Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Najdroższy piłkarz w historii ekstraklasy. Przez transfer "problemy" ma jego tata

Jest styczeń 2016 roku. Stanislav Lobotka wiezie na trening FC Nordsjaelland śpiącego na tylnym siedzeniu jego samochodu Bartosza Slisza. Słowak był wtedy piłkarzem duńskiego klubu. Wziął pod swoje skrzydła 16-latka, który przyjechał na kilkutygodniowe testy. Obaj są dowodem, że cztery lata w piłce to przepaść. Zimą zostali bohaterami dwóch głośnych (w różnej skali) transferów. Lobotka trafił za ponad 20 milionów euro do Napoli. Natomiast Slisz to najdroższy piłkarz ekstraklasy. Bohater transferu, przez który "kłopoty" wśród kolegów ma tata. Mówią, że nowy piłkarz Legii to maratończyk w piłkarskich butach. Milczek. Pracuś. W środowym meczu przeciwko Lechii Gdańsk może zadebiutować w barwach Legii Warszawa.

Droga podobna do Krzysztofa Piątka

Bartosz Slisz nie trafił do Nordsjælland z kilku powodów. Między innymi rodzice uparli się, aby nie przyspieszać pewnych spraw. Chłopak miał najpierw skończyć szkołę. Rozwijać się stopniowo. Bez skakania na głęboką wodę. Można mnożyć takie przykłady z przeszłości. Wielki talent wyjeżdża za granicę. Przegrywa rywalizację. Topi się lub walczy o wypłynięcie na powierzchnię. Dlatego, gdy oprócz Legii poważne zainteresowanie wykazywały kluby z 2. Bundesligi czy MLS, zdecydowano się na drogę, która przypomina tę obraną przez Krzysztofa Piątka. Debiut w seniorskiej piłce w małym klubie i przenosiny do akademii Zagłębia Lubin. Potem przeskok na poziom ekstraklasy i transfer wewnątrz ligi – do miejsca, które ma dać nowe bodźce. Klubu z większymi oczekiwaniami. Miasta, które testuje charakter.

Zobacz wideo Flavio Paixao o transferze gwiazdy Lechii Gdańsk:

Dlaczego Legia pozyskała Slisza? Sprzedaż Cafu do Olympiakosu wymuszała poszukiwania nowego zawodnika na pozycję defensywnego pomocnika. Gdy zdecydowano się na Slisza, Legia działała bardzo szybko. Pozwalała jej na to klauzula wpisana w kontrakt piłkarza – półtora miliona euro. Przy Łazienkowskiej byli gotowi, aby wydać tej zimy milion. Jednak po wewnętrznej naradzie zdecydowano się na dorzucenie brakującej kwoty.

Zdaje się, że słusznie, bo transfer na ten moment nie ma wielu wad. Do Legii trafia utalentowany zawodnik, którego wartość może szybko wzrosnąć. Młodzieżowy reprezentant Polski, a takich Legia umie rozwijać i sprzedawać z dużym zyskiem, o czym świadczą przykłady Radosława Majeckiego czy Sebastiana Szymańskiego. W piątkowe popołudnie stołeczny klub wykonał przelew. Zagłębie zarobiło bardzo przyzwoicie, a obie strony mogły się pochwalić przykładową współpracą na lokalnym rynku. Pewnie gdyby nie wspomniana klauzula, przeprowadzenie takiej transakcji byłoby znacznie trudniejsze lub w ogóle niemożliwe.

Tata ma kłopot. Komu będzie kibicował, gdy na Śląsk przyjedzie Legia Warszawa?

Z transferem Bartosza do Legii „mały” problem ma jego tata Adam. To wielki fan Górnika Zabrze. – Oczywiście jestem bardzo dumny z syna, ale koledzy już pytają, komu będę kibicował 11 kwietnia, gdy na Śląsk przyjedzie Legia – śmieje się. Syn jest u niego oczywiście ponad kibicowskimi sympatiami.

Pan Adam ma jeszcze jedną sportową miłość. Żużel, który w Rybniku jest ponad piłką. Rok temu wybrał się na Grand Prix na PGE Narodowy. Dzień później Zagłębie grało przy Łazienkowskiej więc z wyjazdu do stolicy miał podwójną radość. Teraz też liczy na łut szczęścia i korzystne ułożenie ligowego kalendarza. Ojciec wspomina, że od małego chłopak uwielbiał biegać. Sport ma we krwi, bo cała rodzina nie unika aktywności fizycznej. Ze starszym o dwa lata bratem Kamilem, który dziś rekreacyjnie kopie piłkę w Sygnałach Gotartowice, zawsze woleli wybrać się na zakupy na własnych nogach niż podjechać autobusem. Ciągle rywalizowali na podwórku. Jeden nie odpuszczał drugiemu. W ten sposób Slisz hartował charakter. Dziś, gdy wraca do domu raczej omija piłkarskie tematy. Woli zjeść z rodziną dobry obiad przygotowany przez mamę. Rozmawiać o czymś innym.

Mówią, że to cichy chłopak. Zamknięty w sobie. Gdy Czesław Michniewicz dostał go pod swoje skrzydła, powiedział mu, że doskonale zna jego umiejętności piłkarskie, ale nie wie, jak brzmi jego głos. Wcześniej Slisz pracował w kadrze do lat 20 z Jackiem Magierą, którego uważa za jedną z najważniejszych postaci w swojej dotychczasowej karierze. Pytał go o zdanie przed przenosinami do Legii. Usłyszał krótkie: „Odwagi”. Na zgrupowaniach wielokrotnie rozmawiali o jego grze i życiu. – To nie jest typ standupera, ale to nigdy nie przeszkadzało mu w bardzo dobrej grze. Woli przemawiać na boisku. Ma radar w głowie. Na takich piłkarzy mówię, że są jak odkurzacz. Skanuje przestrzeń. Naprawia błędy kolegów. Ma mnóstwo przechwytów. Żelazne płuca. W meczu nie zatrzymuje się – opisuje go Magiera. Statystyki mówią same za siebie. Na dwadzieścia najdłuższych dystansów przebiegniętych w trakcie meczu aż siedem należy do Slisza.

W Legii dostanie łatkę najdroższego transferu. Oczekiwania wobec jego osoby będą bardzo duże, każde zagranie podlegało surowej ocenie. Ważne, żeby wytrzymał presję, ale w klubie są spokojni, że z taką charakterystyką mentalną sobie poradzi. To piłkarz, który idealnie pasuje do stylu gry Aleksandara Vukovicia. Legia w każdym meczu stara się zdominować przeciwnika. Piłkarze stosują wysoki pressing.

Ludzie pracujący ze Sliszem i znający jego mocne strony zauważają, że w otoczeniu piłkarzy bardziej kreatywnych, jak Andre Martins czy Walerian Gwilia może wnieść nową jakość w środku pola. Najpierw jednak musi wywalczyć sobie miejsce w składzie, bo konkurenci, np. Domagoj Antolić, aktualnie bardzo dobrze wykonują swoją pracę. Nikt jednak nie powiedział, i Slisz zdaje sobie z tego sprawę, że w Legii będzie łatwo.