Dominacja Legii i nieoczekiwany zwrot. Hit ekstraklasy nie zawiódł [SPOSTRZEŻENIA]

Legia Warszawa pokonała Cracovię 2:1 w hicie 24. kolejki ekstraklasy i umocniła się na pierwszym miejscu w lidze. Spostrzeżeniami po meczu dzieli się Konrad Ferszter ze Sport.pl.

"Koncert" Probierza

Nie minęły dwie minuty meczu, kiedy Michał Probierz pierwszy raz wybiegł z ławki rezerwowych pod linię boczną boiska. Trener Cracovii gwizdał na swoich piłkarzy i zwracał im uwagę na dezorganizację w linii obrony. Szkoleniowiec krakowskiej drużyny pokazywał swoim zawodnikom, by agresywniej atakowali przeciwników, by doskakiwali do legionistów i nie dawali im rozgrywać piłki na atakowanej połowie.

Im dłużej trwał mecz, tym coraz częściej Probierz stał linii bocznej, instruując swoich piłkarzy. Trener Cracovii miał sporo pretensji do zawodników, ale często też podchodził do sędziego technicznego, nie zgadzając się z decyzjami prowadzącego mecz Szymona Marciniaka. W 30. minucie arbiter zwrócił Probierzowi uwagę na jego zachowanie. Chociaż w tej sytuacji obyło się bez kartki, to Marciniak wyraźnie dał do zrozumienia trenerowi, że takich zachowań akceptować nie będzie. 

Zobacz wideo Michał Karbownik pobije transferowy rekord? Dariusz Mioduski wskazał cenę za piłkarza Legii Warszawa

Wściekłość po golu i spokojny Vuković

Najwięcej pretensji do piłkarzy Probierz miał w 19. minucie. To wtedy z rzutu rożnego dośrodkował Arvydas Novikovas, a pierwszego gola dla Legii strzelił Domagoj Antolić. Chorwat spokojnie pokonał Michala Peskovicia strzałem z woleja. Spokojnie, bo miał mnóstwo miejsca i czasu na oddanie strzału. Piłkarze Cracovii kompletnie pogubili się w kryciu, zostawiając Antolicia samego przed własną bramką.

Kiedy legioniści cieszyli się z prowadzenia, Probierz wściekle odwrócił się do własnej ławki rezerwowych i gestykulując pokazywał sztabowi swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. Trener Cracovii najpierw złapał się za głowę, a chwilę później znów doskoczył do linii bocznej, by swoje pretensje przekazać piłkarzom, którzy przy rzucie rożnym kompletnie zawiedli. 

Kiedy Probierz wściekał się przy linii bocznej i dyskutował z sędziami, Aleksandar Vuković, któremu też zdarza się emocjonalnie reagować na ławce rezerwowych, spokojnie stał i obserwował mecz.

Do przerwy deklasacja

Trener Legii zachowywał się zupełnie inaczej niż Probierz, ale trzeba podkreślić, że Serb nie miał powodów do denerwowania się. W pierwszej połowie wicemistrzowie Polski zdeklasowali Cracovię, a wynik 2:0 był najniższym wymiarem kary. Przed przerwą goście oddali tylko jeden strzał na bramkę Radosława Majeckiego i zrobili to po rozegraniu rzutu rożnego na początku meczu.

Im dłużej trwała pierwsza połowa, tym większą przewagę miała Legia. Zespół Vukovicia zamknął rywali na ich połowie i co chwilę zagrażał bramce Peskovicia. Po stracie pierwszej bramki Cracovia wyglądała na zespół, który na mecz w Warszawie nie przygotował planu B. Drużyna Probierza miała problemy nie tylko z wyjściem z własnej połowy, ale też z wymienieniem kilku dokładnych podań. O zagrożeniu bramce Majeckiego nie było nawet mowy. 

Nieoczekiwany zwrot

Kiedy wydawało się, że Cracovia nie ma szans na wywiezienie choćby punktu z Warszawy, w meczu nastąpił nieoczekiwany zwrot. W przerwie Probierz dokonał dwóch zmian, z boiska zeszli Florian Loshaj i Tomas Vestenicky, a w ich miejsce pojawili się Pelle van Amersfoort oraz Rafael Lopes. Trener Cracovii dał swojej drużynie wyraźny sygnał do ataku i trzeba przyznać, że zadziałał on zgodnie z jego oczekiwaniami.

W "powrocie" do meczu rywalom pomogła Legia. A konkretniej Marko Vesović, który na początku drugiej połowy w niegroźnej sytuacji zagrał ręką we własnym polu karnym. Chwilę później jedenastkę wykorzystał Sergiu Hanca i Cracovia poczuła, że hit nie jest jeszcze przegrany. Wicelider ligi był po przerwie nie do poznania. Drużyna Probierza zaczęła grać ofensywniej i odważniej i nie zabrakło jej wiele, by w stolicy jednak zremisować. O przewadze Cracovii najlepiej świadczy fakt, że w 90. minucie Vuković wpuścił nawet Inakiego Astiza. Trener Legii wprowadził na boisko trzeciego obrońcę kosztem Andre Martinsa. Wszystko po to, by korzystny wynik dowieźć do końca.

Legiaw drugiej połowie straciła kontrolę nad meczem, a coraz częściej nerwy zaczął tracić też Vuković. O ile przed przerwą Serb był spokojny, o tyle w drugiej połowie, tak samo jak Probierz, coraz częściej doskakiwał do linii bocznej. Vuković nie tylko pokrzykiwał na swoich piłkarzy, ale również przestał zgadzać się z decyzjami Marciniaka. Po jednym z wybuchów został nawet ukarany żółtą kartką. 

Słabszy Wszołek, lepszy Novikovas

Była 63. minuta meczu, gdy Vuković zdjął z boiska Novikovasa, w jego miejsce wpuścił na boisko Pawła Wszołka. Dla 27-letniego skrzydłowego to pierwsza taka sytuacja od 6 października i meczu z Piastem Gliwice, gdy debiutował w Legii. Od 12. kolejki Wszołek był podstawowym piłkarzem wicemistrzów Polski i w kolejnych 12 meczach wychodził w podstawowej jedenastce. Na ławce rezerwowych nie siadał nawet w Pucharze Polski.

Vuković nie miał podstaw, by nawet myśleć o odsunięciu Wszołka od pierwszego składu, bo ten był najlepszym piłkarzem Legii jesienią. 27-latek we wszystkich rozgrywkach strzelił pięć goli i zanotował tyle samo asyst. Ale początek tego roku nie jest dla Wszołka tak udany. Skrzydłowy nie strzelił jeszcze gola i nie zaliczył asysty, a jego forma wyraźnie spadła. Dlatego też sobotnia decyzja Vukovicia nie mogła specjalnie dziwić.

Przeciwko Cracovii kolejną szansę w podstawowym składzie otrzymał Novikovas i trzeba przyznać, że ją wykorzystał. A przecież jeszcze niedawno był on jednym z najbardziej krytykowanych legionistów. Po słabym występie przeciwko ŁKS-owi (3:1) stracił nawet miejsce w składzie i kolejny mecz z Rakowem Częstochowa (2:2) przesiedział na ławce rezerwowych.

"Na Litwina od początku sezonu spada jednak najwięcej krytyki. Po meczu z ŁKS-em nie było inaczej. "On się nie nadaje, "oby zgnił na ławce", "był najsłabszy, ale to chyba żadne zaskoczenie", "im szybciej zniknie z Legii, tym lepiej dla Legii" - to tylko niektóre negatywne komentarze na temat występu Novikovasa. - Już się przyzwyczaiłem - mówi Litwin. - Krytkowali mnie w Jagiellonii, krytykują mnie w Legii. Dobry mecz, zły - bez różnicy. Jest dużo hejterów. Kiedyś to wszystko czytałem, brałem do siebie, ale teraz już tego nie robię. Nikt nie musi mi mówić, że nie jestem w formie. Sam wiem to najlepiej - dodaje." - tak pisaliśmy jeszcze dwa tygodnie temu.

Od tamtej pory zmieniło się jednak zaskakująco dużo. Novikovas był jednym z najlepszych piłkarzy w meczu z Jagiellonią (4:0), kiedy zanotował asystę. Kolejną dołożył w sobotę. W dwa mecze Litwin zaliczył ich tyle, ile w 13 wcześniejszych występach. Wzrost jego formy to dla Legii i Vukovicia kolejna dobra informacja w walce o mistrzostwo Polski. Kolejna, bo pierwsza jest taka, że po 24 kolejkach warszawiacy odskoczyli w tabeli wiceliderowi z Krakowa na sześć punktów.

Więcej o: