Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Novikovas ma nowego konkurenta. "Nikt nie musi mi mówić, że nie jestem w formie"

- Krytykowali mnie w Jagiellonii, krytykują mnie w Legii. Kiedyś to wszystko czytałem, brałem do siebie, ale teraz już tego nie robię. Nikt nie musi mi mówić, że nie jestem w formie. Sam wiem to najlepiej - mówi Arvydas Novikovas, skrzydłowy Legii Warszawa.

Legia Warszawa zimą sprowadziła Mateusza Cholewiaka. To on ma być konkurentem do gry na skrzydle dla Arvydasa Novikovasa. Jeszcze dwa dni przed meczem z ŁKS-em wydawało się, że Cholewiak tę rywalizację wygrał. Ostatecznie Aleksandar Vuković postawił na Novikovasa. Zdjął Litwina z boiska jednak szybko, już w 63. minucie. A zmiana okazała się kluczowa dla losów meczu, bo to Maciej Rosołek dał Legii impuls do ataku. Osiem minut po tym, jak pojawił się na murawie, dostał idealne podanie od Waleriana Gwilii (drugiego rezerwowego), był szybszy od łódzkich obrońców oraz Arkadiusza Malarza i trafił na 1:1. Potem jego koledzy dołożyli jeszcze dwie bramki - Legia wygrała 3:1.

- I ja się bardzo cieszę, że obaj dali dobrą zmianę i Legia ten mecz wygrała - mówi Novikovas.

Na Litwina od początku sezonu spada jednak najwięcej krytyki. Po meczu z ŁKS-em nie było inaczej. "On się nie nadaje, "oby zgnił na ławce", "był najsłabszy, ale to chyba żadne zaskoczenie", "im szybciej zniknie z Legii, tym lepiej dla Legii" - to tylko niektóre negatywne komentarze na temat występu Novikovasa. - Już się przyzwyczaiłem - mówi Litwin. - Krytkowali mnie w Jagiellonii, krytykują mnie w Legii. Dobry mecz, zły - bez różnicy. Jest dużo hejterów. Kiedyś to wszystko czytałem, brałem do siebie, ale teraz już tego nie robię. Nikt nie musi mi mówić, że nie jestem w formie. Sam wiem to najlepiej - dodaje.

Rewelacyjny 18-latek zachwyca w Legii! "Pół Europy będzie się o niego zabijać"

Zobacz wideo

Novikovas: Mógłbym grać na alibi, ale po co?

13 występów, cztery gole i dwie asysty. To dorobek Novikovasa w tym sezonie ekstraklasy. Nie wygląda źle, ale Litwin i tak krytycznie podchodzi do swojej dyspozycji. - Mogę tej drużynie dawać znacznie więcej - uważa. - Nie chcę się teraz usprawiedliwiać ani bronić. Po prostu czasami tak w życiu piłkarza bywa, że przychodzi kryzys. Ale ciężko pracuję, by z niego wyjść. Wiem, co muszę poprawić, czuję wsparcie trenera. Jedyne, czego bym nie chciał, to zmieniać swojego stylu. Bo mógłbym podawać do boku albo do obrońców, grać na alibi, ale chyba nie taka jest rola skrzydłowych. Oni są od tego, by dawać drużynie liczby. Ja ich zbyt wiele nie daje, ale skoro będąc bez formy, mam cztery bramki i trzy asysty [jedną w el. do LE], to co będzie, kiedy ta forma przyjdzie?

Ta forma już przyszła - jesienią, kiedy Novikovas w miesiąc zdobył trzy bramki. Po nich pojechał na mecz kadry Litwy i dorzucił kolejne trafienie. A potem nagle wszystko wyhamowało. W listopadowym meczu z Koroną Kielce Vuković zdjął Novikovasa już w 20. minucie. Powód? Litwin miał problemy z oddychaniem. Nie po raz pierwszy. Tyle że do tej pory przechodziły po kilkudziesięciu sekundach. - Mijały kolejne minuty, a ja wciąż źle się czułem. Momentami sądziłem, że jest lepiej, ale zrobiłem sprint, wyskoczyłem do piłki i znów było to samo, zaczynało mi się kręcić w głowie - wspomina.

Novikovas od razu ze stadionu pojechał do szpitala, gdzie natychmiast postawiono diagnozę - problemy z sercem, potrzebna ablacja (metoda leczenia arytmii serca za pomocą prądu). Kolejna, bo pierwszą ablację Litwin przeszedł latem 2016 roku, kiedy był jeszcze piłkarzem VfL Bochum.

- Kiedy pierwszy raz przechodziłem ablację, musiałem unikać wysiłku przez miesiąc. Teraz było zupełnie inaczej. Usłyszałem od lekarzy, że po tygodniu od zabiegu mogę już normalnie trenować. Ale ta druga ablacja była gorsza. W trakcie zabiegu, nie powiem, byłem trochę przestraszony. Za pierwszym razem trwało to 30 minut, teraz ponad godzinę. Przez cały czas miałem świadomość, bo dostałem jedynie miejscowe znieczulenie w okolicach pachwiny. Nic przyjemnego, ale wychodzi na to, że ta pierwsza ablacja była nieudana. Zresztą wtedy już po miesiącu czułem, że coś jest nie tak - w trakcie biegania, trochę mnie przytykało, czułem czasem kłucie w klatce piersiowej. Teraz na szczęście wszystko jest w porządku. Od zabiegu minęły ponad dwa miesiące i czuję się dobrze. Mam nadzieję, że te problemy już nie wrócą - mówi Novikovas.

"Z Jagiellonią byłem wiecznie drugi, chce być w końcu pierwszy"

Legia po niedzielnej wygranej z ŁKS-em wciąż jest liderem tabeli. W najbliższej kolejce zagra na wyjeździe z Rakowem Częstochowa. Potem do Warszawy przyjedzie Jagiellonia, a więc klub, z którego Novikovas osiem miesięcy temu trafił na Łazienkowską. - Jesienią w Białymstoku trochę mnie powyzywali na rozgrzewce, ale nie przejmowałem się tym. Teraz też nie zamierzam. Nie traktuję tego meczu jakoś szczególnie - mówi Novikovas. - Skupiam się na tym, by zacząć grać lepiej. A najbardziej interesuje mnie to, żeby Legia wygrywała, bo to liczy się przede wszystkim. Z Jagiellonią byłem wiecznie drugi, teraz chce być w końcu pierwszy. I w formie.