Legia Warszawa zaskakuje na własnym stadionie. "Grają tak, że można ich pomylić z Barceloną"

- Piłkarze grają na naszym stadionie tak, że można pomylić ich z Barceloną - zachwalają kibice Legię Warszawa na Facebooku, gdzie także zachęcają się wzajemnie do przyjścia na sobotni mecz z Cracovią.

Może porównanie do Barcelony akurat zbyt fortunne nie jest, bo zespół Quique Setiena specjalnie nie zachwyca. Ale zachwyca za to Legia: 4:0 z Jagiellonią, 3:1 z ŁKS-em, 3:1 z Wisłą Płock, 4:0 z Koroną, 5:1 z Górnikiem, 7:0 z Wisłą Kraków, 2:1 z Lechem. Siedem wygranych meczów z rzędu. 28 zdobytych bramek, tylko cztery stracone. Legia u siebie nie przegrała w lidze od wrześniowego meczu z Lechią (1:2). W sobotę do stolicy przyjedzie jednak Cracovia, a więc wicelider tabeli, który do liderującej Legii traci trzy punkty. I choć zespół Michała Probierza nie gra tak efektownie - szczególnie na wyjazdach (trzy porażki w pięciu ostatnich meczach, cztery strzelone gole), to u siebie punktuje regularnie. Ma taki sam bilans jak Legia: dziewięć zwycięstw, jeden remis, dwie porażki.

Zobacz wideo >> Cracovia to najgroźniejszy rywal Legii.

Legia ze stadionu przy Łazienkowskiej uczyniła ostatnio twierdzę nie do zdobycia. Do najdłuższej serii zwycięstw u siebie w historii ekstraklasy brakuje jej jeszcze wiele (Wisła w latach 2003-2004 miała ich 19), ale dla kibiców stołecznego zespołu to i tak bardzo miła odmiana, bo do niedawna było zupełnie odwrotnie. - Sam chciałbym wiedzieć, czemu nie wygrywamy na własnym stadionie. Nie umiem tego wytłumaczyć. Mamy problemy ze stwarzaniem okazji do zdobycia bramki - rozkładał ręce Mateusz Wieteska jesienią 2018 roku, kiedy Legia na 11 meczów u siebie wygrała tylko trzy, straciła aż 19 bramek.

To już przeszłość, ale obecna postawa Legii i tak zadziwia. Także kibiców. - Piłkarze grają na naszym stadionie tak, że można pomylić ich z Barceloną - piszą fani Legii na Facebooku, gdzie zachęcają się wzajemnie do przyjścia na stadion. Choć na sobotni mecz chyba akurat szczególnie zachęcać się nie muszą, bo jeśli w kimś teraz upatrywać największego rywala w walce o mistrzostwo Polski to właśnie w Cracovii. - Zewsząd słyszę, że Cracovia chce być mistrzem. A ja oczekuję tego od innych zespołów. Czemu Pogoń nie miałaby być mistrzem? Czemu nie Śląsk? Niech te zespoły też o to grają, ale to Legia jest zdecydowanym faworytem ligi - próbuje zdejmować presję ze swoich piłkarzy Probierz.

Aleksandar Vuković odważnych deklaracji także unika, ale doskonale wie, że jeśli nie zdobędzie mistrzostwa, najpewniej pożegna się z pracą. I wie, że to właśnie Cracovia jest głównym rywalem w walce o tytuł. - Świadczy o tym jej miejsce w tabeli i ostatnie wyniki: wygrała dwa spotkania, jedno minimalnie przegrała - 0:1 z Piastem w Gliwicach, czyli tam, gdzie każdy zespół może stracić punkty - zwraca uwagę Vuković.

Legia - Cracovia. Starcie najlepszej ofensywy z najlepszą defensywą

Trener Legii przed sobotnim meczem nie ma zbyt wielu problemów. Kontuzjowany ostatnio Luis Rocha już ćwiczy z drużyną. Wypadł za to William Remy, ale do składu wraca Artur Jędrzejczyk, który w poprzednim meczu pauzował za kartki. - To nasz kapitan, ale Mateusza Wieteskę i Igora Lewczuka także traktuję jako podstawowych zawodników. Każdy z tej trójki ma takie same szanse na grę. Mimo że jeden z nich musi siedzieć na ławce, to nie jest on traktowany jako zmiennik - mówi Vuković, który jednak wszystkich kart nie odkrywa. Piątkowy trening dla dziennikarzy otworzył jedynie przez pierwsze pół godziny. A nie w całości, jak robił to przed poprzednimi meczami Legii w tym roku. - Tak samo jak Cracovia jest dla nas przejrzysta, tak samo my jesteśmy dla niej. Tutaj nie ma żadnych zaskoczeń. Jedyną niewiadomą pozostaje w zasadzie dyspozycja, w jakiej zawodnicy obu drużyn będą w sobotę - podkreśla.

Probierz, który też nie ma wielu kłopotów kadrowych (w Warszawie za kartki nie zagra tylko Kamil Pestka) zapewnia, że porażka z Piastem nie odbije się na pewności siebie. Zwraca uwagę, że na dłuższym dystansie Cracovia dotrzymuje kroku Legii, co też będzie miało w sobotę znaczenie. - Dlaczego mielibyśmy nie być pewni swego? Jeśli po 23 meczach mamy tylko trzy punkty mniej to znaczy, że ta pewność siebie jest w obu zespołach na podobnym poziomie. Nie położymy się przed Legią i nie powiemy jej, żeby wygrała z nami to spotkanie. Bo my też nie jesteśmy w dołku, nie wariujemy po jednej porażce z mistrzem Polski - mówi szkoleniowiec Cracovii, która w tym sezonie ma najszczelniejszą defensywę w lidze. Straciła tylko 18 bramek. Zwykle nie więcej niż jedną na mecz (w 10 z 23 spotkań zachowała czyste konto), choć to właśnie Legia wbiła jej w Krakowie dwie bramki, wygrywając jesienią 2:1.

Legia to z kolei najlepsza ofensywa - 49 goli. Drugi w tym zestawieniu Lech ma strzelonych 40, ale też już spotkanie tej kolejki za sobą, bo w piątek zremisował na wyjeździe 1:1 z Jagiellonią. - Najlepszą drogą, by cokolwiek osiągnąć na dłuższą metę, jest skoncentrowanie się na teraźniejszości. Dlatego najważniejsze jest tu i teraz, czyli sobota, godz. 20 i mecz z Cracovią. A dopiero potem mecze z Lechią, Piastem, Lechem czy Wisłą Kraków, które czekają nas w marcu - wylicza Vuković.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.