zbyt duże. - W różnych krajach są różne reguły na czas epidemii, one się zmieniają. W Serbii np. jest aż 28 dni kwarantanny. Niech jakiś kraj zaostrzy warunki, zamknie granice i już po planie. U nas większość chłopaków na szczęście jest w Warszawie z rodzinami. A tych dwóch, trzech bez rodzin chce zrobić wszystko, żeby ściągnąć bliskich do siebie – mówi Vuković.

Serbia zareagowała na koronawirusa późno. Ale ma dobry sposób na ochronę seniorów

Niemal cała jego bliższa i dalsza rodzina mieszka nadal w Banja Luce. Dziś będącej częścią Bośni i Hercegowiny, choć jak mówi Vuković, wszyscy Serbowie z Bośni za swoją stolicę uważają Belgrad, a nie Sarajewo. - Rodzice są w takim wieku, że się trochę martwiłem po wybuchu pandemii. Ale akurat w tej części Bośni władze zareagowały bardzo dobrze. Uspokoiłem się, gdy sprawdziłem, że sobie radzą. W Banja Luce lepiej zareagowali niż w Belgradzie – mówi trener Legii.

– Belgrad to nie tylko stolica wszystkich Serbów, ale też moje miasto piłkarskie. Miasto Partizana i siedmiu lat mojej kariery. Ale w Serbii pierwsza reakcja na epidemię była słabsza niż w Polsce i Banja Luce. Niewystarczająco dobra. My w Polsce zaczęliśmy już wprowadzać obostrzenia, a Serbia będąc w podobnej sytuacji, mając podobne informacje, jeszcze przez tydzień nie reagowała. Rozegrali jedną kolejkę więcej niż my, czuć było pewne lekceważenie tematu ze strony państwa. A teraz poszli w drugą skrajność. Przez początkowe zaniedbania była potem większa panika, więc i ograniczenia większe. Tam jest o połowę mniej zakażonych niż w Polsce, ale dużo mniejsze państwo (Serbia ma 7 mln mieszkańców – red.). To spóźnienie się o tydzień sprawia, że jest teraz gorzej niż w Polsce. Mają godzinę policyjną od piątku o 13 do poniedziałku o 11. Cały weekend.

- Natomiast w Serbii chyba lepiej niż w Polsce podeszli do tematu starszych osób. One mają możliwość wyjścia z domu dwa czy trzy razy w tygodniu, bardzo wcześnie rano. To się, zdaje się, zaczyna nawet już o czwartej rano, a do ósmej muszą być z powrotem w domach. Wtedy miasto należy do nich, mogą zrobić zakupy, załatwić swoje sprawy. W innych godzinach nie wolno im wychodzić. Uważam, że to lepszy model niż w Polsce. Bo u nas to my, młodsi, mamy przykazane, żeby nie iść do sklepów między 10 a 12. To ma być czas dla seniorów. Ale starsi ludzie mogą chodzić do sklepów o każdej godzinie. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym w sklepie nie trafił teraz na starsze osoby. Czyli chronienie ich przed zagrożeniem nie działa. A przecież to jest sensem tego zarządzania kryzysowego: musi być ochrona przed wirusem ludzi, których będzie trzeba przyjąć na leczenie szpitalne, jeśli zachorują – mówi Vuković.

Życie piłkarza stanie wkrótce na głowie. "Nie ma problemów, są tylko rozwiązania"

Razem ze sztabem próbują się jak najlepiej przygotować na powrót piłki. Próbują, bo nie mając pewnych dat trudno ustalić coś, co przetrwa próbę czasu. Wiedzą tylko, że ta sytuacja wywróci życie ligowych drużyn do góry nogami. Zwłaszcza tych drużyn, które zagrają w eliminacjach europejskich pucharów. - Trzeba sobie pewnie powiedzieć, że dopiero sezon 2022-23 zaczniemy normalnie. Wcześniej będziemy się musieli mocno nagłowić nad dobrym ustawieniem przejścia między sezonami i kwalifikacji europejskich pucharów. Tego jeszcze nie graliśmy. Nas najbardziej interesuje, ile czasu dostaniemy na przygotowanie się do powrotu do grania. Bo będziemy grać co trzy dni przez dłuższy czas. Przyda się trochę rozsądku. I patrzenia dalej niż na miesiąc do przodu – mówi Vuković.

Wariant gry co trzy dni przez kilka tygodni tuż po wznowieniu sezonu przerabiają latem wszystkie polskie kluby, który grają w eliminacjach europejskich pucharach i nie odpadają od razu. - My w poprzednim sezonie przeszliśmy przez to w miarę dobrze: osiem spotkań w Europie, plus Ekstraklasa, i udało się to skończyć bez tracenia dystansu w lidze. Ale jeden mecz trzeba było przełożyć, żeby przez to przebrnąć. To było 11 spotkań w miesiącu. I wcześniejsze specjalne przygotowania. A teraz może być tak, że w dwa tygodnie będziemy musieli przygotować się do 11 spotkań w miesiąc. Uważam, że szerokość kadry będzie miała decydujące znaczenie. Decydujące, ale być może niewystarczające. Bo my mieliśmy szeroką kadrę, a mimo to po tych 11 meczach mieliśmy kłopot żeby zebrać 15 zdrowych do gry. A przecież ten wariant może być teraz powtórzony razy dwa. Najpierw przyspieszone nadrabianie zaległości. A potem taka sama dawka w eliminacjach pucharów i w nowym sezonie. Wyjątkowa sytuacja. No, ale to wszystko gdybanie. Ja podchodzę tak, że nie ma problemów, są tylko rozwiązania. Damy sobie radę – mówi Vuković. 

- Po takim długim poście od piłki powrót do sportu to będzie wielkie święto. W normalnych czasach nie starczało mi godzin, żeby obejrzeć jakiś mecz spoza mojego kręgu pracy i zainteresowań. A teraz nawet Ekstraklasy nie mogę obejrzeć. I tego mi bardzo brakuje.

Przeczytaj także:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .

Więcej o:
Komentarze (35)
Vuković: Serbia została tydzień za Polską. Po panice poszła w drugą skrajność
Zaloguj się
  • miku1941

    Oceniono 2 razy 2

    NATO zabijało w Belgradzie dzieci i kobiety ,
    Ładnie zachował sie Cimoszewicz poleciał do Belgradu i protestował .
    Dzis Ciomosz zszedł na psy , bo syn zapisał sie do PO !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • miku1941

    Oceniono 4 razy 2

    Pogrom i wyjazd Żydów w 1968 był wymyslony i uzgodniony z rządem Izraela , po to by legalnie mogli wyjechac z POlski potrzebni ludzie w Izraelu
    Wyjechało kilku wysokich oficerów Wojska Polskiego i jeden płk z Sląskiego okregu Wojskowego został Ministrem Obrony Izraela
    Ci oficerowie do dzis zachowali wojskowe stopnie i emerytury Polskie .
    Tak powiedział marszałek Kulikow dowódca Układu Warszawskiego w 1989 w Moskwie
    członkowi Biura PolitycznegoPZPR Siwakowi
    Na uwage ze najmniej pojechało do Izraela , powiedział ze do Izraela pojechali ci co trzeba .
    o TYM dobrze wie MIchnik i spółka .\
    ale potrzeba meczenników i pokazania jacy to nie dobrzy POLACY .

  • menel13

    Oceniono 14 razy 2

    Facet ma więcej rozumu niż te wszystkie gazeciane psycholoszki razem wzięte.

    Косово је Србија

  • gonzor

    Oceniono 6 razy 2

    Piłkarze, teraz widać jak bardzo są potrzebni...

  • kali555

    Oceniono 8 razy 2

    Uwielbiam Serbie
    Swietny kraj do popetania sie z plecakiem
    Kapitalni ludzie i jedzenie
    No i festiwal Guca

  • cwdj

    Oceniono 3 razy 1

    Najważniejsze jest to, że gdzieś tam lepiej coś zrobili, niż u nas w Polsce, jeżeli natomiast my Polacy wielokrotnie inne rzeczy lepiej robimy, to o tym w GW nie usłyszysz i nie zobaczysz. I tak mamy od lat, ale to już nie działa, no nie na wielu jeszcze działa

  • mocno_kwasny

    Oceniono 2 razy 0

    Czerskie jak nie poszczuja to nie żyją ;-)

  • ewropejczyk

    Oceniono 2 razy 0

    W miarę ciekawy wywiad poruszający 1000 różnych wątków, a Cżerscy jako tytuł musieli akurat wybrać część zdania, którym można przyłożyć w bieżącą politykę. W dodatku odnośnie bardzo błahej (pomijalnej) różnicy odnośnie spacerów.

    Cżerscy czy możecie napisać chociaż jeden artykuł/wywiad o czymkolwiek sporcie/pogodzie/technologii/... bez polityki?

  • immicunt

    Oceniono 2 razy 0

    Vuko znów ma plusa choć nie raz byłem wku..ny na niego. Dobry ko(L)es

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX