Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Odejście Niezgody to nie koniec świata. Legia ma dwie opcje na jego zastąpienie. I to bez transferów

Niedzielnym meczem z ŁKS-em Legia Warszawa wznowi walkę o odzyskanie mistrzostwa Polski. Wznowi ją bez najlepszego strzelca, Jarosława Niezgody. Jego odejście dla drużyny Aleksandara Vukovicia wcale nie musi być jednak tragedią. Trener warszawiaków ma bowiem dwie opcje, z których może w takiej sytuacji skorzystać. Obydwie sprawdzone jesienią.

- Gdyby Jarosław Niezgoda odszedł, zimą trudno byłoby go zastąpić - w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" mówił w grudniu Aleksandar Vuković, trener Legii Warszawa. Najlepszy napastnik jego zespołu w styczniu rzeczywiście zmienił klub, a wicemistrzowie Polski wciąż nie znaleźli jego następcy. Ich szefowie nie chcą popełnić błędów z przeszłości. Zamiast tego wolą zaryzykować i postawić - przynajmniej na początku rundy wiosennej - na Jose Kante, który jesienią w roli zmiennika Niezgody spisywał się całkiem nieźle.

Rewelacyjny 18-latek zachwyca w Legii! "Pół Europy będzie się o niego zabijać"

Zobacz wideo

Nie powtórzyć błędów

We wspomnianej rozmowie Vukovicia z "PS", trener Legii wspomniał także o zestawieniu, z którego wynika, że zaledwie 16 proc. napastników sprowadzanych zimą sprawdza się w nowym klubie. Rzeczywiście coś w tym jest, a przykładów szukać daleko nie trzeba. Wystarczy przypomnieć, że w sezonie 2016/17, Nemanję Nikolicia i Aleksandara Prijovicia zastąpili Tomas Necid i Daniel Chima Chukwu. Piłkarze, o których - delikatnie mówiąc - mało kto w Warszawie już pamięta. Rok później atak miał wzmocnić Eduardo, który poszedł w ślady wspomnianej dwójki, a w styczniu 2019 roku do drużyny dołączył Salvador Agra. On co prawda nie jest nominalnym napastnikiem, ale także miał wzmocnić ofensywę. "Miał" to w tym przypadku słowo kluczowe, bo oczekiwania - jak to często bywa z takimi transferami - rozjechały się bardzo mocno z rzeczywistością.

Legia ma przyszłość bez Niezgody

Brak nowego napastnika po sprzedaży Niezgody do Stanów Zjednoczonych, nie musi jednak oznaczać dla Legii tragedii. Już w poprzedniej rundzie widzieliśmy, że warszawiacy bez niego na boisku radzą sobie całkiem nieźle. 24-latek opuścił dwa spotkania ligowe, dwa pucharowe i sześć spotkań w kwalifikacjach Ligi Europy. Dodatkowo osiem meczów we wszystkich rozgrywkach zaczynał na ławce rezerwowych. Spośród wszystkich tych 18 spotkań bez Niezgody w pierwszym składzie (lub w ogóle bez niego) Legia przegrała tylko trzy razy - z Rangersami w IV rundzie kwalifikacji LE (0:1, Niezgoda grał 34 minuty), Pogonią Szczecin (1:2, Niezgoda przesiedział mecz na ławce) i Piastem Gliwice (0:2, Niezgoda wszedł na boisko w 69. minucie). W pozostałych meczach jego partnerzy godnie go zastępowali.

Łącznie w spotkaniach bez Niezgody w wyjściowej jedenastce, legioniści strzelili 32 gole (18 meczów). Kiedy nowy zawodnik Portland Timbers zaczynał mecze Legii od 1. minuty, ta zdobyła 22 bramki. To pokazuje, że odejście 24-latka nie jest końcem świata dla Vukovicia. Jest natomiast sytuacją, którą rozwiązać da się nawet bez transferów.

Kante największym wygranym

Przede wszystkim Legia napastnika w dobrej formie, gwarantującego grę na odpowiednim poziomie ligowym, w kadrze wciąż ma. Jest nim Jose Kante. Hiszpan długo czekał na swoją szansę w stołecznym klubie, ale kiedy już ją dostał jesienią, to ją wykorzystał. W 18 spotkaniach we wszystkich rozgrywkach strzelił dziewięć goli i zaliczył dwie asysty. Kapitalnie zagrał m.in. w starciu z Wisłą Kraków (7:0), w którym zdobył hat-tricka. - Fizycznie czuję się dobrze, jestem pewny siebie, czuję zaufanie trenera, dostaję minuty na boisku, co odbija się na grze i statystykach. Dostałem zaufanie, dlatego jestem w dobrej formie - mówił nam po tamtym meczu. Wówczas dodawał jeszcze, że w Legii nie ma napastnika numer "1". - Mamy po prostu dwóch zawodników na tą pozycję - odpowiadał na pytanie o rywalizację z Niezgodą. Teraz ten numer "1" już jest, bo jest nim właśnie Kante.

Trening zamiast warszawskich ulic

Nowym numerem "2" w Legii, jeśli ta nie sprowadzi nowego napastnika", zostać może Maciej Rosołek. 18-letni wychowanek Legii w tym sezonie zaliczył już kilka występów w pierwszej drużynie. W jednym z najważniejszych - w meczu z Lechem Poznań (2:1) strzelił nawet gola pokazując, że może być przyszłością wicemistrzów Polski. Z jednej strony to zawodnik wciąż młody, a z drugiej to napastnik znajdujący się w wieku, który pozwala wprowadzić go do seniorskiej piłki na stałe. - To chłopak, który wszedł na salony. W meczu z Lechem zaczęła się dla niego walka o karierę, bo on na dobrą sprawę dopiero zaznaczył swoją obecność, a to, jak dużo takich momentów będzie miał, będzie zależało od jego pracy i od tego, co będzie go bardziej interesowało - przyjście na trening czy zaliczenie kilku warszawskich ulic - mówił w październiku Aleksandar Vuković.

- Nie odlecę, spokojnie. Zresztą koło mnie w szatni siedzi „Jędza” [Artur Jędrzejczyk], który już zapowiedział, że będzie mnie jeszcze bardziej pilnował - odpowiadał sam Rosołek.

Rosołek do Legii trafił w 2015 roku z MKP Pogoń Siedlce. Niemal dwa lata temu debiutował w drugim zespole. Jesienią ubiegłego roku zadebiutował w pierwszym. - Co dalej? Moim celem będzie teraz udowadniać, że zasługuję na to, by grać. Z każdym kolejnym występem, jeśli taki się znowu nadarzy, będę starał się dawać z siebie maksimum.

Po starciu z Lechem Rosołek dostał jeszcze cztery szanse: 29 minut w meczu z Górnikiem Zabrze (5:1), 14 minut z Koroną Kielce (4:0), 6 minut ze Śląskiem Wrocław (3:0) i 5 minut z Zagłębiem Lubin (2:1). Teraz tych szans i minut na murawie może być znacznie więcej.

Dokończyć ligę stabilną kadrą

Dzięki Kante i Rosołkowi Legia ma pewien bufor bezpieczeństwa, dzięki któremu nie musi na siłę szukać nowego napastnika. Wiadomo, że taki dałby Vukoviciowi większy komfort ustalania składu, ale jeśli tego komfortu nie będzie, to w lidze warszawiacy i tak powinni sobie radzić. Odkąd trenerem Legii jest wspomniany Vuković, w klubie priorytetem jest stabilizacja. Wicemistrzowie Polski wreszcie stawiają właśnie na nią, a także na spokojny rozwój, zamiast rewolucji przeprowadzanych z regularnością kilku miesięcy. Stabilizacja ta może im dać sukces w lidze, co pokazuje druga połowa rundy jesiennej, w której drużyna Vukovicia prezentowała się bardzo dobrze, wygrywając siedem na dziesięć rozegranych spotkań. Pomogło w tym właśnie konsekwentne budowanie drużyny i brak radykalnych i nagłych zmian. Jeśli w Legii tendencja stabilizacji się utrzyma, na koniec sezonu da to z pewnością pozytywne efekty.

Pobierz aplikację Football LIVE na Androida

Aplikacja Football LIVEAplikacja Football LIVE Sport.pl