Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wychowankowie Lecha Poznań najlepsi w meczu z Jagiellonią. Doświadczeni piłkarze zawiedli

Fenomenalny gol Jakuba Modera, poprzeczka Tymoteusza Puchacza i odkrycie wiosny, czyli ustawiony na prawej obronie Jakub Kamiński - w Lechu Poznań młodzi piłkarze grają jak stare wygi. Doświadczeni za to zawodzą. Z tego zamieszania wyszedł remis 1:1 z Jagiellonią Białystok.

Jeszcze przed meczem przeszłość ścierała się z teraźniejszością. Historia wskazywała na Jagiellonię, która od siedmiu lat nie przegrała z Lechem Poznań w Białymstoku. Z kolei forma z ostatnich meczów większe szanse dawała Kolejorzowi. Jagiellonia przegrała wszystkie spotkania w tym roku, notując koszmarny bilans bramkowy 0:10. Lech - przeciwnie: wydawał się rozpędzać, zagrał bardzo dobry mecz z Lechią Gdańsk, a w czwartek dodatkowo poprawił humory kibicom przedłużając umowy z trzema podstawowymi zawodnikami. 

Zobacz wideo Flavio Paixao o transferze gwiazdy Lechii Gdańsk:

Lech Beatlesami stoi

Filip Marchwiński, Kamil Jóźwiak, Tymoteusz Puchacz i Robert Gumny przechodzi przez ulicę tak, by nawiązać do słynnej okładki płyty "Abbey Road" Beatlesów. Klub zadbał o szczegóły - ubiorem i pozą zawodnicy przypominali Brytyjczyków. Na drugim planie zamiast garbusa, stał "maluch" w podobnym kolorze należący do Karlo Muhara. Odchodząc jednak od pomysłowej akcji marketingowej - jeśli teraz przyjdzie Lechowi negocjować sprzedaż tych piłkarzy, jego pozycja negocjacyjna będzie o wiele lepsza. Marchwiński już dwa tygodnie temu podpisał nową umowę do czerwca 2023 roku. Do wtedy obowiązują też nowe kontrakty Puchacza i Gumnego, natomiast umowa Jóźwiaka wygaśnie rok wcześniej.

Sytuacja każdego z tych piłkarzy jest inna: Marchwiński jest najmłodszy, ale i prawdopodobnie najbardziej utalentowany - duże kluby pytają o niego od kilku lat, a 18-latek wciąż przyciąga zainteresowanie kolejnych. Choćby podczas obozu przygotowawczego w Belek, gdzie skaut jednego z włoskich klubów pytał polskich dziennikarzy właśnie o niego. A gdy usłyszał, że Marchwiński będzie drogi, tylko się uśmiechnął i pewny swego stwierdził: spokojnie, będzie nas stać. Z jakiego był klubu, nie zdradził.

Jóźwiak natomiast miał odejść już w zimowym oknie transferowym, ale żadna z ofert nie satysfakcjonowała Lecha, który po sprzedaży Darko Jevticia mógł sobie pozwolić na twarde negocjowanie ceny. Teraz, po podpisie - cena wzrosła. Z kolei Robertowi Gumnemu nowy kontrakt zapewnił spokój w trudnych chwilach: jesienią prawy obrońca doznał poważnej kontuzji i wciąż przechodzi rehabilitację. Dla niego to sygnał, że w klubie na niego czekają i nadal w niego wierzą. Uważają też, że wciąż, mimo kontuzji i dodatkowych lat na karku, da się go sprzedać za duże pieniądze.

A że Lech zyskał nie tylko biznesowo, pokazał już piątkowy mecz z Jagiellonią. Jóźwiak zdobył bramkę, którą po obejrzeniu kilku powtórek sędziowie jednak anulowali ze względu na minimalnego spalonego. Puchacz też był blisko gola, ale jego atomowy strzał sprzed pola karnego trafił w poprzeczkę. Gola dla Lecha strzelił kolejny młody wychowanek - 20-letni Jakub Moder. Znów z dystansu, tym razem lewą nogą. W jego przypadku rzucane zazwyczaj na wyrost, przyklejane na lata po jednym dobrym strzale, stwierdzenie: "potrafi uderzyć", absolutnie ma uzasadnienie.

Kolejnym z wyróżniających się piłkarzy był Jakub Kamiński, który choć jest skrzydłowym, znakomicie spisuje się na prawej obronie. Trener cofnął go z konieczności: ze względu na poważne kontuzje Gumnego i Tomasza Cywki oraz wobec kolejnych niepowodzeń transferowych. Kamiński już w sparingach grał dobrze, ale w niektórych sytuacjach popełniał błędy. Pozostali zawodnicy otoczyli go opieką: dużo podpowiadał mu Mickey van der Hart, asekurował go Karlo Muhar, sporo krzyczał też Pedro Tiba. I tak z meczu na mecz, skrzydłowy coraz lepiej radził sobie na boku obrony. W lidze nie popełnił dotychczas żadnego poważnego błędu, imponuje za to świetnym przygotowaniem motorycznym, zaangażowaniem i odwagą w podłączaniu się do akcji ofensywnych. Wejścia w pole karne rywali przychodzą mu naturalnie. Sprintem biega najczęściej ze wszystkich piłkarzy - w piątek miał aż 21 przebieżek w tempie powyżej 25 km na godz. I nawet jeśli Bogdan Butko, Ukrainiec wypożyczony z Szachtara Donieck za chwilę zajmie to miejsce na boisku, to i tak Kamińskiemu taka lekcja gry w obronie wyjdzie na dobre.

Słowem - młodzi zawodnicy Lecha są więc nie tylko gorącym towarem na rynku transferowym i lokatą na bezpieczną przyszłość klubu, ale jego podstawowymi zawodnikami już teraz. Ratują punkty, biorą odpowiedzialność za zespół i wyrastają na liderów, sprawiając, że Lech jest klubem wartym uwagi.

Pierwsza połowa dla Jagiellonii, druga dla Lecha

Sam mecz Lecha z Jagiellonią miał dwa oblicza. W pierwszej połowie lepsza była Jagiellonia, która przede wszystkim wygrała walkę o środek pola. A to tam swój początek miało większość groźnych akcji Lecha w poprzednim meczu z Lechią Gdańsk. Piłkarze Iwajło Petewa zapanowali nad Pedro Tibą i Danim Ramirezem, przez co Lech właściwie nie stwarzał groźnych okazji i po pierwszej połowie nie miał ani jednego celnego strzału.

W pomeczowym studiu Canalu +, trener Dariusz Żuraw przyznał, że skład Jagiellonii wyglądał tak, jakby został zbudowany pod stałe fragmenty gry. Przyniosło to efekt w 41. minucie, gdy Bogdan Tiru dobił obroniony przez van der Harta strzał Jakowa Puljicia i zdobył pierwszą od 400 minut bramkę dla Jagiellonii. Jak najbardziej zasłużoną - wcześniej Lechowi upiekło się po dwóch rzutach rożnych.

Po przerwie na boisko wyszedł inny Kolejorz: odważniejszy, znacznie szybszy, podejmujący większe ryzyko. Ale i mający wielkiego pecha: już po niecałej minucie do bramki trafił Jóźwiak, ale był na minimalnym spalonym i gol nie został uznany. W kolejnej akcji w polu karnym upadł Puchacz i sędzia Krzysztof Jakubik początkowo wskazał na rzut karny. Decyzję zmienił dopiero po obejrzeniu kilku powtórek. Piłkarze Lecha uderzali głową w mur, a niepowodzenia pod bramką rywala przełożyły się na cały zespół - błędy zaczęli popełniać obrońcy i pomocnicy. Taras Romanczuk po świetnym prostopadłym podaniu Martina Pospisila trafił jednak w słupek i zmarnował najlepszą okazję Jagi w drugiej połowie.

Dariusz Żuraw sięgnął po sprawdzoną broń. W 59. minucie wpuścił Jakuba Modera za Karlo Muhara i już trzy minuty później cieszył się z gola dopiero co wprowadzonego zawodnika. Znów był to gol efektowny, strzelony lewą nogą sprzed pola karnego. Powoli staje się to znakiem rozpoznawczym Modera, który z uderzeniami z dystansu pokonywał już bramkarzy Rakowa Częstochowa, Lechii Gdańsk i właśnie Jagiellonii.

Lech rósł, Jagiellonia słabła. Zawodzili jednak do niedawna niezawodni: Christian Gytkjaer i Pedro Tiba, którzy jesienią wiele razy ciągnęli słabo grającego Lecha. W Białymstoku obaj nie trafiali do bramki w prostych sytuacjach. Duńczykowi udało się nawet przenieść piłkę nad poprzeczką, choć był zaledwie trzy metry od pustej bramki. Portugalczyk natomiast, w doliczonym czasie gry, znalazł się zupełnie niepilnowany na dalszym słupku. Przyjął, przymierzył, ale piłka zamiast w siatce, znalazła się na trybunach. Skończyło się remisem 1:1, choć na koniec blisko zdobycia zwycięskiej bramki była jeszcze Jagiellonia. Lecha uratował van der Hart.

Więcej o:
Komentarze (5)
Wychowankowie Lecha Poznań najlepsi w meczu z Jagiellonią. Doświadczeni piłkarze zawiedli
Zaloguj się
  • ketjow1978

    Oceniono 1 raz 1

    Z przodu są nieźli, gdy mają bronić wygląda to już o wiele gorzej. Piłka to jednak taka gra, że samym atakiem się meczu z reguły nie wygra. Tak więc młodzi piłkarze Lecha, pamiętajcie też że trzeba bronić.

  • wozdo

    0

    Gytkjaera za wczorajsza impotencje powinni skopac po tylku

  • leming666

    Oceniono 3 razy -1

    Próbowałem chwile oglądać ten mecz ale dałem sobie po 10 minutach. Takiej przypadkowej kopaniny nie da się oglądać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX