Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Miał zostać gwiazdą na poziomie Vadisa. Wielkie rozczarowanie Legii Warszawa

Miał być jedną z największych gwiazd ekstraklasy. Miał rozwiązać problemy Legii Warszawa na lewej obronie. Miał się stać transferowym dziełem na miarę sprowadzenia Vadisa Odjidji-Ofoe. No właśnie - miał, problem w tym, że nie do końca mu się chciało. Co stało się z Ivanem Obradoviciem?

- Pozyskaliśmy piłkarza z dużym doświadczeniem międzynarodowym. Jestem przekonany, że Ivan wniesie do zespołu dużą jakość piłkarską, a swoją ambicją wspólnie z zespołem sięgnie po kolejne mistrzostwo w już trzecich rozgrywkach. Chciałbym, żeby został ważną postacią w szatni i na boisku - mówił po sprowadzeniu Ivana Obradovicia Radosław Kucharski, dyrektor sportowy Legii Warszawa.

Jerzy Brzęczek musi zwrócić uwagę na piłkarza Legii. "On przerasta naszą ligę"

Zobacz wideo

„Nowy Vadis” nie wypalił

Obradović rzeczywiście wydawał się transferem idealnym. Zawodnik pozyskany za darmo, mający na koncie 27 występów w reprezentacji Serbii, piłkarz za którego Anderlecht zapłacił w 2015 roku 2,5 mln euro. „Nowy Vadis Odjidja-Ofoe” – pisali niektórzy. Początek do wspomnianego Belga lewy obrońca rzeczywiście miał podobny – w Warszawie pojawił się z dużymi zaległościami fizycznymi. Nadrobić miał je w miesiąc. W sierpniu sztab Legii postanowił więc  sprawdzić go po raz pierwszy. 30-latek wystąpił w meczu rezerw, ale wypadł w nim, delikatnie mówiąc – słabo. Kilkanaście minut po rozpoczęciu drugiej połowy prosił o zmianę, bo nie dawał rady kondycyjnie. Ostatecznie na boisku został do końca, ale miało to negatywne skutki. Kilka dni po meczu doznał kontuzji.

Serb wrócił na boisko we wrześniu, by rozegrać trzy mecze w drugiej drużynie wicemistrzów Polski. Te trzy mecze tak go jednak obciążyły, że zamiast w pierwszej drużynie, Obradović znowu wylądował u lekarza, skarżąc się na bóle pleców. Skarżył się na nie dość długo, ponieważ z radarów zniknął do grudnia. Późną jesienią został wystawiony w meczu Pucharu Polski Legii II z Piastem Gliwice (0:2), ale nie wypadł w nim najlepiej. Póki miał siłę, był niewidoczny, a kiedy już siły nie miał, to zaczął popełniać błędy.

- W momencie transferu wydawał się idealny. W tej chwili jest rozczarowaniem. Także dla mnie. Kupiliśmy piłkarza, który powinien mieć przed sobą kilka lat dobrego grania, ale do tego potrzebna jest ambicja - na antenie Canal+ powiedział Aleksandar Vuković, który w ten sposób ocenił nastawienie Obradovicia.

Zabrakło ambicji

To nastawienie okazało się zresztą drugim największym problemem obok kłopotów ze zdrowiem. Serbowi jakby wcale nie zależało na regularnej grze w pierwszej drużynie. W ostatnich miesiącach ani razu nie przejawił on oznak sportowej złości wynikającej z jego sytuacji. Wręcz przeciwnie – często sprawiał wrażenie piłkarza, dla którego spełnieniem marzeń jest gra w rezerwach Legii. Uśmiech towarzyszył mu dość często. Pozytywne usposobienie nie może być oczywiście wadą, ale brak ambicji, sportowej złości i woli walki o poprawę swojego miejsca w hierarchii trenera już tak. Miejsca zresztą ostatniego, co pokazuje fakt, że Obradović jest jedynym piłkarzem zgłoszonym do pierwszej drużyny, z którego jesienią nie skorzystał trener warszawiaków. Trzykrotnie posadził 30-latka na ławce rezerwowych, ale na tym się skończyło.

A właściwie nie na tym. Skończyło się bowiem na tym, że na początku stycznia Obradovicia, wraz z Salvadorem Agrą, na stałe przesunięto do rezerw, czego potwierdzeniem jest brak miejsca dla obydwu zawodników w samolocie, który zabierze legionistów na obóz przygotowawczy w Turcji.

Problem ze szczytu listy

Brak ambicji i rezygnacja reprezentanta Serbii może wynikać także z poczucia jego wyższości. Wiadomo, że Obradović uważa się za bardzo dobrego zawodnika – przed transferem do Legii odrzucił kilka ofert, m.in. z Lokeren, ponieważ uważał, że zainteresowane nim kluby są za słabe, a on nie ma zamiaru walczyć o utrzymanie. Gdy zawodnik trafił do Warszawy, być może uznał więc, że miejsce w zespole dostanie z marszu. A trzeba przyznać, że podstawy do tego miał – 30-latek stał się jednym z najlepiej zarabiających zawodników w klubie. Co ciekawe i rzadko spotykane, na czele listy płac znajduje się z innym graczem defensywnym.

Kontrakt Obradovicia to zresztą kolejny problem Legii. Na mocy umowy obowiązującej do czerwca 2021 roku, rocznie na konto piłkarza wpływa 400 tys. euro. Wątpliwe więc, by zawodnikowi grającemu, a raczej trenującemu w rezerwach, jakikolwiek klub zaoferował podobną pensję. W takiej sytuacji można przypuszczać, że wicemistrzowie Polski łatwo obrońcy z listy płac nie usuną. Nawet jeśli znajdą na niego chętnego, to na transfer zgodę musi przecież wyrazić piłkarz, a jego podejście pozwala sądzić, że regularna gra wcale nie musi być głównym wyznacznikiem negocjacji ewentualnego kontraktu.

Korupcyjne zamieszanie

Obradoviciowi do transferu spieszyć się nie musi także ze względu na pozaboiskowe problemy, które prawdopodobnie także mają spory wpływ na jego podejście do życia i treningów. W chwilach, gdy nie grał w rezerwach i nie przebywał w lekarskich gabinetach, jeden z największych niewypałów transferowych Legii ostatnich lat musiał latać do Hiszpanii, gdzie bierze udział w sprawie dotyczącej ustawienia meczu Levante z Realem Saragossa w 2011 roku (Obradović siedział wówczas na ławce klubu z Saragossy). Co ciekawe i niepokojące, to nie jedyna sprawa, w którą zamieszany jest piłkarz Legii. W Belgii Obradović miał przez moment problemy przez własnego agenta, Dejana Veljkovicia, który był zamieszany w ustawianie meczów. - Veljković chciał "utrzymać" Mechelen w lidze w sezonie 2017/18, ale mimo udowodnionej później korupcji, nie udało mu się to. Udało mu się natomiast sprawić, że w poprzednich rozgrywkach klub wygrał drugą ligę, a także Puchar Belgii. Jeszcze kilka dni przed rozpoczęciem sezonu 2019/20 wydawało się, że z powodu udowodnienia korupcji, Mechelen w ekstraklasie nie zagra. Belgijski sąd anulował jednak kary pierwotnie nałożone przez KBVB – tłumaczył nam Guillaume Raedts z dziennika "Le Soir”.

- Veljković do więzienia ostatecznie nie trafił, bo poszedł na współpracę z sądem. Przyjął karę 10 lat zawieszenia w pracy menedżera w zamian za wymianę informacji o innych członkach nielegalnego procesu. W czasie, gdy rozpoczęło się śledztwo dotyczące ustawiania meczów przez Veljkovicia, części jego piłkarzy zablokowano konta bankowe. Dotknęło to m.in. Obradovicia, który musiał pożyczać pieniądze na życie i opłaty od kolegów z drużyny – dodawał.

Teraz o finanse Obradović martwić się nie musi. Martwią się za to władze Legii, które kolejny raz sprowadziły do swojego klubu piłkarza, którego ambicje finansowe znacznie rozmijają się z tymi sportowymi.

Pobierz aplikację Football LIVE na Androida

Football LIVEFootball LIVE Football LIVE