Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Klubowi ekstraklasy grozi bankructwo. "Prezes powiedział to otwarcie"

- Są opóźnienia w wypłatach. Ostatnie wynagrodzenia, jakie otrzymaliśmy, to nieznaczna część kontraktów. Wszyscy dostali taką samą kwotę - mówi Michał Nalepa, piłkarz Arki Gdynia w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

Arka Gdynia to klub, dla którego przerwa w rozgrywkach ligowych spowodowana pandemią koronawirusa jest szczególnie trudna. Po pierwsze dlatego, że zespół Krzysztofa Sobieraja zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli, tracąc do bezpiecznej pozycji sześć punktów. Po drugie Arka jest też w nieciekawej sytuacji finansowej. Od stycznia klub nie otrzymuje dotacji z miasta, o czym publicznie informował jego prezydent, Wojciech Szczurek. Gdynianie nie otrzymali w ten sposób sześciu milionów złotych, co stanowiło 25 procent ich rocznego budżetu.

Zobacz wideo Normalne rodziny nie zarabiają takich pieniędzy, ale piłkarze działali w innej rzeczywistości

Prezes Arki powiedział otwarcie, że grozi jej bankructwo

- Są opóźnienia w wypłatach. Ostatnie wynagrodzenia, jakie otrzymaliśmy, to nieznaczna część kontraktów. Wszyscy dostali taką samą kwotę - mówi Michał Nalepa w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". - Każdego dnia liczę na jakieś pozytywne wieści, ale mówiąc szczerze, nastawiam się na najgorsze. Kilka dni przed wstrzymaniem rozgrywek ekstraklasy mieliśmy spotkanie z prezesem i dyrektorami. Czytaliśmy w internecie czarne scenariusze dotyczące przyszłości Arki, dlatego chcieliśmy dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja. Prezes powiedział otwarcie, i za to duży szacunek dla niego, że jeśli nie znajdzie się nowy właściciel, grozi nam bankructwo - dodał Nalepa.

"Gdybym non stop się zadręczał, wylądowałbym na sznurku"

Nalepa to wychowanek Arki, co jak sam mówi, bywa przekleństwem, bo tacy piłkarze zazwyczaj nie są doceniani. - Długi czas zarabiałem niewiele. Co prawda niedawno podpisałem nowy kontrakt, ale z niego jak na razie zostały tylko liczby na kartce - przyznaje piłkarz.

- Siedząc w domu, dużo myślę. Czasem nawet za dużo. Nieustannie wracają do mnie pytania: „Co dalej?”. Sytuacja Arki jest zupełnie inna niż w wielu klubach ekstraklasy, gdzie panuje większy spokój - i finansowy, i punktowy. Ugrzęźliśmy na dole tabeli i na dodatek organizacyjnie są problemy. Mamy więc podwójny stres. A ja jestem stąd, zależy mi na klubie i zastanawiam się, jak to będzie. Zostanę na następny sezon? A jeśli nie, to gdzie trafię? Ale staram się oddalać te myśli, bo gdybym non stop się zadręczał, wylądowałbym na sznurku - kończy Nalepa.