Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pogoń Siedlce złamała przepisy antydopingowe, a cierpi piłkarz Wisły Kraków. "To hańba"

Wisła Kraków chciała by grał regularnie. Wypożyczyła go do Pogoni Siedlce. Artur Balicki był jednak jednym z tych, którego drugoligowi działacze wysłali na nielegalne infuzje. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, został zdyskwalifikowany na dwa lata w zawieszeniu na 18 miesięcy. Pół roku bez meczów, kilka miesięcy bez profesjonalnego treningu. - Zostanie mu bieganie po lesie - słyszymy.

Analogiczną sytuację w polskim sporcie trudno sobie przypomnieć. Pokrzywdzone w niej są trzy strony. Przede wszystkim piłkarz, który został wysłany przez klub na nielegalny zabieg. Przez pewien czas nie będzie mógł wykonywać zawodu, a kara będzie ciągnęła się za nim przez całą karierę. - To hańba - mówi nam jego menadżer. - Ktoś w Siedlcach pomylił odwagę z odważnikiem - dodaje. 

Po drugie - rykoszetem dostanie macierzysty klub poszkodowanego gracza. Wisła Kraków oddając czasowo Artura Balickiego do Siedlec chciała by grał tam regularnie. Tymczasem za chwilę "Biała Gwiazda" dowie się, że zawodnik przez kilka miesięcy nie będzie mógł nawet normalnie trenować, a mecze z ławki może oglądać przez pół roku. Po trzecie w złej sytuacji będzie też sama Pogoń. Klubu żal jednak najmniej. To siedleccy działacze zgotowali sobie taki los. Podczas zimowych przygotowań do sezonu, a zapewne także przez wiosnę, będą musieli radzić sobie bez kilku zawodników. Kary mają spotkać w sumie siedmiu piłkarzy. Powinny być oficjalnie ogłoszone przez POLADĘ 16 grudnia.

 Witamina C i 4 miesiące bez piłki 

Kroplówki w Siedlcach miało przyjąć dwudziestu kilku graczy. Ostatecznie po pół litra płynów z witaminą C, B12, elektrolitami, żelazem i glukozą wzięło 7 graczy. Szczęście w nieszczęściu, że na infuzję niemal całej drużyny na korytarzach i w gabinetach jednej z siedleckich klinik zabrakło miejsca. Chociaż wstrzyknięte siedmiu graczom substancje nie są zakazane, nielegalna jest jednak metoda ich przyjęcia. Przepisy antydopingowe zabraniają infuzji powyżej 100 mln (wyjątkiem jest np. hospitalizacja).  

Wydarzenia z Siedlec, po których pracę stracił były trener i dyrektor wykonawczy Pogoni Daniel Purzycki, a swoje śledztwo rozpoczęła prokuratura i Polska Agencja Antydopingowa obszernie opisywaliśmy tutaj. Teraz nadszedł moment, w którym POLADA nakłada swoje kary. W szerszym kontekście mogą one dotknąć działaczy i sztab szkoleniowy. Jak usłyszeliśmy na to przyjdzie czas. Najpierw sankcje dotykają zawodników. Nawet jeśli nie wiedzieli, że to co zaproponowano im w Siedlcach jest nielegalne to od konsekwencji zabiegu trudno ich uchronić. W myśl przepisów są odpowiedzialni są za to co i w jaki sposób znajduje się w ich organizmach. Klub, który najpierw wpędził ich w kłopoty, później starał się im pomóc. Wyznaczył mecenasa prowadzącego sprawę przed POLADĄ. Agencja menadżerska jednego z graczy zadecydowała jednak, że udzieli piłkarzowi wsparcia własnym adwokatem. Wolała mieć sprawy w swoich rękach. W tym przypadku chodzi właśnie o wypożyczonego z Wisły Artura Balickiego. To jego tematem zajęto się na początku.

 - Podjęliśmy decyzję, że sprawą zajmie się nasz mecenas. Chcieliśmy od razu wszystko wyjaśnić. Artur spotkał się z przedstawicielami POLADY jako pierwszy. Pomagał jak mógł. Proszę sobie wyobrazić jak trudna to była dla niego sytuacja i ile go to kosztowało. On ma dopiero 20-lat. Przed nim cała kariera, która mogła zostać na dłużej przerwana - mówi nam jego menadżer, Rafał Szczypczyk z Box2box Football Agency. Graczowi w teorii groziły nawet 4 lata dyskwalifikacji, przy nieumyślnym złamaniu przepisów - a o takie tu ostatecznie chodziło - dwa. Według naszych informacji Balicki usłyszał właśnie taki "wyrok". Co ważne z półtorarocznym zawieszeniem. Przez wzgląd na specjalne okoliczności kopać piłkę z kolegami będzie mógł prawdopodobnie po około 4 miesiącach przerwy.  

"Zostanie mu bieganie po lesie"

Przepisy dotyczące samych kar za doping lub nielegalną metodę podawania płynów są bardzo złożone. Zajmują niemal 10 stron i mają szereg podpunktów, obostrzeń i warunków. Raz wydają się bezwzględne, innym razem bardziej życzliwe. Wszystko zależy od konkretnej sprawy. W przypadku “braku istotnej winy lub zaniedbania” sugerowaną w nich karę można skrócić o połowę. W przypadku “znaczącej pomocy w sprawie” sportowcowi można zawiesić nawet trzy czwarte wyroku. Prawdopodobnie w przypadku Balickiego POLADA skorzystała z tego przepisu. To dlatego przy dwuletniej dyskwalifikacji, półtora roku będzie w zawieszeniu. Wyłączenie z gry obowiązywałoby zatem przez sześć miesięcy. Istotny przy tym może być moment od kiedy kara zostanie liczona i czy uwzględni jakiś okres przed wydaniem decyzji.  W praktyce dla Balickiego oznacza to jednak zakaz brania udziału w zawodach sportowych do maja lub czerwca. Co z samymi treningami z drużyną? 

“Zawodnik może wznowić treningi z zespołem lub korzystać z pomieszczeń i wyposażenia klubu (…) w ostatnich dwóch miesiącach kary dyskwalifikacji lub po odbyciu trzech czwartych kary dyskwalifikacji, przy czym obowiązuje okres krótszy” - czytamy w przepisach. To dlatego Balicki mógłby wrócić do normalnych, piłkarskich zajęć w okolicach marca. Dla menadżera piłkarza i samego gracza to marne pocieszenie.

- Od prawdziwego sportu na pewien czas zostanie odsunięty. Nie będzie mógł grać sparingów, ani nawet trenować z jakąkolwiek zawodową drużyną. Zostanie mu bieganie po lesie, ponieważ osoba, która mówiła o sobie, że jest w klubie „wszystkim”, pomyliła odwagę z odważnikiem, ryzykując nie tylko kariery i reputację tych graczy, ale przede wszystkim ich zdrowie. To hańba! Innego określenia nie umiem znaleźć w słowniku ludzi kulturalnych – gryzie się w język Szczypczyk. -Ta sprawa i tak będzie ciągnęła się za piłkarzem do końca życia. W dokumentach będzie przecież odnotowana informacja o karze. 

Pożyczający "zepsuł" pożyczanego

Menadżer z piłkarzem już opracowują plan jak zminimalizować prawdopodobne czteromiesięczne przymusowe odcięcie od profesjonalnej piłki. Sprawić, by bieganie po lesie i inne indywidualne zajęcia dawały jak największą korzyść. No i trzeba zastanowić się czy biegać po lesie w Siedlcach czy gdzieś indziej. Na razie słyszymy, iż trudno wyrokować czy piłkarz zostanie w Pogoni. Według umowy wypożyczenia prawdopodobnie istnieją przesłanki by ją rozwiązać z winy klubu. Na razie wszystkie strony czekają na dalszy rozwój wypadków i uprawomocnienie się decyzji POLADY.  

Nietrudno zauważyć, że stratna przez wydarzenia w Siedlcach będzie też Wisła Kraków, która na określonych warunkach Balickiego do Pogoni wypożyczyła. Trafił jej się jednak zły kontrahent. Zostawiając na chwilę kwestie ludzkie i sportowe – to tak jakby ktoś wypożyczył z jakiejś firmy samochód, chwilę eksploatował go w niewłaściwy sposób, uszkodził i oddał w stanie słabo nadającym się do jazdy, lub bez dowodu rejestracyjnego. Jak nietrudno się domyśleć każda umowa wypożyczenia niesie dla wypożyczającego określone konsekwencje. 

Wisła na razie nie chce się do nich odnosić. Czeka na oficjalne komunikaty i konsultuje, co w obecnej sytuacji będzie najlepsze dla gracza.   

-Jesteśmy w kontakcie z jego agentem. Monitorujemy sytuację. To piłkarz został skrzywdzony, więc my jako macierzysty klub chcemy mu pomóc. Z naszej perspektywy wypożyczenie było dobre, bo gwarantowało mu grę, ale do tego ważne są też inne okoliczności. W sprawie Siedlec dajemy mu wolną rękę - tłumaczy nam Piotr Obidziński p.o prezesa Wisły.  

Kary 16 grudnia

Artur Balicki do Pogoni trafił pod koniec sierpnia. Wystąpił w dziesięciu ligowych spotkaniach (pięć razy w wyjściowym składzie), zdobył jedną bramkę. Grał także w dwóch meczach Pucharu Polski.  

Do momentu uprawomocnienia się wyroku POLADA przekazała nam, że nie może potwierdzić wiadomości o karze dla Balickiego. Poinformowała natomiast, że sankcje dla jego sześciu kolegów powinny zostać opublikowane 16 grudnia. Oni również współpracowali z agencją w celu obszernego wyjaśnienia sprawy. W środę do godzin nocnych członkowie agencji obradowali w ich kwestii. Można przypuszczać, że pozostali też będą podlegać pod któryś z paragrafów łagodzących sankcje. Każdy przypadek jest jednak rozpatrywany indywidualnie.  

Więcej o: