Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jak Dariusz Mioduski rozbił bank. "Transfery do Legii? Priorytety są inne"

Legia Warszawa zarobiła krocie na sprzedaży piłkarzy. To jej najlepszy sezon w historii, jeśli chodzi o zyski z transferów. Sytuacja finansowa przy Łazienkowskiej w końcu zaczyna być stabilna, ale jeśli ktoś myśli, że przełoży się to teraz na transfery do klubu, może się rozczarować. Priorytetem są wydatki na akademię, która od września zacznie funkcjonować w Książenicach.

Blisko 50 mln złotych. Tyle Legia Warszawa w zimowym oknie transferowym zarobiła na sprzedaży Radosława Majeckiego do AS Monaco (30 mln zł), Jarosława Niezgody do Portland Timbers (16 mln) i Cafu do Olympiakosu Pireus (1,7 mln). Do tego z czasem dojdą też dodatkowe bonusy. Ale nawet bez nich, to najlepsze okno transferowe od lat. A jeśli spojrzymy przez pryzmat sezonu, czyli doliczymy letnie okno transferowe, w którym sprzedano m.in. Sebastiana Szymańskiego do Dinama Moskwa (24 mln zł), Sandro Kulenovicia do Dinama Zagrzeb (6,8 mln) i Carlitosa do Al-Wahdy (7,7 mln), okaże się, że po stronie zysków z transferów tak dobrego sezonu przy Łazienkowskiej nigdy nie było. Do tej pory Legia najwięcej na sprzedaży piłkarzy zarobiła trzy lata temu. W sezonie z Ligą Mistrzów, kiedy z klubu odeszli m.in. Ondrej Duda, Nemanja Nikolić, Aleksandar Prijović czy Bartosz Bereszyński. Wtedy klub na sprzedaży piłkarzy - odliczając menedżerskie prowizje - zyskał ok. 50 mln zł, czyli praktycznie tyle, ile teraz zarobił tylko zimą.

Obecne przychody z transferów wyglądają imponująco, ale z drugiej strony jest co odrabiać, bo Legia w ostatnich latach notowała straty. Ze sprawozdania, które klub pod koniec 2019 roku zamieścił w Krajowym Rejestrze Sądowym wynika, że w minionym sezonie wicemistrz Polski zanotował 30 mln zł straty. Dużo, ale nie aż tak dużo, jak dwa lata temu, kiedy straty wyniosły aż 44 mln zł. Na finansach Legii najbardziej ciąży brak awansu do fazy grupowej europejskich pucharów, co nie udaje się od jesieni 2016 roku. Wtedy Legia zagrała w grupie Ligi Mistrzów - jako pierwszy polski klub od 20 lat - co przełożyło się na rekordowe 233,2 mln zł wpływów i 65,8 mln zł zysku netto w sezonie 2016/17.

Później było równanie w dół. Pożyczka za pożyczką. Z tego samego sprawozdania w KRS wynika, że Legia posiada ok. 60 mln zł zobowiązań (stan na 30 czerwca 2019 roku). Są to zobowiązania wobec podmiotów zewnętrznych (m.in. 26 mln zł wobec funduszu z Luksemburga, z którym 21 grudnia 2018 roku Legia podpisała umowę). Do tego dochodzi ponad 57 mln zł kredytu na budowę ośrodka treningowego w Książenicach i blisko 40 mln zł zobowiązań wobec właściciela, czyli Dariusza Mioduskiego. A więc jest co i kogo spłacać.

Rewelacyjny 18-latek zachwyca w Legii! "Pół Europy będzie się o niego zabijać"

Zobacz wideo

Mioduski w ostatnich latach głównie pozbywał się pieniędzy. Najpierw, wiosną 2017 roku, by odkupić 40 proc. udziałów od Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzla wyłożył z własnej kieszeni 38 mln zł. A w kolejnych dwóch sezonach wciąż dokładał własne środki do klubu, bo ten cały czas przynosił straty. Teraz Legia powoli wychodzi na prostą, sytuacja finansowa wydaje się w miarę opanowana. Ale jeśli ktoś myśli, że przypływ gotówki z transferów sprawi, że Legia zacznie zaraz szaleć na rynku i sprowadzać nowych piłkarzy, może się rozczarować. Plan na spożytkowanie tych pieniędzy jest inny.

Priorytetem jest akademia, która od dawna jest oczkiem w głowie prezesa. Budowa nowego ośrodka co prawda finansowana jest z kredytu (wzięty w marcu na 16 lat), ale oprócz budowy, w klubie wiedzą, że trzeba też myśleć o przyszłości. Tej najbliższej, bo ośrodek zacznie funkcjonować już w lipcu. Ale to, że zacznie funkcjonować, nie znaczy, że od razu zacznie na siebie zarabiać. Legia Training Center to gigantyczna inwestycja, która przede wszystkim najpierw zacznie generować koszty. W tej chwili na utrzymanie struktur akademii klub wydaje rocznie ok. 9 mln zł. Po wybudowaniu ośrodka te wydatki mogą wzrosnąć nawet dwukrotnie.

Alibec nie trafi do Legii, co ze Świerczokiem?

Oprócz akademii jest jednak jeszcze pierwsza drużyna, której po odejściu Niezgody przydałby się nowy napastnik. Przy Łazienkowskiej mówią, że są skłonni wydać na niego nawet 2 mln euro. Pytanie tylko: czy tyle wydadzą - nikt specjalnie szastać pieniędzmi nie chce. A tym bardziej zimą, kiedy sprowadzenie skutecznego napastnika jest dużo trudniejsze niż latem. - Ja jestem za tym, by klub jak najmniej wydawał, a jak najwięcej zarabiał. Oczywiście nie jesteśmy najmądrzejsi i jedyni na świecie, którzy chcą tanio kupować a drogo sprzedawać. Wszyscy jesteśmy jednak w klubie zgodni, że odejście Niezgody - czyli trzeciego napastnika na początku sezonu - pociąga za sobą pewne konsekwencje. Po raz pierwszy powoduje sytuację, że potrzebujemy napastnika do klubu. Jak latem odchodzili Carlitos i Kulenović, takiego wrażenia nie mieliśmy i, jak się okazało, nie było to błędne myślenie. Ale teraz powinien do nas trafić ktoś z odpowiednią jakością. Ktoś, kto zastąpi Niezgodę, czyli po prostu wzmocni drużynę - mówił ostatnio Aleksandar Vuković w rozmowie z Legia.Net.

W kontekście nowego napastnika w mediach ostatnio przewijają się dwa nazwiska: 27-letniego Jakuba Świerczoka z Łudogorca Razgrad i 29-letniego Denisa Alibeca z Astry Giurgiu. Z naszych informacji wynika, że temat tego drugiego upadł. Ze Świerczokiem sytuacja wygląda nieco inaczej. Bułgarski klub jest gotowy negocjować z Legią, ale cały czas przeciąga rozmowy. A przeciąga dlatego, że ze sprzedażą Świerczoka najchętniej poczekałby do końca lutego. Pozbył się go dopiero po dwumeczu z Interem Mediolan w 1/16 Ligi Europy. Tylko że Legia aż tak długo czekać nie chce, zaczyna rozglądać się za kimś innym. - Na naszej krótkiej liście są jeszcze dwa, trzy nazwiska napastników z zagranicy, którymi się interesujemy - słyszymy przy Łazienkowskiej.

Zimą z klubu odszedł też Cafu, a więc środkowy pomocnik. Nie zanosi się jednak na to, by Legia szukała kogoś na jego miejsce. - Tylko jeśli trafi się jakaś okazja, czyli piłkarz, który zrobi różnicę. Jeśli się taki nie trafi, zostaniemy z tym, co mamy. A mamy przecież Martinsa, Antolicia, Gwilię, ale też Karbownika, który może grać na ósemce czy Praszelika, który też ciekawie wyglądał w okresie przygotowawczym - słyszymy.

Na wzmocnienia stołeczny klub ma czas do 2 marca, bo wtedy zamyka się okno transferowe w Polsce. Ekstraklasa startuje jednak już w ten weekend. Legia w niedzielę podejmie ŁKS. Jesienią w Łodzi wygrała 3:2. Dwa gole strzelił dla niej wtedy Niezgoda, a jednego Dominik Nagy, którego przy Łazienkowskiej również już nie ma - w styczniu został wypożyczony do Panathinaikosu.