Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Prezes Lecha Poznań: Kluby ekstraklasy nie przetrwają bez gry dłużej niż kilka miesięcy

- Cały czas wierzę, że spróbujemy dokończyć sezon. Nie, nie uważam, że same rozgrywki piłkarskie są tak ważne. Najważniejsze jest teraz zdrowie Polaków i ratowanie miejsc pracy. A Lech zatrudnia 250 osób - mówi Sport.pl prezes Lecha Poznań Karol Klimczak.

- Nie dopuszczam jeszcze do siebie myśli o tym, że nie będziemy już w ogóle grać w tym sezonie. Dostaliśmy od UEFA szansę, wydłużono nam czas prób do 30 czerwca i musimy powalczyć, by z tego skorzystać. Nie mówię tego jako prezes klubu piłkarskiego, który walczy o jakieś swoje sportowe cele. One teraz zeszły na dalszy plan. Mówię o tej szansie jako prezes przedsiębiorstwa, które zostało z dnia na dzień pozbawione dochodu. Mówię to jako człowiek, który zatrudnia w różnej formie 250 osób. Który kieruje firmą współpracującą z kilkudziesięcioma kooperantami. Chcę, żeby oni wszyscy zachowali pracę, przetrwali. Zależy mi na nich. My jako Lech jesteśmy dostawcą usług, ale też nabywcą usług. Usługi, które świadczymy, można uznać za niekonieczne w obliczu pandemii, sam uważam, że to nie czas, by prosić o pomoc, bo jest wielu bardziej potrzebujących. Ale ten niekonieczny futbol tworzył zamówienia na inne towary i usługi niekonieczne w czasach pandemii. I teraz rwie się cały łańcuch zależności. Potrzebujemy zapewnić ciągłość działania, bo późniejsza odbudowa jest dużo, dużo bardziej kosztowna – mówi Sport.pl prezes Lecha Poznań Karol Klimczak, komentując wtorkową decyzję UEFA, by przenieść Euro na 2021 rok i dać europejskim ligom czas do 30 czerwca na dokończenie sezonów.

Zobacz wideo Lech stracił miliony euro przez kontuzje piłkarza. "To mógł być transfer już zimą"

Prezes Lecha: zajęcia w akademii wstrzymaliśmy jeszcze zanim stanęły rozgrywki Ekstraklasy. 3,5 tysiąca dziewczynek i chłopców straciło miejsce ćwiczeń

Prezes Klimczak wylicza konsekwencje pandemii dla klubu.- Nasze wszystkie punkty handlowe są zamknięte. Te w galeriach, te na stadionie. Dla nas pamiątki to przychód rzędu 7 mln rocznie. Odwołany mecz z Legią na wypełnionym stadionie to strata 2 mln złotych. Mamy też jako klub duże koszty stałe. Sama nasza akademia kosztuje nas 6 mln rocznie. Nie chcemy tego wszystkiego niszczyć. Na dziś mamy wstrzymane treningi nie tylko w pierwszej drużynie, ale również w akademii, która ma szkoły i internaty zamknięte i chłopcy się rozjechali do domów. Nie tylko w starszych grupach. Wstrzymane są też zajęcia tych młodszych, 3,5 tysiąca dziewczynek i chłopców. Oni mają zawieszony system szkolenia w całym kraju, bo Lech ma placówki również poza Wielkopolską: w Kujawsko-Pomorskim, Lubuskim, Świętokrzyskim i na Podkarpaciu. Zajęcia w akademii wstrzymaliśmy jeszcze przed wstrzymaniem ligi, dla komfortu dzieci i ich rodziców – mówi Karol Klimczak.  

- Przed nami są trzy najważniejsze bazy do zdobycia: pierwsza, kluczowa, to powrót do gry. Druga: powrót do gry z publicznością. Trzecia: w miarę normalne okienko transferowe. Jeśli nie dokończymy obecnego sezonu i nie dostaniemy pieniędzy z praw telewizyjnych, albo dostaniemy je dużo mniejsze, to będziemy mieli bardzo ograniczony przychód przy kosztach, które są liniowe i biegną dalej. Futbol jest jak turystyka, jak branża eventowa, jak gastronomia. My po prostu zostaliśmy z dnia na dzień pozbawieni dochodu. Wszystko stanęło. I to jest duży problem. Oczywiście jako państwo i społeczeństwo teraz koncentrujemy największe siły i środki na służbie zdrowia i innych obszarach kluczowych w walce z pandemią. I to jest zrozumiałe. Doskonale wiemy, gdzie jest nasze miejsce w tej kolejce. Jednak gdy już kurz opadnie, wiele branż będzie wymagało pomocy. Turystyka, przewozy, usługi, rozrywka. I sport też. Społeczeństwo potrzebuje sportu. W dalszej kolejności, ale potrzebuje. Powrót futbolu z publicznością będzie znakiem, że społeczeństwo wróciło do normalności. Ale wiem, jak daleko dziś od tego jesteśmy – mówi Karol Klimczak.

Karol Klimczak: nie wolno nam działać po wariacku. Ale też nie wolno nam nie działać w ogóle na rzecz powrotu do gry

- Zyskaliśmy margines czasowy do 30 czerwca. Nie wolno nam działać po wariacku, musimy ostrożnie sprawdzać, na co pozwoli rzeczywistość. Ale jednak zyskaliśmy czas. I wyobrażam sobie, że cała liga będzie chciała, żeby dograć sezon. Zagrać, zrealizować usługi telewizyjne i marketingowe. To najlepszy sposób wyłonienia mistrza, spadkowiczów, najlepszy sposób utrzymania klubów na powierzchni. Na inne warianty rozwoju sytuacji nie znam odpowiedzi. Dopiero będziemy te odpowiedzi wypracowywać. Ekstraklasa SA powołała właśnie grupy robocze, żeby kluby w różnych obszarach były przygotowane do zakończenia tego sezonu i rozpoczęcia nowego. Po prostu sobie jeszcze nie wyobrażam poddania się. Nie 19 marca. Jeszcze przed nami tyle sezonu, jeszcze Puchar Polski przed najbardziej interesującą fazą. To byłoby naganne, gdyby ktoś myślał: utrzymałem się, to kończymy ligę. Pracujemy w branży sportowej, trzeba rozstrzygać sprawy na boisku. Dograć choćby do 30 kolejki. Nie zdawać się na arbitralne decyzje, bo one nigdy nie będą idealne – mówi Karol Klimczak.

Prezes Lecha Poznań: Myślę, że kluby dadzą radę przetrwać kilka miesięcy bez grania. Ale dłużej nie

Hans-Joachim Watzke, szef Borussii Dortmund, powiedział w najnowszym wydaniu magazynu "Elf Freunde", że jego Borussia będzie w stanie przetrwać jeszcze kilka miesięcy, nawet gdyby w tym czasie nie wpłynęło do klubu ani jedno euro. Jak będzie w polskiej piłce?

- Wszystko zależy od długości przerwy. Każdy miesiąc zwłoki to kolosalna różnica. Dlatego planowanie czegokolwiek poza horyzont zakończenia sezonu jest niesamowicie trudne. Choćby z powodu okna transferowego. Jesteśmy klubem, który szkoli, jesteśmy za to chwaleni. Zaczęło nam się układać. Byliśmy na krzywej wznoszącej. Nie sprzedawaliśmy w ostatnich oknach zawodników, bo chcieliśmy, żeby ci nasi najbardziej utalentowani wychowankowie trochę u nas pograli. Dali radość naszym kibicom. Jednak nie będę ukrywał, że spodziewaliśmy się, że ktoś od nas odejdzie w najbliższym oknie transferowym, żeby zrównoważyć budżet. Jak to teraz będzie wyglądać? Nie wiadomo. Dziś przychody klubów pikują, a koszty są niezmienne. Jeśli w takie tony uderzają Hans-Joachim Watzke czy Karl-Heinz Rummenigge, to co ma powiedzieć prezes polskiego klubu? Już w poprzedniej rzeczywistości kilka klubów Ekstraklasy miało ogromne problemy. Teraz mają się jeszcze gorzej, a w problemy wchodzą inni. Myślę, że kluby dadzą radę przetrwać kilka miesięcy obecnej sytuacji. Ale dłużej chyba nie. Żaden klub nie ma na koncie wielkiej gotówki, czekającej na wydanie. Tak ta branża funkcjonuje: piłka ligowa to czekanie na transze od TV i sponsorów. A jak się mają nasi sponsorzy? Nie ma zakładów bukmacherskich. Nie ma transportu, logistyki, branża finansów cierpi – wylicza prezes Klimczak.

Karol Klimczak: Być może będziemy musieli stanąć w relacjach z piłkarzami w sytuacji: możemy zapłacić coś, albo wcale

Na rozmowy o awaryjnym przyspieszonym powiększaniu ligi też jest jego zdaniem za wcześnie. – Teraz nie dywagujmy, tylko idźmy. Wykorzystajmy czas, który nam dała UEFA. Dojdziemy mocno poobijani, ale idźmy. Zostawmy plany awaryjne tym, którzy są na szczytach władzy. To nie ode mnie zależy, czy będzie np. centralna - z FIFA - regulacja w sprawie kontraktów piłkarzy. Na razie takiego sygnału nie było, choć może być to konieczne. Kto wie, może sam kryzys sprawi, że w przyszłości kontrakty piłkarzy będą mniejsze. Dziś piłkarz ma prawo wystąpić o rozwiązanie kontraktu, gdy klub nie płaci mu przez dwa miesiące. Ale nie oszukujmy się, zmierzamy w stronę takich relacji klub-piłkarze, że być może wybór będzie tylko między: możemy zapłacić coś, albo wcale. I myślę, że będzie zrozumienie dla tej sytuacji w środowisku. Stajemy przed taką próbą, że wszyscy muszą pokazać dojrzałość.