Imponujące CV, ale też kontrowersje i wielka niewiadoma. Wątpliwości po transferze Pekharta

Tomas Pekhart w poniedziałek został nowym zawodnikiem Legii. To piłkarz, który radzi sobie w ligach niewymagających wirtuozerii. W Grecji i Czechach był wyróżniającą się postacią, nie przepadł w Bundeslidze. Z drugiej strony od kilku klubów się odbił, brał udział w kilku kontrowersyjnych sytuacjach, a w swojej reprezentacji nigdy nie zaistniał, bo był w niej tylko na chwilę. Następca Jarosława Niezgody w Legii jest w pewnym sensie kotem w worku. Niewiadomą w ładnym opakowaniu - CV robi wrażenie, ale jego analiza podsuwa już szereg wątpliwości. Czech może rozwiać je tylko w jeden sposób - dobrymi występami w ekstraklasie.

Mistrzostwa Czech i Izraela. Puchar Grecji, występ na Euro 2012, dwa gole w czeskiej kadrze, gra w Bundeslidze, Championship, Segunda Division i transfer do Tottenhamu - to skrócone CV Tomasa Pekharta, który w poniedziałek 10 lutego podpisał kontrakt z Legią Warszawa. CV, jakiego dawno w polskiej ekstraklasie nie było. CV, którego posiadacz teoretycznie powinien z łatwością podbić naszą ligę.

"Legia nie potrzebowała rewolucji. Pekhart? Spory znak zapytania"

Zobacz wideo

Gigant, który ciężko pracuje?

Wrażenie robi zresztą nie tylko lista osiągnięć i klubów 30-latka, ale także jego warunki fizyczne. Nowy napastnik Legii mierzy 194 cm wzrostu i waży ponad 90 kg. - Jestem zawodnikiem, który ciężko pracuje i zawsze daje z siebie sto procent. Wiem, jak strzelać gole. Myślę, że z moimi warunkami fizycznymi odnajdę się w lidze i dostosuję do stylu sposobu gry drużyny. Styl, który zobaczyłem w niedzielnym meczu z ŁKS-em (3:1) bardzo mi odpowiada i pasuje do futbolu, w jakim wyrosłem w Czechach - mówi o sobie sam Pekhart, cytowany przez portal legia.com.

- Profil napastnika, jakim jest Tomas, jest całkowicie odmienny od naszych ofensywnych zawodników. W budowaniu zespołu było dla nas bardzo ważne, aby dać trenerowi do dyspozycji piłkarzy o różnej charakterystyce. Wzbogaca to także sam zespół. Mieliśmy możliwość sprawdzić Tomasa nie tylko pod kątem jego umiejętności piłkarskich, ale także dowiedzieć się o tym, jakim jest człowiekiem poza boiskiem. Bardzo cenne jest dla nas także jego międzynarodowe doświadczenie - dodaje Radosław Kucharski, dyrektor sportowy Legii.

Transfer (nie)idealny

Gdy popatrzy się na charakterystykę zawodnika, a także na jego przeszłość, można stwierdzić, że to transfer idealny. Świetny dla Legii. Taki, który pomoże warszawiakom w walce o mistrzostwo. Gdy się to wszystko przeanalizuje jednak dokładniej, to tak kolorowo już nie jest.

Pekhart to przede wszystkim zawodnik bardzo nierówny. Od sierpnia 2018 roku był zawodnikiem hiszpańskiego Las Palmas, ale w nim kompletnie sobie nie poradził. Zaplecze hiszpańskiej ekstraklasy całkowicie przerosło jego możliwości. W pierwszym sezonie czeski napastnik w zespole z Wysp Kanaryjskich rozegrał 14 spotkań ligowych, w których strzelił jednego gola. W pierwszym składzie na boisko nie wybiegł ani razu (!).

W obecnych rozgrywkach było już trochę lepiej. W lidze wystąpił 17 razy, z czego 7 meczów rozpoczął od 1. minuty. Być może dlatego znacznie poprawił swój dorobek strzelecki - zdobył 5 bramek. Mimo tego, jego transfer do Hiszpanii uznano jako niewypał. Sześć goli w 31 spotkaniach ligowych, jak na piłkarza zarabiającego ok. 500 tys. euro rocznie, to wynik niezbyt imponujący.

Hiszpańska piłka zweryfikowała Pekharta. Uwydatniła jego braki – słabą dynamikę, brak szybkości, przeciętną grę głowa (co może dziwić przy jego wzroście) i trudność w skutecznym zaadaptowaniu nowego stylu. Nieudana przygoda w Las Palmas nie była jednak wyjątkiem.

Transfer zablokowany przez kibiców

To "odbijanie się" od większych drużyn czy trudniejszych lig Pekhart zaczął bardzo szybko. W wieku juniorskim trafił do Tottenhamu, w którym trenował przez kilka lat. W pierwszej drużynie "Kogutów" nigdy jednak nie zadebiutował. Przez chwilę był wypożyczony do Southampton, dla którego w sezonie 2008/09 wystąpił w dziewięciu meczach Championship, w których strzelił jednego gola.

W Anglii Pekharta przerosło wiele aspektów życia piłkarza – przede wszystkim wymagania fizyczne i poziom piłkarski. W lipcu 2009 roku wrócił więc do ojczyzny, gdzie grał przez kilka najbliższych lat, reprezentując barwy Slavii Praga, Sparty Praga i FK Jablonec. W Slavii występował tylko od lutego do grudnia 2009 roku, ale kilka lat później mógł zrobić to ponownie. Mógł, ale jego transfer do klubu, wówczas zarządzanego już przez chińskich inwestorów, zablokowali kibice prażan, którzy pamiętali obraźliwe słowa Pekharta skierowane w ich klub.

Te obraźliwe słowa były efektem konfliktu z Karelem Jarolimem, człowiekiem zresztą bardzo konfliktowym. Czeski trener miał opinię despoty i kogoś, kto nie szanuje swoich piłkarzy. Z tego powodu w 2009 roku pokłócił się nie tylko z Pekhartem, ale również z innymi piłkarzami, jak Goce Toleskim czy Martinem Abrahamem. Piłkarze rzucali w kierunku Jarolima oskarżenia, a on odpowiadał: "Ci którzy mnie znają, wiedzą, że nie zrobiłbym nic, aby skrzywdzić Slavię". Słowne przepychanki były dopiero początkiem piekła, jakie wówczas rozpętało się dookoła Jarolima. W mediach pojawiły się doniesienia o jego romansie z Haną Novakovą, agentką jednego z jego piłkarzy, a do tego wszystkiego doszły słabe wyniki. Jarolima ostatecznie zwolniono w 2010 roku, ale wówczas Pekharta już w Slavii nie było.

Symbol niespełnionych ambicji

Niezależnie od tego, kto był winowajcą całego konfliktu, Pekhart w oczach kibiców został zapamiętany jako ten zły. Przynajmniej w oczach kibiców Slavii. Ale nie tylko ich, bo ogólnie nowy zawodnik Legii dla Czechów jest jednym z symboli zapaści ich kadry. I tu się właśnie zaciera obraz etatowego reprezentanta Czech, który trafił do Polski. Bo tak naprawdę Pekhart rozegrał w kadrze 19 meczów, ale w pierwszym składzie wystąpił tylko siedem razy. Na wspomnianym Euro 2012 nie był nawet aktorem drugoplanowym. Nie był też postacią epizodyczną, a co najwyżej statystą. Pierwszy mecz fazy grupowej obejrzał z ławki, w drugim rozegrał 26 minut, a w trzecim, w którym Czesi pokonali 1:0 Polskę wyrzucając ją tym samym z turnieju, przebywał na murawie 60 sekund. 180 sekund więcej udało mu się uzbierać w przegranym 0:1 ćwierćfinale z Portugalią.

Tamta kadra Czechom nie kojarzy się zbyt dobrze. Drużyna Michala Bilka kojarzona jest raczej z porażkami, niespełnionymi ambicjami i niezrealizowanymi celami. Na twarzach czeskich kibiców wywołuje lekki uśmiech i powoduje reakcje podobne do tych, widocznych u polskich fanów, którym przypomina się kadrę Franciszka Smudy z Pawłem Brożkiem, Ludovikiem Obraniakiem, Rafałem Murawskim czy Grzegorzem Wojtkowiakiem. Kadrę, która przegrywała z Kamerunem (0:3 w 2010 roku) czy zbierała lanie od Hiszpanów (0:6 w 2010 roku).

Piłkarz na miarę ekstraklasy?

Jak jednak wspomnieliśmy na początku - Pekhart to piłkarz grający w kratkę. Poza gorszymi okresami, wymienionymi wyżej, ma za sobą także kilka dobrych - w Norymberdze rozegrał przecież aż 89 spotkań w Bundeslidze, strzelając w nich 14 goli. W lidze greckiej zebrał natomiast 40 występów, zdobywając w nich 12 bramek w barwach AEK Ateny.

W ligach, które nie wymagają wirtuozerii, zamiast której preferują twardą, fizyczną grę, Pekhart sobie więc radzi. W Grecji i Czechach był wyróżniającą się postacią, nie przepadł w Bundeslidze. Z drugiej strony od kilku klubów się odbił, brał udział w kilku kontrowersyjnych sytuacjach, a w swojej reprezentacji nigdy nie zaistniał, bo był w niej tylko na chwilę. Nowy napastnik Legii jest w pewnym sensie kotem w worku. Niewiadomą w ładnym opakowaniu – CV robi wrażenie, ale jego analiza podsuwa już szereg wątpliwości. Czech może rozwiać je tylko w jeden sposób – dobrymi występami w ekstraklasie. Okazja do pierwszego z nich już w najbliższą sobotę. W meczu 22. kolejki ekstraklasy prowadząca w tabeli drużyna Aleksandara Vukovicia zmierzy się na wyjeździe z Rakowem Częstochowa.

Więcej o: