Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dlaczego PZPN nie degraduje klubów za korupcję? "Afera miała wymiar polityczny"

Gdyby Cracovia była karana za korupcję ponad dekadę temu raczej nie uniknęłaby degradacji. Kilka lat później nie dostałaby za nią nawet minusowych punktów. Co za "systemowe korumpowanie sędziów" grozi jej obecnie i dlaczego nie będzie ukarana jak GKS Bełchatów?

Na początku lutego Polski Związek Piłki Nożnej poinformował o rozpoczęciu postępowania dyscyplinarnego wobec Cracovii. Dotyczy ono przewinień korupcyjnych z sezonu 2003/04. Klub może zostać ukarany ujemnymi punktami. Możliwa jest także kara finansowa, o czym więcej pisaliśmy tutaj >>

Do 1 lipca 2009 roku degradujmy. Po tej dacie niech wystarczą punkty karne i grzywna - zadecydowali delegaci na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu PZPN, do którego doszło 11 maja 2008 roku. To była główna myśl przyjętej wtedy ustawy. Dodajmy, że chodziło o karanie czynów korupcyjnych popełnionych do 1 lipca 2005 roku, czyli do momentu, gdy meczami handlowało pół ligi. Uchwała dotycząca lżejszych rozliczeń z wstydliwą przeszłością została przyjęta zdecydowaną większością głosów - 107 delegatów ją poparło, przeciw było tylko trzech. Jednomyślność w tej sprawie była zrozumiała. Głównie dlatego, że wokół polskiego futbolu zrobił się duży bałagan.

Ekstraklasa traci gwiazdy. "Niedługo wrócą i będziemy ich witali z honorami":

Zobacz wideo

Gruba kreska i zejście z linii strzału

- W sprawach korupcji trzeba było postawić grubą kreskę - mówi nam Michał Listkiewicz, ówczesny prezes PZPN, który prowadził wspomniane walne zgromadzenie. - To służyło też ograniczeniu powracających kłopotów. Związek był chłopcem do bicia. Afera miała wymiar polityczny. Problemy gospodarcze, ekonomiczne przestawały mieć znaczenie, można było odwracać od nich uwagę i przekierowywać ją na korupcję, kary i degradacje. Trzeba było zejść z linii strzału, uciec od instrumentalnego wykorzystywania problemów piłki przez polityków. Najpierw z korupcją walczyliśmy surowo, potem chcieliśmy dać sygnał, by skupić się na budowaniu czegoś nowego - tłumaczy Listkiewicz.

Mniej i bardziej liberalnych rozwiązań problemu było wówczas kilka. Wybrano rozwiązanie pośrednie. Było bardzo wyczekiwane przez część opinii publicznej, a szczególnie partnerów telewizyjnych. Przecież sezon 2008/09 Ekstraklasy rozpoczął się z dwutygodniowym poślizgiem. Najważniejsze rozgrywki miały wtedy miejsce nie na boiskach, a w gabinetach Trybunału Arbitrażowego przy PKOL-u. Cała Polska zastanawiała się, czy zdegradowane za oszustwa ekipy z Kielc i Lubina mają jakieś szanse, by po zabiegach prawnych zostać w Ekstraklasie. Ostatecznie nie zostały.

Koniec z degradacjami, czyli święty spokój

To właśnie w 2008 roku kluby zaczęły dzielić się na te, które za kupowanie meczów zapłaciły najsurowiej (Arka Gdynia, Górnik Polkowice, Zagłębie Sosnowiec, Górnik Łęczna, KSZO Ostrowiec, Korona Kielce, Widzew, Zagłębie Lubin, Szczakowianka Jaworzno) oraz te, które dostały inne kary - finansowe lub punktowe (GKS Bełchatów, Jagiellonia, Podbeskidzie Bielsko Biała, Unia Janikowo, Świt Nowy Dwór Mazowiecki). Odejście od degradacji było też rozwiązaniem bezpiecznym dla PZPN.

- Z tego co wiem, PZPN stawał przed sytuacją, w której brakowało mu twardych dowodów na dalsze karanie. Prośby o przesłanie akt z prokuratury często kończyły się odmową. To były czasy, w których służby nie miały do związku zaufania. Zresztą wśród oskarżonych w różnych sprawach byli też członkowie zarządu i działacze - mówi nam Dominik Panek z Polskiego Radia, który korupcyjną aferę opisuje na blogu Piłkarskamafia.

- Unikanie wymierzania degradacji za przewinienia korupcyjne sprzed ponad 15 lat ma zapobiegać wpływaniu na rozgrywki – przyznaje Sport.pl Adam Gilarski, rzecznik dyscyplinarny PZPN. - W katalogu kar są skuteczne narzędzia wymierzające sprawiedliwość. Kara minus 30 punktów, z której możemy korzystać, jest przecież karą dotkliwą, często równą degradacji - tłumaczy Gilarski. Wydział Dyscypliny, który na początku korupcyjnej afery był dość kategoryczny, w końcu musiał przyjąć też argument o zbytniej surowości swych decyzji, czy nawet ich nieprawidłowości.

Tak było choćby w przypadku Jagiellonii Białystok, która na początku 2009 roku odwołała się po swej degradacji do Związkowego Trybunału Piłkarskiego. Ten rzeczywiście uznał to za rozwiązanie zbyt rygorystyczne i zamienił na 10 ujemnych punktów oraz karę finansową w wysokości 300 tys. złotych. W przypadku Unii Janikowo, też skazanej wstępnie na degradację, trybunał wskazał, że klubowi nie zostały przedstawione dowody winy i nie miał pełnej możliwości obrony. Ekipa z kujawsko-pomorskiego ostatecznie też dostała ujemne punkty i karę finansową. Warto zauważyć, że ostatni mecz Janikowo ustawiło we wrześniu 2005 roku, a więc w momencie, którego łagodniejsze zapisy ustawy z 2008 roku nie obejmowały. To dlatego PZPN od początku chciał degradacji klubu.

Interpretacja paragrafu 21

Przypadek Janikowa i wziętej właśnie pod lupę Cracovii jest zatem różny. W Cracovii ostatni czyn korupcyjny miał miejsce w maju 2005 roku, a zatem w czasie, na który działa moc paragrafu 21. ustawy z 2008 roku. Przytaczamy go w całości:

Przyjmuje się, iż za przewinienia popełnione w okresie do 30 czerwca 2005 roku, nie będzie wymierzać się od dnia 1 lipca 2009 roku kar degradacji klubom. Natomiast od dnia 1 lipca 2008 roku kary degradacji wymierzane będą w przypadku wystąpienia zjawiska korupcji jako czynu ciągłego. Oceny tej dokonywać będzie Wydział Dyscypliny, rozpatrując poszczególne indywidualne sprawy.

Po pierwszym przeczytaniu paragrafu można uznać, że wcale nie zakazuje on absolutnego degradowania drużyn, bo wydarzenia korupcyjne, które zaistniały do połowy 2005 roku, będą karane degradacją jeśli miały charakter ciągły.

W 2012 roku PZPN musiał ponownie spojrzeć na wspomniany paragraf, bo trwał proces w sprawie korupcji w GKS-ie Bełchatów. Klub kupował mecze do czerwca 2005 roku. Ówczesny rzecznik dyscyplinarny PZPN w rozmowie z katowickim “Sportem” mówił, że Bełchatowowi grozi degradacja, co wynika właśnie z powyższej ustawy jak oznajmił: “w myśl, której związek nie będzie orzekać kary degradacji za czyny korupcyjne popełnione przed zakończeniem sezonu 2004/2005, chyba że mają one charakter ciągły" - zinterpretował paragraf Wojciech Petkowicz.

Przypomnijmy, że ekipa z województwa łódzkiego kupiła 33 spotkania, więc czyn ciągły był ewidentny. Gdy w 2014 roku Komisja Dyscyplinarna PZPN obradowała w sprawie Bełchatowa opierała się jednak na innej interpretacji paragrafu 21. Dotarliśmy do niej. W wyjaśnieniach czytamy:

  • Za przewinienia korupcji w piłce, popełnione do 30 czerwca 2005 roku niedopuszczalne jest, począwszy od dnia 1 lipca 2009 roku wymierzenie kary degradacji klubowi piłkarskiemu,
  • W okresie od dnia 1 lipca 2008 r. do dnia 1 lipca 2009 r. karę degradacji za czyny, popełnione przed dniem 1 lipca 2005 r. można było orzec, ale jedynie w przypadku, gdy działania korupcyjne miały charakter czynu ciągłego.
  • “Oznacza to, że w świetle uchwały Zjazdu z roku 2008, będącego najwyższą władzą Związku, orzeczenie w stosunku do klubu GKS Bełchatów kary degradacji byłoby możliwe jedynie wtedy, gdyby orzeczenie organu dyscyplinarnego zapadło przed 1 lipca 2009 r., a nie ponad 6 lat później – tj. w grudniu 2014 r.” - spuentowano.

To ważna wykładnia, bowiem została ona użyta także w przypadku obecnej sprawy Cracovii. To dlatego jej degradacja jest według PZPN obecnie prawnie niedopuszczalna. Cracovia i Bełchatów mogłyby zostać zdegradowane, gdyby o ich winie orzekano np. w pierwszej połowie 2009 roku. W przypadku Bełchatowa (tak jak teraz Cracovii) w grę wchodziły zatem ujemne punkty i uderzenie po kieszeni. Dlaczego zatem GKS ukarano ostatecznie jedynie finansowo?

Bełchatów uratowany przez system, Cracovia może żałować

Pół miliona złotych - tyle wynosiły finansowe sankcje dla Bełchatowa. Dlaczego nie zdecydowano się na ujemne punkty? Chciano je zastosować, ale pojawiał się problem. W roku 2014 mieliśmy w Ekstraklasie inny, specyficzny system rozgrywek. Wówczas punkty po pierwszej części sezonu były dzielone.

- Komisja rozpatrując sprawę uznała, że w tej sytuacji ujemne punkty są trudne czy nawet niemożliwe do zastosowania. Ich nałożenie było absurdalne, mogło przynieść absurdalne rozstrzygnięcia. Zdecydowano się zastosować najwyższy możliwy wymiar kary finansowej. Oprócz tego w Bełchatowie korupcja inspirowana była głównie przez piłkarzy, to była ich inicjatywa. Klub został ich ofiarą. Dlatego wtedy mocno zdecydowaliśmy się karać za korupcję konkretne osoby fizyczne - tłumaczy nam Gilarski.

W ten sposób uniknięto możliwych działań na liczbach ujemnych i prawdopodobnego paradoksu. Po podziale punktów na pół Bełchatów mógł być przecież w lepszej sytuacji niż przed ich podziałem. Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym klub zaczynający ligę z minus 30 punktami, po pierwszej części sezonu miałby ich minus 12, a po podziale już tylko minus 6. W takiej sytuacji na dzieleniu by skorzystał, zniwelował straty. Jeśli władze Cracovii mogą obecnie czegoś żałować, to tego, że systemu dzielenia punktów już nie ma. Jest duże prawdopodobieństwo, że gdyby działał, “Pasy” za dawne grzechy byłyby obecnie narażone tylko na karę finansową.

Możliwe sankcje po kilkunastu latach i tak budzą różne przemyślenia, szczególnie zdając sobie sprawę, że za tę samą sprawę Cracovia w różnych latach byłaby karana w odmienny sposób:

  • Przy orzeczeniu kary na początku 2009 roku prawdopodobnie zostałaby zdegradowana,
  • Przy orzeczeniu w 2010 nie mogłaby zostać zdegradowana, ale groziłyby jej punkty ujemne i kara finansowa,
  • Przy orzeczeniu w 2015 roku dostałaby tylko karę finansową,
  • Obecnie naraża się i na ujemne punkty i na karę finansową.

Odwlekanie kary

Doszliśmy do momentu, w którym karę za korupcję determinuje nie tylko rodzaj i skala przewinienia, ale przede wszystkim czas orzekania o winie, struktura rozgrywek, a być może jeszcze kilka innych spraw.

- Te kluby, który odniosły największą korzyść z korupcji, lub kupowały najwięcej, powinny być ukarane najbardziej dotkliwie, czyli degradacją. Bez znaczenia, kiedy to było. W sytuacjach sporadycznej korupcji wystarczą minusowe punkty czy kary finansowe - przedstawia swój punkt widzenia Panek.

- Rozumiem, że można odnieść wrażenie, że niektórym klubom udało się przedłużyć moment wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny, ale złożyło się na to kilka czynników - mówi nam Gilarski i przechodzi do sprawy Cracovii. - W aktach dotyczących Jacka P. i Rafała R. podejrzani twardo zaprzeczali swojej winie, poza tym nie przyznawali się do koneksji z klubem. Do tego prokuratura w Akcie Oskarżenia z 2015 roku wskazała, że osoby te były niezwiązane instytucjonalnie i formalnie z Cracovią, że reprezentowały środowisko kibiców. To powstrzymywało nas od szybkich działań i oczekiwaliśmy wyroku karnego w tej sprawie. W uzasadnieniu wyroku wskazano, iż Rafał R. zasiadał w radzie nadzorczej Cracovii w okresie, w którym korumpowani byli sędziowie meczów z jej udziałem. Współdziałał też z głównym „macherem” Jackiem P. Dodam jeszcze, że gdyby klub przyznał się i poddał karze dekadę temu lub w momencie, gdy karany był GKS Bełchatów ta sprawa byłaby teraz zamknięta - mówi Gilarski.

To, że prokuratura zaczynała prowadzić sprawę podejrzanych o ustawianie meczu osób (Jacka P. oraz Rafał R.), bez powiązania ich z Cracovią, dziwiło też Dominika Panka. Szczególnie, że nie było wielką tajemnicą, że Rafał. R zasiadał w radzie nadzorczej “Pasów”.

- To mogło przecież dać podstawy do przesłuchania innych członków rady nadzorczej albo członków zarządu klubu. To wpływało też na ewentualną karę dyscyplinarną - zauważa dziennikarz.

To dlatego KD PZPN wkroczyła do akcji dopiero teraz. Tuż po wyroku Sądu Rejonowego dla Krakowa-Krowodrzy. Rzecznik dyscyplinarny poprosił już sąd o przesłanie rozstrzygnięcia w tej sprawie i poinformował opinię publiczną o zamiarach wszczęcia postępowanie dyscyplinarnego. To może oznaczać, że PZPN nie będzie czekał na prawomocny wyrok sądu. Dlaczego?

- W przypadku Cracovii według mojej wiedzy mieliśmy do czynienia z systemowym korumpowaniem sędziów od początku sezonu 2003/2004. Część z nich przyznała się zresztą do tych działań. Część, która się nie przyznała, i tak jest już skazana prawomocnym wyrokiem sądu. Moja ocena tej sytuacji pozwala na przedłożenie sprawy Komisji Dyscyplinarnej już teraz, bez oczekiwania na uprawomocnienie się wyroku sądu - informuje nas Gilarski.

Uprawomocnienie się wyroku być może dawałoby związkowi nieco mocniejsze argumenty w procesie karania. Tym bardziej, że wymierzając kary, związek często sam narażał się na problemy.

PZPN na sądowej ścieżce

Kluby zaczęły bowiem coraz chętniej walczyć z bolesnymi decyzjami. Z wielomilionowymi roszczeniami do PZPN wystąpiła np. Szczakowianka Jaworzno. Sprawę przegrała w sądzie okręgowym w Warszawie. Pisma o roszczenia przysłało też Zagłębie Lubin i Górnik Łęczna. Sprawa tego ostatniego trafiła nawet do Sądu Najwyższego. Ostatecznie jego orzeczenie okazało się korzystne dla PZPN-u. Ciekawy był też przypadek ukarania przez piłkarskie organy kilkunastu osób związanych z Zagłębiem Sosnowiec (kary finansowe i zawieszenia). Po pewnym czasie i procesie sądowym zakończonym dopiero w 2017 roku, sąd uniewinnił bowiem pięć z podejrzanych osób. Wyrok był prawomocny. Adwokat Pawła Ryngiera (członka sztabu szkoleniowego Zagłębia) i Tomasza Stolpy (piłkarza) zapowiedział pozew przeciwko PZPN-owi. Do sporu przed sądem ostatecznie nie doszło. Przynajmniej w tym przypadku.

Widzew Łódź po tym jak w 2009 roku awansował do Ekstraklasy dostał karę degradacji o jeden poziom rozgrywkowy. Został zatem w pierwszej lidze. Też postanowił walczyć. Swoje straty wyliczył na blisko 14 mln zł, sprzedał roszczenia firmie windykacyjnej, a ta udała się do sądu powszechnego. Sąd bez rozpoznawania sprawy odrzucił pozew, wskazując, że zgodnie ze statutem PZPN do rozstrzygania takich przypadków prawo ma Piłkarski Sąd Polubowny. Jak widać, kluby stojąc pod ścianą robiły co mogły, by nie dać się mocno trafić. Można domniemywać, że Cracovia, która od pewnego czasu radzi sobie w Ekstraklasie znakomicie, też będzie walczyć o uniknięcie surowych kar. Klub zapytany przez nas o możliwe rozwiązania nie chciał komentować sprawy.

"Z rozgoryczeniem śledzimy doniesienia medialne. Będziemy wskazywać, że klub jest stroną poszkodowaną w tej sprawie" - poinformował nas Przemysław Staniek, rzecznik prasowy Cracovii.

Na pierwsze decyzje dotyczące "Pasów" trzeba będzie jednak trochę poczekać. - Takie sprawy trwały zwykle kilka miesięcy. Na razie czekam na wyrok sądu, który będzie podstawą do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Potem z materiałami zapoznają się członkowie komisji, co też będzie chwile trwało. Poza tym szczerze mówiąc nawet nie chciałbym, aby możliwe rozstrzygnięcia przypadały na najgorętszy czas w rozgrywkach Ekstraklasy. Mam świadomość, że ta sprawa może wpływać na rywalizujące drużyny, a nawet - mówiąc po piłkarsku - na głowy piłkarzy - mówi nam Gilarski. To oznacza, że w tym sezonie “Pasy” mogą skupić się na grze. Martwić będą się zapewne na jesieni.

Nietykalni

Na piłkarskiej mapie klubów, które brały udział w procederze korupcyjnym są jeszcze te, które nie zostały i nie zostaną ukarane, bo jest to niemożliwe z prawnego punktu widzenia. Nie są bowiem formalnie związane z podmiotami, które kilkanaście lat temu meczami handlowały. Grają teraz na innej licencji lub przestały istnieć.

Obecny KKS Lech Poznań nie jest np. następcą prawnym stowarzyszenia WKP Lech Poznań i nie może brać na siebie odpowiedzialności za dawne grzechy tamtego "Kolejorza". Przynajmniej z punktu widzenia prawnego, bo gra przecież w tym samym miejscu, ma tych samych kibiców, którzy śpiewają te same piosenki. Dzisiejszy Lech funkcjonuje jednak na licencji Amiki Wronki (paradoksalnie też zamieszanej niegdyś w korupcję). To samo dotyczy kupującego niegdyś mecze Motoru Lubin, który funkcjonuje obecnie na licencji Spartakusa Szarowola. Dawna Pogoń Szczecin, która w aktach ma 38 ustawionych spotkań, została wycofana z rozgrywek. Ta obecna zaczynała zmagania od IV ligi i powstała na bazie kibicowskiej Pogoni Nowej Szczecin. Klubów, które po handlowaniu meczami z różnych przyczyn wycofały się z rozgrywek lub zmieniły formę prawną, jest jeszcze kilka.