Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Legia popełniła wiele prostych błędów. Bartl śmieje się sam z siebie po rzucie karnym

Raków Częstochowa zremisował 2:2 w meczu 22. kolejki PKO BP Ekstraklasy z Legią Warszawa. Drużyna Marka Papszuna, który w Bełchatowie po czerwonej kartce ze spotkania z Lechem i w sobotę szalał tylko na trybunach, postawiła liderowi ligowych rozgrywek trudne warunki i wykorzystywała błędy Legii. Miała nawet szansę na zwycięstwo, ale Daniel Bartl kuriozalnie wykonał rzut karny podyktowany dla klubu z Częstochowy, który ostatecznie utrzymał do końca meczu remis.

Rakowa w meczu z Legią nie mógł poprowadzić trener Marek Papszun, który poszedł na trybunę VIP z córką w roli obserwatora spotkania. Tak mogło się wydawać, ale szkoleniowiec żył nim tak, jakby znajdował się tuż obok ławki rezerwowych. W trakcie meczu nie szczędził ostrych uwag i komentarzy swoim zawodnikom, a także sędziom. Przy linii bocznej w jego zastępstwie pojawił się Goncalo Feio.

Rewelacyjny 18-latek zachwyca w Legii! "Pół Europy będzie się o niego zabijać"

Zobacz wideo

Papszun dyrygował z trybun

Papszun w ostatnich minutach wspierał swój zespół już sprzed barierki oddzielającej trybunę od boiska. Krzyczał, gestykulował, ale jego zespół był już świadomy tego, co trzeba robić. - Słyszeliśmy go zwłaszcza w pierwszej połowie, w drugiej trochę zagłuszyli go kibice. To specyficzna sytuacja, żeby grać bez niego przy linii, ale trener Goncalo też podołał zadaniu. Pokazaliśmy, że Raków jest jednością – opisywał Daniel Bartl, pomocnik częstochowian, którzy wyrwali punkt w meczu z liderem Ekstraklasy i należy ich za to chwalić. Wiele w tym meczu wynikało jednak ze słabości Legii. Dzięki ich błędom gospodarze mogli nawet wygrać na Gieksa Arenie.

Niewykorzystana szansa na sensację

Defensywa legionistów popełniła w meczu z Rakowem wiele prostych błędów, dzięki której rywal warszawian miał dwa rzuty karne. Wykorzystał tylko jeden, bo przy pierwszym na kuriozalną, nieudaną podcinkę zdecydował się wspomniany Bartl. - Miał być karny a’la Panenka – śmiał się Czech już po spotkaniu. - Ćwiczyłem to rozwiązanie na treningu i wiedziałem, jak chcę uderzyć. Zrobiłem to za mocno i nie wyszło. Teraz jest śmiesznie, ale przede wszystkim mogłem trochę odmienić przebieg meczu (karny miał miejsce przy wyniku 1:1) i żałuję tej sytuacji. Trener powiedział mi jednak, że to mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej. Jestem zdania, że gdybym strzelił to wygralibyśmy z Legią, ale ostatecznie ten remis jest sprawiedliwy – komentował Bartl.

Powinien uderzyć co najmniej tak pewnie, jak w przypadku drugiego karnego zrobił to Petr Szwarz. To był gol wyrównujący, po którym Raków cofnął się do własnego pola karnego i bronił do ostatniej minuty, żeby wywalczyć jeden punkt. - Byliśmy bardzo pewni. Trener Goncalo chciał nawet, żebyśmy jeszcze zaatakowali, ale my wiedzieliśmy, że pozostanie nam obrona remisu.

Trzeba docenić ten punkt, bo on pokazuje także, że możemy powalczyć z każdym w tej lidze. Skupiamy się zwłaszcza na bezpośrednich rywalach w walce o grupę mistrzowską – mówił Bartl.

Legia mimo remisu z Rakowem wciąż jest pierwsza w tabeli z dorobkiem 42 punktów. Ma trzy punkty przewagi nad Cracovią, która w niedzielę o 17.30 zagra z Lechem. Częstochowianie są na dziewiątym miejscu z 29 punktami.

Pobierz aplikację Football LIVE na Androida

Aplikacja Football LIVEAplikacja Football LIVE Sport.pl