Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłkarz Wisły nie przebierał w słowach po meczu z Legią. "Nazywajmy rzeczy po imieniu"

- Nazywajmy rzeczy po imieniu: to była kompromitacja, totalna żenada. Mentalnie jesteśmy na samym dnie - mówił Łukasz Burliga po meczu z Legią Warszawa, który Wisła Kraków przegrała aż 0:7.

- Nie przypominam sobie, bym w życiu przegrał aż tak wysoko. A już na pewno nie na poziomie seniorskim - mówił przybitym głosem, zresztą jak wszyscy wiślacy po meczu z Legią (0:7), Łukasz Burliga. - Ale nazywajmy rzeczy po imieniu: to była kompromitacja, totalna żenada w naszym wykonaniu. Byliśmy rozrzuceni po całym boisku, zaliczaliśmy dużo strat. W zasadzie, co stały fragment gry dla Legii to dla nas było realne zagrożenie. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co się z nami działo - kręcił głową obrońca.

"Mentalnie jesteśmy na samym dnie"

Wisła w niedzielę przegrała w ekstraklasie piąte spotkanie z rzędu. Osunęła się także do strefy spadkowej, na 14. miejsce w tabeli (w tym sezonie z ligi spadają trzy zespoły). - Mentalnie jesteśmy na samym dnie. Może jedyny pozytyw jest taki, że nie da się już gorzej grać. To jest niepojęte. Ja rozumiem, że w niedzielę szybko straciliśmy pierwszą bramkę, ale to żadne wytłumaczenie, bo można przegrywać i się podnieść. Okej, niby próbowaliśmy biegać, coś tam grać, ale to wciąż był totalny chaos. Legia zabijała nas intensywnością. Po naszych stratach kreowała sobie okazje. A już później - po 3:0, po 4:0 - było tylko pytanie, na ilu to się skończy - dodawał Burliga.

Zobacz wideo

Gdzie szukać nadziei?

- Nadzieja jest w tym, że do końca zostało ponad 20 meczów - stwierdził Burliga. - Wisła Płock też przegrała 0:5 z Zagłębiem, a później nagle się pozbierała i teraz wygrywa, jest liderem. W tej lidze wszystko jest możliwe. Musimy teraz siąść i ze sobą porozmawiać. Każdy musi coś dać od siebie, a potem zacząć zasuwać na boisku. Ale wiem, że się pozbieramy. Musimy. Przeżyłem wiele trudnych momentów w życiu, zresztą chyba jak każdy w Wiśle. I na pewno się nie poddamy. Bo to, że wyglądamy teraz tak katastrofalnie, to jest nasza wina, a nie tego, że wokół Wisły są jakieś zawirowania. W klubie każdy się stara, żeby było jak najlepiej. I my też musimy. Przede wszystkim się podnieść, spróbować w następnym meczu zdobyć jakieś punkty - zakończył Burliga.

Ten następny mecz to Raków Częstochowa, z którym Wisła zagra 4 listopada w Bełchatowie. Początek spotkania o 20.30.