Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Szymon Marciniak może sędziować finał Ligi Europy! Brzęczek obserwuje nowego piłkarza

Szymon Marciniak jest bardzo poważnym kandydatem do poprowadzenia finału Ligi Europy w Gdańsku. Polski sędzia właśnie dlatego był obserwowany przez szefa sędziów UEFA, Roberto Rosettiego, podczas meczu Atletico z Liverpoolem. W swojej rubryce piszę także o najważniejszym meczu sezonu Karola Świderskiego i Cezarym Kuleszy, który łasi się na posadę prezesa PZPN. Ale po cichu.

Marciniak typowany na finał Ligi Europy

Mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów pomiędzy Atletico Madryt i Liverpoolem (1:0) był jednym z najważniejszych w karierze Szymona Marciniaka. Wraz ze swoimi asystentami prowadził już spotkania wyższe rangą (m.in. ćwierćfinał LM Juventus - Barcelona, czy dwukrotnie półfinały Ligi Europy), jednak ten rozgrywany na Wanda Metropolitano miał szczególne znaczenie. Marciniak znalazł się bowiem pod obserwacją Roberta Rosettiego. Włoch jest szefem sędziów UEFA i jak ustaliłem, jego obecność w Madrycie nie była przypadkowa. Nasz arbiter jest w ścisłym gronie kandydatów do poprowadzenia finału Ligi Europy, który odbędzie się 27 maja w Gdańsku.

Zobacz wideo Szymon Marciniak zdradził, jakiego zachowania piłkarzy najbardziej nie lubi:

Marciniak i jego koledzy na liniach – Paweł Sokolnicki i Tomasz Listkiewicz, a także sędzia techniczny Tomasz Musiał i odpowiedzialni za VAR: Paweł Gil i Tomasz Kwiatkowski – zebrali dobre noty u Rosettiego. Wbrew temu, co pisały angielskie media, czy mówił Jürgen Klopp. Niemiecki szkoleniowiec LFC szalał podczas meczu, za co otrzymał żółtą kartkę, a po spotkaniu żalił się dziennikarzom: - Jeśli prowadzisz taki mecz, musisz być niesamowicie silny psychicznie i radzić sobie z gorącą atmosferą. Zasłużyłem na swoją kartkę, bo powiedziałem zbyt wiele. Jednak czy nie miałem racji? - pytał podczas konferencji prasowej Klopp.

Jego narzekania nie miały jednak wpływu na ocenę pracy arbitrów. Ci nie popełnili większych błędów. Byli mało widoczni. Nie przeszkadzali meczowi w nabraniu wysokiego tempa. Rosetti ocenił ich wysoko. Marciniak jest więc na prostej drodze do wielkiego wyróżnienia. A dlaczego nie finał Ligi Mistrzów? W świecie sędziów jest traktowany jak medal najwyższej rangi. Meta zawodowej kariery. Oprócz finałów mistrzostw świata i Europy nie ma po nim wyższego szczytu do zdobycia. Do poprowadzenia dostają go oczywiście najlepsi, ale też bardzo doświadczeni arbitrzy.

Przykłady finałów LM z ostatnich lat:

Tottenham – Liverpool (2019): Damir Skomina (43 lata)

Real – Liverpool (2018): Milorad Mažić (45 lat)

Juventus – Real (2017): Felix Brych (42 lata)

Marciniak skończył w styczniu dopiero 39 lat więc jeszcze pnie się w hierarchii. Jest już bardzo wysoko, ale ma czas na naprawdę duże rzeczy. W styczniu był w Hiszpanii i Portugalii na dwóch wyczerpujących obozach UEFA i FIFA zorganizowanych dla elity arbitrów. Do końca lutego ładuje baterie. W marcu dowie się natomiast, czy znalazł się w gronie sędziów wytypowanych do prowadzenia meczów EURO 2020.

Mecz prawdy Świderskiego. Napastnik pod lupą selekcjonera

Za miesiąc pełną parą ruszają przygotowania do ME. Polska zmierzy się w meczach towarzyskich z Finlandią (27 marca) i Ukrainą (31 marca). To ostatni gwizdek, żeby przekonać do siebie Jerzego Brzęczka. Wolnych biletów na samolot do Dublina zostało niewiele, ale selekcjoner cały czas obserwuje. Na ostatnią przymiarkę przed zgrupowaniem w Opalenicy może załapać się Karol Świderski. Przed napastnikiem PAOK-u bardzo ważny sprawdzian. W niedzielę wystąpi w meczu wagi ciężkiej przeciwko Olympiakosowi, podczas którego będzie obserwowany przez sztab kadry. W Salonikach zapowiada się wysoka temperatura na murawie i trybunach. Mecz można traktować jako bezpośrednie starcie o mistrzostwo Grecji. Tylko Olympiakos i PAOK liczą się jeszcze w walce o tytuł. Ekipa z Pireusu ma 60 punktów, dwa więcej od klubu Świderskiego. Trzeci AEK traci do lidera już trzynaście oczek.

Nic dziwnego, że sztab chce akurat zobaczyć kandydata podczas takiej próby nerwów. Jeśli ją zda, może przybliżyć się do pierwszego powołania u Brzęczka. Świderski przez cały sezon pracuje na zainteresowanie selekcjonera. 23 latek zdobył w tym sezonie trzynaście bramek. Dziesięć trafień w lidze daje mu pozycję wicelidera klasyfikacji strzelców. Ostatniego gola strzelił 12 lutego w spotkaniu krajowego pucharu przeciwko Panathinaikosowi (1:0). PAOK awansował do półfinału rozgrywek.

Brzęczek być może chce nieco zmącić spokój etatowych napastników reprezentacji. Na mistrzostwa Europy pojedzie najprawdopodobniej trzech snajperów. Roberta Lewandowskiego trzeba wyciągnąć poza nawias. Jest bezkonkurencyjny. Natomiast czy o miejsce mogą obawiać się Arkadiusz Milik lub Krzysztof Piątek? Na wygryzienie któregoś z nich Świderski musiałby bardzo mocno zapracować, ale jego obecność na marcowym zgrupowaniu może jedynie podkręcić poziom motywacji. Milik w tym sezonie prezentuje się bardzo solidnie – w 19 meczach zdobył dwanaście bramek. Jego największym problemem jest jednak zdrowie. Piłkarza Napoli nie opuszcza pech. Ostatnio infekcja kolana wykluczyła go z meczu przeciwko Cagliari. Wcześniej borykał się z problemem z pachwiną i urazem mięśniowym. Przez te dolegliwości opuścił aż cztery mecze eliminacyjne. Ciągle coś mu się przytrafia. W pierwszym spotkaniu o punkty przeciwko Austrii (1:0) dostał szansę występu w podstawowym składzie. W Wiedniu przez 45 minut przeżywał męczarnie – jak się potem okazało wcześniej zmogła go choroba.

Selekcjoner musi mieć wykaz kontuzji Milka z tyłu głowy i w razie czego szykować plan awaryjny. Do analizy innych scenariuszy zmusza też forma Piątka, która jest znakiem zapytania. Zamiana AC Milan na Herthę nie dała na razie wyraźnej poprawy. W Berlinie trafił do tej pory raz. Dla usprawiedliwienia – w dużej mierze przez mało kreatywnych kolegów. Przeprowadzka do Niemiec miała oznaczać stabilizację. Tymczasem jest nie lepiej niż w Mediolanie, gdzie ciągle dochodziło do organizacyjnych wstrząsów. Kilkanaście dni temu z funkcji trenera zrezygnował Juergen Klinsmann. Nie ma go już także w radzi nadzorczej. Trzeba było dokonać przetasowań. Wykonać nerwowe ruchy. W przypadku Piątka trudno mówić więc o odnalezieniu spokoju. W ciągu dwóch lat zagrał w czterech klubach. Właśnie zaczął pracę z dziewiątym szkoleniowcem. Pod względem statystyk 24-latek rozgrywa na razie najgorszy pełny sezon w profesjonalnej karierze. Licznik wskazuje tylko sześć bramek. Na jego podkręcenie napastnik ma jeszcze dwanaście spotkań w Bundeslidze.

Na ostateczne decyzje przyjdzie jeszcze czas, ale jestem przekonany, że selekcjoner i jego ludzie odbierają takie sygnały. Biorą pod uwagę różne opcje. Dlatego Świderski jadący na EURO to wciąż odległa historia. Ale wcale nie musi być science-fiction.

Kulesza działa po cichu. Nie ogłosi startu w wyborach

Marek Koźmiński oficjalnie ogłosił swój start w wyborach na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Nie była to szokująca informacja, bo od miesięcy się jej spodziewano. Natomiast podczas briefingu, jaki zorganizował na PGE Narodowym, zastanawiałem się, czy tą decyzją zaprasza do tańca ewentualnych kontrkandydatów. Zdaje się, że nic z tego. Rywal w wyścigu po najważniejszą funkcję w polskiej piłce będzie jeden – Cezary Kulesza. Współwłaściciel Jagiellonii obrał jednak inną strategię. Cichą agitację wyborczą. Kolega Koźmińskiego z obecnego zarządu PZPN potwierdza w nieoficjalnych rozmowach, że ma aspiracje zastąpić Zbigniewa Bońka, ale nie zamierza ogłaszać tego publicznie. Dlaczego? Bo to nie wybory powszechne. Głosują delegaci, którzy 27 października w warszawskim Sofitelu będą mieli do rozdania 118 głosów. Kulesza doskonale zna zasady gry i swoje karty chce rozdawać w kuluarach. Dłonie działaczy ściska po cichu już od wielu miesięcy. Koźmiński natomiast obrał inną drogę. Jak to określił w czwartkowym wywiadzie dla Sport.pl, zamierza walczyć o przychylność środowiska przy zapalonym świetle. Kandydaci – oficjalny i nieoficjalny – będą mogli wykazać się darem przekonywania w najbliższy weekend. Obaj wybierają się na Śląsk, gdzie trwają obchody 100-lecia tamtejszego związku piłkarskiego. Ciekawe, która metoda okaże się bardziej skuteczna na październikowej mecie w Victorii.