Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dramatyczna sytuacja Wisły Kraków. Dwa mecze mogą przynieść kolejną rewolucję

W Wiśle Kraków po kompromitacji z Legią Warszawa nerwowych ruchów nikt wykonywać nie zamierza. Ale to wcale nie oznacza, że posada Macieja Stolarczyka jest bezpieczna. O losie trenera zadecydować mogą dwa najbliższe mecze: z Rakowem i Arką.

1 na 18 możliwych punktów do zdobycia. A do tego odpadnięcie w 1/32 Pucharu Polski z drugoligowymi Błękitnymi Stargard (1:2). To obraz Wisły Kraków z dwóch ostatnich miesięcy. Obraz, którego dopełnieniem była niedzielna porażka z Legią Warszawa (o której mowa w poniższym materiale wideo). Porażka, którą w zasadzie nawet trudno nazwać porażką, bo w ekstraklasie równie wysoko nie przegrał nikt od 15 lat (po raz ostatni wynik 0:7 padł 16 października 2004 r., kiedy Zagłębie Lubin wygrało u siebie z GKS-em Katowice). A Wisła Kraków w swojej 113-letniej historii też w lidze tylko raz poniosła bardziej dotkliwą klęskę. 63 lata temu. Też przeciwko Legii, która wygrała wówczas w Krakowie 12:0.

W niedzielę na własnym terenie aż tak wysokiego zwycięstwa nie odniosła, ale i tak wprawiła wszystkich w osłupienie. A wiślaków - w podły nastrój. Załamani piłkarze z Krakowa próbowali po meczu dziękować swoim fanom za doping. Problem w tym, że nie bardzo było komu dziękować, bo wściekli kibice w 80. minucie - po bramce Pawła Wszołka, który trafił na 6:0 - zaczęli wychodzić ze stadionu.

Najczęściej powtarzanym słowem było oczywiście „przepraszam”. Przepraszali wszyscy - trener Maciej Stolarczyk, kapitan drużyny Rafał Boguski, obrońca Rafał Burliga, który nawet dodał, że jako Wisła znaleźli się właśnie na „mentalnym dnie”. Przepraszał też zaraz po meczu bramkarz Michał Buchalik, który przed kamerą Canal+ robił co mógł, by nie rzucić żadnego przekleństwa. Na koniec do dziennikarzy wyszedł jeszcze Paweł Brożek - nazywany od lat „Katem Legii” - który powiedział, że w niedzielę Legia była od Wisły „dwa albo nawet trzy razy lepsza”.

Podły nastrój udzielił się wszystkim wiślakom. Nawet chyba trochę Aleksandarowi Vukoviciowi, który po meczu też wyglądał na człowieka, który może nawet trochę bardziej współczuje trenerowi Stolarczykowi, niż sam cieszy się z okazałego zwycięstwa. - Nie ma we mnie żadnej euforii, naprawdę. I nie chciałbym też, by zapanowała ona w szatni, wśród moich piłkarzy. Potrzebne jest teraz chłodne spojrzenie na sytuację, bo ta jest taka, że po dwóch porażkach odnieśliśmy dopiero drugie zwycięstwo z rzędu i jesteśmy na czwartym miejscu w tabeli - mówił trener Legii.

Boli nie tyle rozmiar, ile podejście do gry

Dla Wisły była to piąta porażka z rzędu (a licząc Puchar Polski - szósta). Po kompromitacji w Warszawie osunęła się także do strefy spadkowej, bo siedem straconych goli sprawiło, że jej bilans bramkowy stał się gorszy od ŁKS-u (obie drużyny mają po 11 punktów). I choć nikt przy zdrowych zmysłach w Krakowie nie zakładał zdobycia trzech punktów w Warszawie, to jednak rozmiar porażki boli. A może nawet nie tyle rozmiar, ile podejście do gry, bo w niedzielę Wisła bardziej niż drużynę przypominała przypadkową zbieraninę piłkarzy. - Jedyny pozytyw jest taki, że nie da się już grać gorzej. To jest niepojęte! Ja rozumiem, że szybko straciliśmy pierwszą bramkę, ale to żadne wytłumaczenie, bo można przegrywać i się podnieść. A można też nie zrobić nic. Okej, niby próbowaliśmy biegać, coś tam grać, ale to wciąż był totalny chaos - analizował Burliga.

W Warszawie na meczu był prezes Wisły Piotr Obidziński, a także członkowie rady nadzorczej Jarosław Królewski i Tomasz Jażdżyński. Wytrzymali do końca, ale zaraz po spotkaniu uciekli ze stadionu. Dwie godziny później Jażdzyński na swoim Twitterze napisał tak: „Na gorąco mogę tylko wszystkich tak po ludzku przeprosić. Szczególnie tych, którzy jak ja widzieli to na żywo. To w takiej sytuacji oczywiście niewiele, ale decyzje co dalej będziemy podejmowali na zimno, gdy głowy ochłoną. Przepraszam w imieniu swoim i reszty „ekipy ratunkowej”.

Aktywny w mediach społecznościowych był także Królewski. On wdawał się nawet w polemiki z kibicami Wisły (i nie tylko Wisły), ale na drugi dzień za nie przepraszał. - Przed nami trudny tydzień, ale pozbieramy się i postaramy się znaleźć przyczyny ostatnich porażek i je naprawić. Wspólnie - napisał Królewski w poniedziałek rano na Twitterze.

Nikt nie chce wychodzić przed szereg

„Czyny. Nie słowa”. To hasło akcji, które od blisko roku przypomina kibicom Wisły, że w klubie dochodzi do wielkich zmian. Przyświeca także prezesom. Po wpadce z Legią - chyba nawet bardziej niż zwykle, bo w klubie słyszymy, że nikt nie będzie komentował tego, co się stało. Nikt nie chce teraz wychodzić przed szereg. Każdy woli pracować w cieniu. Choćby dlatego, że w ostatnich miesiącach medialna dyskusja nie przyniosła nic dobrego w rozmowach z miastem. A wręcz przyniosła stratę, bo 1,7 mln zł za prawa telewizyjne od Ekstraklasy zamiast do klubu, dzień przed meczem z Piastem Gliwice trafiło do magistratu Krakowa, któremu Wisła zalega około 5 mln zł. To dług, który powstał w minionych latach, jeszcze za poprzednich władz klubu. Te obecne sukcesywnie go zmniejszają, ale wciąż mają obawy, że pieniędzy na bieżące funkcjonowanie zabraknie.

Choć otaczająca rzeczywistość coraz bardziej przeraża, to na Reymonta próbują zachować spokój. Są świadomi, że drużyna Stolarczyka od dłuższego czasu (czytaj. od samego początku działalności) jest mocno rozhuśtana emocjonalnie. Dlatego teraz ostatnią rzeczą, do której chcieliby doprowadzić, to rozhuśtać ją jeszcze bardziej. Innymi słowy: nie chcą podejmować żadnych nerwowych ruchów pod wpływem emocji. Można to zrozumieć jako oznakę zaufania dla trenera, ale ono też nie jest już dane bezgraniczne. Margines błędu się kurczy. Po kompromitacji w Warszawie pracy stracić nie powinien, ale to wcale nie oznacza, że może czuć się bezpiecznie. 

Tym bardziej że w klubie też nie brakuje świadomości, że im Wisła będzie gorzej grać, tym trudniej jej będzie pozyskać nowych sponsorów czy inwestorów. O losie trenera zadecydować mogą więc dwa najbliższe mecze: z Rakowem na wyjeździe (4 listopada) i Arką u siebie (9 listopada).

Więcej o:
Komentarze (15)
Dramatyczna sytuacja Wisły Kraków. Dwa mecze mogą przynieść kolejną rewolucję
Zaloguj się
  • oloros11

    Oceniono 7 razy 5

    ten klub bardzo ciężko pracowal na to co ma i kropka
    może jego jedyna szansa jest wlasnie degradacja do nizszehj ligi i praca od pocxatku - marzy się tylko ze może opuści go również ten element kryminalny - bo interes się maksymalnie zmineijszy i poszukają nasetnych frajerwo

  • adigi

    Oceniono 7 razy 5

    ale po co te rzewne łzy nad Wisłą?
    komuś zależało na trzymaniu trupa pod kroplówką, bo to "zasłużony" klub i nie wypada mu biegać po IV ligowych boiskach to teraz macie obraz nędzy, żenady i opuszczanie stadionu 10 minut przed końcem z podkulonym ogonkiem.
    a suma sumarum klub i tak wyląduje tam, gdzie już powinien być i odbudowywać się jak to zrobił Widzew czy ŁKS.

  • marqin

    Oceniono 3 razy 3

    Zdaje się że w I połowie lat 90. w ostatnim meczu sezonu Wisła podłożyła się Legii i było chyba 0:6?
    A co obecnej Wisły - po odejściu Ciupiała Wisła się stacza, przy dużej 'pomocy' kibiców. Skoro nikomu to przez lata nie przeszkadzało to czemu nagle teraz jest problem? Zasłużone kluby nie raz upadały, część się odbudowywała, niech z Wisła będzie podobnie. Nie lepiej pójść drogą ŁKS, Widzewa, Glasgow Rangers? Pod warunkiem oczywiście, że różnego rodzaju szumowiny nie przyczepią się znów do klubu.

  • gruby2017

    Oceniono 5 razy 3

    Każdy inny klub dawno by był zdegradowany a tych nieudaczników ciągną za uszy wbrew regulamina ,ale co tem to pewnie wina kibiców hahahah

  • urbsanowicz

    Oceniono 2 razy 2

    Nic się Wiśle nie należy.Powinna zaczynać od IV LIGI TAK JAK ŁKS,POLONIA WARSZAWA CZY RUCH HORZÓW

  • led47

    Oceniono 2 razy 2

    Graja przeciwko trenerowi, klubowi i zwyklym kibicom. Chca powrotu Miska?

  • kamuimac

    Oceniono 4 razy 2

    spoko - na pewno Gibała z Gowinem uratują klub tak jak uratowali siłownie odbijając ją bandytom ;)

  • 1group

    0

    Ciekawe czy ci co piszą o "zmniejszaniu" się długów Wisły mają na to jakieś konkretne dowody, czy uwierzyli w słowa prezesa (tego od Leśnodorskiego), że dług maleje w tempie jednego miliona miesięcznie (!) . Fantasta.

  • toni42

    Oceniono 4 razy 0

    Co za glupie inwagacje. Tu nie chodzi o los trenera a o LOS KLUBU, który wydaje sie juz PRZYPIECZETOWANY.
    KLUB majacy olbrzymie DLUGI, nie majacy zadnego MAJATKU, zyjacy na "GARNUSZKU" miasta, którego samorzadowcy planuja WYBURZYC STADION i inaczej zagospodarowac jego tereny nie ma sZANS PRZEZYCIA.
    Bezskuteczne poszukiwanie strategicznego sponsora bedzie ostatnim gwozdziem do TRUMNY tego zasluzonego klubu.
    Pytanie: Kto pdpowiada za to. Moim zdaniem miasto nie reagowalo na czas dajac mozliwosc MAFII ZNISZCZYC KLUB a teraz zabiera ostatnie pieniadze na wyplaty zawodnikom i pracownikom

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX