Novikovas strzelił gola w drugim meczu z rzędu. Ale wskazał też swój problem. "To się u mnie powtarza"

- To nie Wisła była słaba, tylko Legia mocna - stwierdził Arvydas Novikovas, skrzydłowy Legii Warszawa, która w niedzielę przy Łazienkowskiej rozgromiła Wisłę Kraków aż 7:0!

Była 75. minuta spotkania. Arvydas Novikovas przejął wtedy piłkę przed polem karnym Wisły. Długo się nie zastanawiał - od razu zdecydował się na strzał. Jego gol był piękny, chyba najładniejszy w tym meczu. Ale niejedyny, bo Legia, która wtedy prowadziła już 4:0, wygrała spotkanie aż 7:0. - Nikt się nie spodziewał, że wygramy tak wysoko - powiedział po meczu zadowolony z okazałego zwycięstwa Arvydas Novikovas.

W niedzielę wicemistrz Polski strzelanie na swoim stadionie zaczął już w 2. minucie. - Szybko zdobyta bramka zawsze pomaga. Ale równie ważne jest to, by później pójść za ciosem, nadal dawać z siebie 100 proc. I my to zrobiliśmy. Bo dzisiaj to nie Wisła była słaba, tylko Legia mocna. I to przez cały mecz, od pierwszej do ostatniej minuty - dodał 27-letni skrzydłowy.

Zobacz wideo

Novikovas: Czasami za bardzo chcę, i to jest problem

Novikovas w niedzielę strzelił gola w drugim meczu z rzędu, przed tygodniem trafił także w spotkaniu z Lechem Poznań (2:1). - Teraz strzelam, ale początek sezonu był dla mnie trudny. Zresztą nie po raz pierwszy, bo podobnie było jak grałem w Niemczech czy wcześniej w Jagiellonii. Tam też rozkręcałem się z meczu na mecz - powiedział Litwin.

I wrócił do swoich ostatnich występów: - Bramki na pewno dodają pewności siebie. Potrzebuję ich jak każdy zawodnik. Problem w tym, że ja czasami tej pewności mam w sobie po prostu za dużo. Czasami za bardzo chcę się pokazać w meczu, a tym bardziej w nowym klubie. Chcę zrobić wszystko od razu. Ale widzę, że tak się nie da, że to tak nie działa. Że trzeba krok po kroku, powoli. Botak jest lepiej, wiem.

Ten następny krok dla Legii to mecz z Widzewem w Łodzi w 1/16 finału Pucharu Polski. Początek spotkania w środę o 20.30.

Więcej o: